Bruksela grozi karami za nieprzyjmowanie uchodźców. Co czeka Polskę?

Katarzyna Mierzejewska
13.06.2017 07:48
Bruksela grozi karami za nieprzyjmowanie uchodźców. Co czeka Polskę?
fot. AA/ABACA/East News

Szykują się kary dla Polski za nieprzyjmowanie uchodźców? O tym zadecyduje Komisja Europejska. Werdykt Brukseli poznamy we wtorek lub w środę.

W Brukseli ważą się losy uruchomienia procedury dyscyplinującej Polskę, Węgry i Czechy w kwestii relokacji uchodźców na terytoriach państw członkowskich. 

We wrześniu 2015 roku unijni ministrowie przegłosowali w Radzie UE decyzję o przyjęciu rozdzielnika uchodźców, którzy już przebywają na starym kontynencie. Przepis obejmuje przyjęcie 60 tys. osób (do września 2017 roku). Berlin nawołuje Warszawę do solidarności, Warszawa Brukselę do powstania z kolan, a uchodźcy koczujący na granicach państw bałkańskich w prowizorycznych ośrodkach z coraz większym zrezygnowaniem czekają na rozwiązanie patowej sytuacji. 

Decyzja przyjęta przez Radę UE zakłada przyjęcie przez Polskę 6 tysięcy uchodźców. Relokacji (określanej jako narzucona) mocno sprzeciwiają się kraje Grupy Wyszehradzkiej. Polskie stanowisko popierają Czechy, Węgry, Słowacja oraz (już spoza tej koalicji) Rumunia. Czesi przyjęli 12 osób, po czym przerwali pertraktacje z Brukselą. 

Chociaż pierwsze zapowiedzi o zaakceptowaniu unijnych warunków padły z ust Ewy Kopacz a potem zostały w 2016 roku potwierdzone przez Beatę Szydło (padła liczba 100 przybyszów), to teraz polski rząd się z wcześniejszych deklaracji wycofuje i nie zapowiada się, aby cokolwiek miało się zmienić. Tym bardziej, że według różnych szacunków około 70 proc. Polaków ma być przeciwko przyjmowaniu kogokolwiek. Nie wiadomo jednak, na ile jest to potraktowane realnym strachem, a na ile zbijaniem kapitału politycznego na strachu. Politycy uznają to jednak za skuteczną form działania. Do głosu PiS przyłączyła się PO, której przewodniczący Grzegorz Schetyna mętnie tłumaczył, czy trzeba przyjmować uchodźców (myląc ich z nielegalnymi imigrantami). 

KE zajmie się sprawą Polski, Węgier i Czech na wtorkowym posiedzeniu w Strasburgu. Jeśli potwierdzą się spekulacje z kuluarów, to już w środę zostanie ogłoszony pierwszy etap procedury dyscyplinującej. Przez długi czas Polsce sprzyjał szef KE Jean-Claude Juncker lobbując za odwlekaniem konsekwencji wobec państw niechętnych uchodźcom. Mówi się jednak, że jego cierpliwość jest na wyczerpaniu. Tym, bardziej, że komentatorzy ostrzegają - w 2017 roku czekać nas może jeszcze większy kryzys migracyjny. Uciekający przed wojną uchodźcy nadal traktują Europę jako jedyne źródło bezpieczeństwa. Nawet w obliczu spania pod gołym niebem w Serbii bądź coraz bardziej restrykcyjnej polityki azylowej. 

Procedura wszczęta przez KE może się skończyć nawet przed Trybunałem w Luksemburgu. Jest on władny nakładać kary finansowe na państwa, które nie stosują się do rozwiązań wypracowanych przez Unię. A to z pewnością uderzy w nasz budżet. Może chodzić nawet powyżej 250 tys. zł. dziennie). Choć do tego jeszcze długa droga - prawdopodobnie kilka lat - to ciężko nie odnieść wrażenia, ze perspektywa osiągnięcia porozumienia w tej kwestii oddala się.

RadioZET.pl/KM