Zamknij

Wrócił z Polski na Białoruś spełnić obywatelski obowiązek. Został ciężko pobity

10.08.2020 14:23
ranny podczas protestów
fot. SIARHEI LESKIEC/AFP/East News

Dramatyczne doniesienia płyną z Białorusi. Według obrońców praw człowieka w niedzielnych starciach z milicją zginęła co najmniej jedna osoba - informuje telewizja Biełsat. Z kolei białoruskie MSW zdementowało tę informację. 

MSW dementuje informacje o ofierze śmiertelnej w czasie niedzielnych protestów. "Ofiar śmiertelnych nie ma" – oświadczyła w poniedziałek rzeczniczka Wolha Czemadanawa rosyjskiej agencji TASS. Wcześniej obrońcy praw człowieka z centrum Wiasna poinformowali, że w niedzielnych starciach z milicją zginęła co najmniej jedna osoba.

Według informacji obrońców praw człowieka do tragedii doszło, gdy w tłum ludzi wjechał pojazd sił milicyjnych. Z kolei, jak podaje Biełsat, inna wersja mówi o rozpędzonej więźniarce przebijającej się przez tłumy protestujących. Jeden z manifestujących miał wskoczyć na zderzak pojazdu, a następnie wpaść pod koła. Przyczyną śmierci miała być rana głowy.

Zobacz także

Przyjechał z Polski na Białoruś po demokrację. Został pobity do nieprzytomności

"Młody człowiek doznał urazów twarzoczaszki nie dających szans na przeżycie. Lekarze pogotowia, którzy przyjechali na miejsce wypadku, nie zdołali go uratować" - poinformowało Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna”, cytowane przez Biełsat TV.

Jak podawał wcześniej Biełsat TV, powołując się na białoruskich blogerów, ofiarą miał być Hienadź Zajczkin – młody Białorusin, zamieszkały na stałe w Gdańsku. Przyjechał on specjalnie do kraju, aby zagłosować w wyborach. 

Zdjęcia Zajczkina obiegły media społecznościowe. Okazało się, że mężczyzna stracił przytomność po pobiciu, jednak żyje. "Akcja ratunkowa okazała się skuteczna" - czytamy na Biełsat TV. O sprawie poinformowała na Twitterze także dyrektor stacji Anna Romaszewska. Redakcji Biełsat TV udało się skontaktować z Zajczkinem. 

Mężczyzna opowiadał, że szedł z bratem ulicą w Mińsku, kiedy podjechał minibus. Wyskoczyli z niego milicjanci, którzy zaczęli zatrzymywać ludzi siłą.

Kiedy zdałem sobie sprawę, że biegną za mną, ukląkłem i uniosłem ręce. Bili mnie pałką, pierwszy cios w twarz i natychmiast popłynęła krew, dalej bili mnie po ciele. Zostałem zatrzymany, doszło do wstrząsu mózgu, wezwano karetkę

- relacjonował.

Protesty po wyborach na Białorusi

Centrum Wiasna ogłosiło w internecie listę osób zatrzymanych na terenie całej Białorusi, na której jest 140 nazwisk. Jednak zatrzymanych jest o wiele więcej - twierdzą obrońcy praw człowieka.

Państwowy Komitet Śledczy Białorusi poinformował w poniedziałek, że wszczął sprawę karną dotyczącą masowych zamieszek i użycia przemocy wobec przedstawicieli władz.

Wielu z podejrzanych już zatrzymano, ludzie ci znajdowali się w stanie upojenia alkoholowego. Organy ochrony prawa podejmą wszelkie możliwe środki w celu obrony ustroju konstytucyjnego 

- oświadczył szef Komitetu Iwan Naskiewicz. 

Do starć z milicją doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek w Mińsku, Witebsku, Grodnie i innych miastach Białorusi. Protesty wybuchły po zakończeniu wyborów i ogłoszeniu oficjalnego sondażu exit poll, według którego w wyborach zwyciężył obecny szef państwa Alaksandr Łukaszenka uzyskując ponad 70 proc. głosów, a jego główna rywalka Swiatłana Cichanouska mniej niż 10 proc. głosów.

Według wstępnych oficjalnych wyników ogłoszonych w poniedziałek Łukaszenka zdobył 80,23 proc. głosów, a Cichanouska – 9,9 proc.

RadioZET.pl/Belsat.eu/PAP/Twitter