Zamknij

Rodzice Pratasiewicza apelują o pomoc. "Proszę, uratujcie go. Oni go zabiją"

25.05.2021 23:06
Rodzice Ramana Pratasiewicza
fot. Rodzice Ramana Pratasiewicza/Jaap Arriens/AFP/East News

Mieszkający we Wrocławiu rodzice Ramana Pratasiewicza, zatrzymanego w niedzielę w Mińsku przez białoruskie władze, w wywiadzie dla agencji AFP apelują do społeczności międzynarodowej o "uratowanie syna". - On nie zrobił nic złego - przekonuje jego matka Natalia.

Raman Pratasiewicz, żyjący na emigracji białoruski dziennikarz, bloger i aktywista, został zatrzymany przez białoruskie władze w niedzielę po południu. Samolot linii Ryanair, którym leciał z Aten do Wilna, został zmuszony do lądowania w Mińsku pod pretekstem alarmu bombowego. 

Doniesienia o ładunku wybuchowym na pokładzie ostatecznie się nie potwierdziły i maszyna po prawie 8 godzinach odleciała do Wilna, Pratasiewicz - wraz ze swoją dziewczyną Sofią Sapiegą - został jednak zatrzymany przez służby. 

Raman Pratasiewicz zatrzymany na Białorusi. "Proszę, uratujcie go"

Natalia Pratasiewicz, matka Ramana, mówi w wywiadzie dla francuskiej agencji AFP, że nie spała od dwóch nocy, ściskając telefon w dłoniach, w nadziei, że dostanie wiadomość od syna. - Proszę, błagam, wzywam całą społeczność międzynarodową, aby go uratowała - apeluje

- To tylko reporter, to tylko dzieciak... [...] Proszę, uratujcie go. Oni go zabiją - dodaje. 46-letnia Natalia i jej mąż 48-letni Dzmitry uważają, że ich syn może przebywać w areszcie białoruskich tajnych służb.

Prawnik próbował się z nim dzisiaj spotkać, ale nie mógł. Nadal nie wiemy, czy on tam jest, jaki jest jego stan, jak się czuje [...] Jednym ze sposobów, w jaki nasze władze stosują tortury, jest nieinformowanie rodziny o tym, gdzie przetrzymywani są krewni

rodzice Ramana Pratasiewicza

Rodzice Ramana Pratasiewicza pozostają w bliskim kontakcie z matką jego partnerki Sofii Sapiegi, studentki prawa w Wilnie, która została wraz z nim aresztowana w niedzielę w Mińsku.

Rodzice Pratasiewicza: Raman nie zrobił nic złego

Według rodziców białoruskiego opozycjonisty w przekazie wideo, opublikowanym w poniedziałek przez białoruskie władze, wyraźnie widać było ślady pobicia ich syna. Dzmitry zwraca uwagę, że jego syn wyglądał na wyjątkowo zdenerwowanego, miał braki w uzębieniu i siniaki po lewej stronie twarzy i szyi. - Film był wyraźnie wyreżyserowany. Został nakręcony pod presją i nie można uwierzyć w to (co syn mówi na nagraniu - PAP) - mówi. - Ale przynajmniej pokazuje to, że nasz syn żyje. 

Przypomnijmy, że rodzice Ramana przeprowadzili się do Polski w ubiegłym roku, po stłumieniu protestów, które miały miejsce na Białorusi po zakwestionowanych wyborach prezydenckich w sierpniu 2020 roku.

Zdaniem małżeństwa Pratasiewiczów, ich syn czuł się bezpiecznie w Unii Europejskiej, najpierw w Polsce, gdzie przeprowadził się w 2019 roku, a potem na Litwie. Ojciec tłumaczy, że Raman w Grecji przebywał na wakacjach ze swoją partnerką i "nie mógł przewidzieć takich konsekwencji".

- Był na pokładzie samolotu zarejestrowanego w kraju Unii Europejskiej […] i leciał z kraju UE do innego kraju UE - podkreśla Dzmitry, który z zadowoleniem przyjął decyzję Brukseli o nowych sankcjach wobec Białorusi. Wierzy, że to "może pomóc radykalnie zmienić sytuację". - Myślę, że pomoże to uwolnić mojego syna - mówi. Łamiącym się głosem dodaje: - Mój syn, ten młody człowiek chciał tylko powiedzieć prawdę o sytuacji. Nie zrobił nic złego.

Obejrzyj "Uchodi" - poruszający dokument o Białorusinach autorstwa Tomasza Chacińskiego i reportera Radia ZET Miłosza Gocłowskiego:

RadioZET.pl/PAP