Zamknij

Zełenski oskarża dwa kraje o "zarabianie na ludzkiej krwi". "Nie rozumiemy"

14.04.2022 20:37

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w rozmowie ze stacją BBC oskarżył kraje europejskie, które nadal kupują ropę z Rosji, o "zarabianie pieniędzy na krwi ludzi" i powiedział, że Ukraina wciąż nie dostaje broni wystarczająco szybko, by odeprzeć agresję. Bronił również swojej polityki sprzed rosyjskiej inwazji.

Zełenski
fot. PAP/EPA

Wołodymyr Zełenski w czwartkowym wywiadzie dla BBC skrytykował państwa, które wciąż sprowadzają rosyjskie surowce energetyczne. Wymienił też Niemcy i Węgry jako kraje, które blokują wprowadzenie embarga na import z Rosji. - Nie rozumiemy, jak można zarabiać pieniądze na krwi. Niestety właśnie to robią niektóre europejskie kraje - mówił.

Zełenski: kraje, które kupują ropę od Rosji, zarabiają na krwi

- Np. embargo na ropę jest jedną z kluczowych kwestii, o których wiemy, że są blokowane w Europie przez Niemcy i Węgry - powiedział, odpowiadając na pytanie, jak się czuje z tym, że Ukraina dostała od początku wojny pomoc z UE o wartości miliarda euro, czyli tyle, ile Rosja dostaje każdego dnia za sprzedaż gazu i ropy.

Dodał, że inne kraje dostrzegają konieczność zrezygnowania z rosyjskiej energii. - Niektórzy nasi przyjaciele i partnerzy rozumieją, że teraz są inne czasy, że to już nie jest kwestia biznesu i pieniędzy. Jest to kwestia przetrwania - wskazał. Zełenski ponowił też apel do Zachodu o dostarczenie Ukrainie większej ilości broni, mówiąc, że nie otrzymuje ona jej wystarczająco szybko, aby odeprzeć atak Rosji.

- Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, niektóre kraje europejskie - starają się pomóc i pomagają. Ale wciąż potrzebujemy tego wcześniej, wcześniej i szybciej. Kluczowym słowem jest "teraz" - podkreślił. Ukraiński prezydent ocenił, że w Mariupolu, który od początku wojny jest kluczowym celem rosyjskich ataków, mogły zginąć dziesiątki tysięcy ludzi.

Mamy również informacje, że oprócz tych dziesiątek tysięcy zabitych wiele osób zaginęło. Wiemy, że ich dokumenty zostały podmienione, dostali rosyjskie paszporty i zostali wywiezieni w głąb Rosji - niektórzy do obozów, inni do innych miast. Nikt nie wie, co się dzieje z tymi ludźmi. Nikt nie wie, ilu z nich zostało zabitych Wołodymyr Zełenski

Oświadczył, że okrucieństwa, jakich dopuszczały się wojska rosyjskie w Mariupolu oraz w podkijowskich miejscowościach Bucza i Borodzianka, jeszcze bardziej zawęziły możliwość rozmów pokojowych z Rosjanami.

Przyznał, że "doświadczył całego spektrum emocji", kiedy odwiedził Buczę w zeszłym tygodniu, ale zakończył ten dzień z "niczym innym jak nienawiścią do rosyjskich wojskowych". Oskarżył prezydenta Rosji Władimira Putina i całe dowództwo rosyjskiej armii, że są "od góry do dołu zbrodniarzami wojennymi".

Zełenski broni swoich działań sprzed inwazji. "Nie pozwoliliśmy na to"

Ukraiński prezydent bronił swojego przywództwa w okresie poprzedzającym rosyjską inwazję, kiedy to jego rząd wezwał naród ukraiński do zachowania spokoju. Wyjaśnił, że rząd pracował po cichu, aby uzgodnić umowy na broń i dostawy, a także skupiał się na unikaniu paniki, która mogłaby wywołać wybieranie pieniędzy z banków i zdestabilizować ukraińską gospodarkę. - Rosja - i nie tylko ona - tego właśnie chciała, ale nie pozwoliliśmy na to. Nie spodziewaliśmy się jednak inwazji na pełną skalę, gdy do niej doszło - mówił.

Zełenski powiedział, że wobec spodziewanej rosyjskiej ofensywy na wschodzie Ukrainy tam jest teraz trudniejsza sytuacja, "ale to właśnie tam skoncentrowane są nasze najsilniejsze jednostki". - Oni mogą nas niszczyć, ale my odpowiemy. Mogą zabijać, ale też zginą. Nie mogę zrozumieć, w imię czego [...], dlaczego przyjechali - podkreślił.

Wojna w Ukrainie. Relacja na żywo

RadioZET.pl/PAP