Zamknij

"Porywają ludzi według list". Dramatyczna sytuacja w Chersoniu

10.07.2022 10:30

Porywają ludzi według list, które ze sobą noszą. Część z tych osób znika, część zabijają. Zajmują nasze domy, biznesy, robią w mieście to, co chcą – opowiada o okupujących Chersoń Rosjanach 23-letnia mieszkanka tego miasta. W rozmowie z PAP opisuje trudną codzienność życia pod okupacją wojsk Putina.

Rosjanie porywają ludzi w Chersoniu
fot. OLGA MALTSEVA/AFP/East News

Rosja zajęła Chersoń, stolicę i najważniejsze miasto obwodu chersońskiego na początku marca. Po czterech miesiącach okupacji świat obiegają kolejne wstrząsające relacje dotyczące codziennego życia w nowym, „ruskim mirze”.

- Moje życie dzieli się na czas przed oraz po rozpoczęciu inwazji – powiedziała PAP mieszkanka Chersonia. Na wspomnienie o 24 lutego i rozpoczęciu wojny mówi o nagłym wydzwanianiu znajomych, którzy radzili jej, by jak najszybciej się spakowała i wyjechała.

Ukrainka w okupowanym Chersoniu: "Porywają ludzi według list, część zabijają"

- Dobrze pamiętam moment, kiedy wkroczyli do miasta. Chowałam się w domu i nasłuchiwałam walk. Trwały kilka dni, chłopcy z obrony terytorialnej próbowali nas bronić, ale Rosjan ciągle przybywało – opowiada młoda Ukrainka.

Wspomina, że z początku rzadko kiedy wychodziła po zakupy, mimo że Rosjanie nie byli szczególnie widoczni w Chersoniu. Obecnie sytuacja się zmieniła. - Teraz są wszędzie, na każdym kroku – najtrudniejsze jest to, że ciągle widzę ich twarze, ale nie mogę nic zrobić – mówi o okupujących miasto Rosjanach kobieta.

- Porywają ludzi według list, które ze sobą noszą. Część z tych osób znika, część zabijają. Zajmują nasze domy, robią w mieście to, co chcą – opowiada o Rosjanach 23-letnia mieszkanka tego miasta.

"Wiecznie chodzą pijani. Niezliczone akty wandalizmu"

Ukrainka z Chersonia wymienia przypadki włamań do restauracji, sklepów, biur czy hotel, ale nie tylko. - W mieście dochodzi do mnóstwa wypadków na drogach. Rosjanie nie zwracają uwagi na sygnalizację świetlną, pasy dla pieszych, ograniczenia prędkości. Wiecznie chodzą pijani. Po wypadkach po prostu odjeżdżają i nie można zrobić niczego, żeby ich ukarać – tłumaczy rozmówczyni PAP.

W obawie przed represjami kobieta regularnie czyści telefon, by w przypadku kontroli nie zostać oskarżoną. Zwraca uwagę na szczególnie ciężki los emerytów, którzy nie poszli na współpracę z agresorem. - Władze okupacyjne robią wszystko, żeby najstarsi nie dostawali swoich emerytur. Chcą ich w ten sposób zmusić do przyjęcia rosyjskich paszportów, rosyjskiej waluty i rosyjskich porządków. Młodzi chwytają się każdej pracy, jaka się trafi, ale co mają zrobić seniorzy? – pyta retorycznie młoda Ukrainka.

Lepiej wygląda sytuacja w handlu. Mimo trudów okupacji ludzie handlują na bazarach. - Ludzie zwożą z okolicznych sadów i gospodarstw owoce i warzywa, a potem handlują nimi w swoich samochodach. Jest zdecydowanie lepiej, niż na początku, gdy myśleliśmy, że najzwyczajniej umrzemy z głodu – wspomina.

- Mamy też ogromny problem z komunikacją. Ukraińskie sieci telefoniczne nie działają, ludzie ustawiają się w punktach, gdzie można złapać Wi-Fi i stamtąd, ciasno upchani, próbują nawiązać kontakt z najbliższymi – wyjaśnia mieszkanka okupowanego miasta.

RadioZET.pl/PAP - Jakub Bawołek