Zamknij

"Tam nie było dyskusji, były polecenia". Polka była w samolocie z Pratasiewiczem

24.05.2021 13:58
Mińsk
fot. PAP/EPA/STRINGER

Chaos, bałagan, przerażenie - tymi słowami prezes klubu Wigry Suwałki i była wiceprezydent miasta Ewa Sidorek opisuje swój lot "uziemionym" w niedzielę w Mińsku samolotem, którym leciał również zatrzymany przez białoruskie władze opozycjonista Raman Pratasiewicz. - Samolot leciał bardzo agresywnie, myśleliśmy, że spadamy - podkreśliła. Jak dodała, na lotnisku pasażerów powitało "uzbrojone po zęby wojsko".

W niedzielę pod pretekstem zagrożenia bombowego Białoruś zmusiła do lądowania na lotnisku w Mińsku samolot linii Ryanair lecący z Aten do Wilna. Zatrzymany został wówczas lecący w nim opozycyjny aktywista Raman Pratasiewicz, który żyje na emigracji. To jeden z autorów prowadzonego na Telegramie opozycyjnego kanału Nexta, którego działanie władze uznały za ekstremizm. Mężczyzna był poszukiwany listem gończym przez białoruskie organy ścigania.

Jedną z pasażerek samolotu lecącego z Aten do Wilna była prezes klubu Wigry Suwałki, b. wiceprezydent Suwałk Ewa Sidorek. Pytana przez Polską Agencję Prasową o przebieg podróży podkreśliła, że pasażerowie poczuli zaniepokojenie w momencie, kiedy w samolocie zaczęły dziać się "dziwne sytuacje".

Polka na pokładzie samolotu Ryanaira: tam nie było dyskusji, były polecenia

- Obsługa samolotu, młodzi mężczyźni, zaczęli nerwowo poruszać się, biegać, to nas zaniepokoiło. Potem padały polecenia: "proszę siadać, nie ruszać się, zapiąć pasy". Nawet nikt nie mógł wstać - relacjonowała. Jak podkreśliła, widać było, że "dzieje się coś niewłaściwego". - Tam nie było dyskusji, były polecenia, trzeba było je wykonywać i koniec - zaznaczyła. 

- Po chwili był komunikat, że jesteśmy zmuszeni ze względów bezpieczeństwa wylądować w Mińsku, podczas gdy za 10 minut mieliśmy lądować w Wilnie - podkreśliła, dodając, że bardzo zaskoczyło to wszystkich pasażerów. - Samolot leciał bardzo agresywnie, chaotycznie, byliśmy wszyscy przekonani, że jest to awaria samolotu, że samolot spada - opowiada Ewa Sidorek.

Zgodnie z jej relacją po lądowaniu przed oczami pasażerów ukazało się "mnóstwo samochodów, wojskowych, straży pożarnej". Był też "cały kordon wojskowych" oraz służbowe psy. - Wyprowadzono nas powoli, po pięć osób. Każdy musiał położyć swoje rzeczy, psy je obwąchiwały - mówi Sidorek. Jak dodaje, gdy wraz ze swoimi współpasażerkami zapytała osobę z obsługi samolotu o to, kto kazał im lądować w Mińsku, uzyskały odpowiedź, że "była informacja o zagrożeniu terrorystycznym". - Dla nas to było niesamowite, ale przyjęliśmy to do wiadomości. Tam nie było dyskusji, były polecenia, trzeba było je wykonywać i koniec. Przed oczami wojsko uzbrojone po zęby, kto by tam się sprzeciwił - podkreśliła.

"Chaos, bałagan, niepewność". Polka wspomina 8 godzin na lotnisku w Mińsku

Pasażerowie przechodzili dokładną rewizję osobistą. - Pani dotykała mnie wszędzie, części ciała, garderoby, przeszukiwano mi torby, przeglądano rzeczy - relacjonuje Sidorek. - Kiedy już czekałam na tę rewizję, przechodziło czterech żołnierzy, dwóch z przodu, dwóch z tyłu, w środku był młody mężczyzna, jak się okazało, ten, z powodu którego całą tę akcję zorganizowano - powiedziała.

- Po rewizji pojedynczo nas odprowadzono do takiego miejsca, gdzie nas wszystkich zgromadzono. Następnie młoda dziewczyna zapytała po rosyjsku, czy w związku z tym, że jest z Białorusi, może wyjść stąd [...], bo chciałaby wyjść na autobus - relacjonuje Sidorek. Dziewczynie odpowiedziano, że nie może nigdzie pójść i że będzie lecieć do Wilna. - Okazało się, że ona podróżowała właśnie z tym młodym mężczyzną i ją też zatrzymano - dodała.

Tak naprawdę, jak z powrotem wsadzano nas do samolotu, nikt z nas od końca nie wiedział, ile osób z nami nie wraca do Wilna. Kilka razy nas liczono, jakieś kreski stawiano, w kółko brano nazwiska, kto został, ilu pasażerów. Chaos, bałagan, niepewność. I strach, przerażenie tym całym systemem totalitarnym, który jest za naszą granicą

Ewa Sidorek

Wskazała też, że - czekając na lot - pasażerowie nawiązali kontakt m.in. z konsulem, swoimi rodzinami, a także prawnikami. Ciągle docierały do nich jednak sprzeczne komunikaty. - Mój prawnik zapytał mnie, czy na pokładzie była jakaś walka, podobno był jakiś agresywny pasażer. Nie było czegoś takiego, absolutnie. Te informacje, które podawano na zewnątrz, wynikały pewnie z chęci spowodowania jakiegoś chaosu informacyjnego - stwierdziła Sidorek, która wraz z innymi pasażerami spędziła na lotnisku prawie 8 godzin. 

Lądowanie samolotu w Mińsku. Bruksela będzie interweniować

Według informacji przekazanych przez b. białoruskiego ministra i dyplomatę Pawła Łatuszkę samolotem linii Ryanair relacji Ateny-Wilno po awaryjnym lądowaniu w Mińsku nie odleciało łącznie sześć osób: dwóch obywateli Białorusi i czterech obywateli Rosji.

Działania Białorusi zostały szeroko potępione na arenie międzynarodowej. Nałożenie na nią sankcji będzie jednym z tematów rozpoczynającego w się w poniedziałek podczas nadzwyczajnego, dwudniowego posiedzenia Rady Europejskiej w Brukseli.

RadioZET.pl/PAP

C