Brakuje ratowników. Ciężka sytuacja na kąpieliskach

Redakcja
22.06.2017 11:44
Brakuje ratowników. Ciężka sytuacja na kąpieliskach
fot. Pixabay

Do zabezpieczenia sopockich plaż potrzeba 240 osób. Na razie miasto oscyluje wokół liczby 40-50. Lato trwa, urlopy wakacyjne za pasem, a polskie kąpieliska mają problem. Brakuje ratowników. Jak to wpłynie na nasze bezpieczeństwo?

- W tej chwili mamy skompletowane 80 procent kadry. To minimalna obsada na stanowiskach, które obsługujemy od lat, choć poszukiwania chętnych prowadziliśmy od stycznia. Patrząc jak z roku na rok spada zainteresowanie tym zawodem, nie wiem, czy w przyszłym sezonie będziemy mieli 50 procent potrzebnej kadry - mówi w rozmowie z Gazetą Wyborczą Marek Koperski, prezes zarządu Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego Województwa Pomorskiego.

Co jest powodem takich gruntownych braków w kadrze? Może chodzić o wynagrodzenie. Płaca za godzinę pracy ratownika waha się od 6 do 12 zł na południu Polski. Na Mazurach i nad morzem jest lepiej: można wielokrotnie liczyć na wyżywienie i nocleg i stawkę 16 zł brutto. Jednak to nie sprawia, że młodzi ludzie biją się o pracę na tych kąpieliskach. Jeśli już decydują się na pracę, wolą wyjechać do Niemiec. 

Regionalne oddziały WOPR starają się wychodzić naprzeciw oczekiwaniom finansowym. Zwłaszcza na kąpieliskach śródlądowych, które mają największe problemy z obsadzaniem stanowisk. Tam stawki sięgają nawet 4,5 tys. Jednak jeśli już ktoś decyduje się na tę pracę - wybiera kąpieliska nad morzem.

Przeszkodę stanowi też droga, jaką trzeba przebyć, zanim się ratownikiem zostanie. Nie da się przyjść i zostać zatrudnionym "prosto z ulicy". Wymogi określa ustawa. Czasami są one dla młodych nie do pokonania, ale wyśrubowane kryteria wynikają z kwestii bezpieczeństwa. W końcu chodzi o dbanie o bezpieczeństwo ludzi w wodzie. 

Zanim zostanie się ratownikiem, trzeba ukończyć kurs ratownictwa wodnego i Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy (KPP). Wymagane jest też posiadanie dodatkowych kwalifikacji związanych z wodą lub ratownictwem (np. patent żeglarski). Nie trzeba dodawać, że te rzeczy są dość kosztowne. Cena kursu na ratownika wodnego wynosi około 800 zł. Kolejne 550 zł trzeba zapłacić za kurs kwalifikowanej pierwszej pomocy przedmedycznej. Dodatkowe uprawnienia też są kosztowne (od 500 do 1000 zł). 

Same egzaminy, które dopuszczają kandydatów do pracy, są coraz trudniejsze. - Na egzaminie trzeba np. przepłynąć odcinek 400 metrów w osiem minut - mówi Marek Koperski, prezes pomorskiego WOPR.

Poza tym jest to praca traktowana w kategoriach sezonowej. Ciężko wziąć dwa miesiące urlopu bądź rzucić stałą pracę, żeby na chwilę zostać ratownikiem. 

Problem jest poważny. Ratownicy dwoją się i troją, aby zapewnić bezpieczeństwo na kąpieliskach. Niejednokrotnie pracują po kilkanaście godzin dziennie. Z racji tego, że muszą być w pełnej gotowości cały czas - to bardzo niepokojące doniesienia. 

RadioZet.pl/Gazeta Wyborcza/KM