Zamknij

Kreml chwyta się brzytwy. "Oni stracili armię, ta świadomość dotarła do Putina"

30.09.2022 07:38

Kreml jest w sytuacji przegranej wojny – przekonywał w rozmowie z PAP rosyjski analityk wojskowości Paweł Łuzin. Ogłoszoną przez Władimira Putina mobilizację wojskową porównał do "brzytwy, której chwytają się tonące władze Rosji". Jego zdaniem w obecnej formie "nie ma ona sensu wojskowego".

Ekspert o klęskach Rosji w wojnie i chaosie w mobilizacji
fot. STRINGER/AFP/East News

Władimir Putin ogłosi w piątek aneksję zajętych terytoriów Ukrainy do Rosji. W nocy z czwartku na piątek przygotował grunt pod przyłączenie, nadając Zaporożu i Chersoniowi niepodległość. W lutym, tuż przed wywołaniem wojny, podobne decyzje ogłosił dla samozwańczych republik Donbasu – Ługańska i Doniecka.

Zdaniem Pawła Łuzina, rosyjskiego analityka wojskowego, nie zmienia to jednak rozstrzygnięć na froncie, a Kreml jest dziś w "sytuacji przegranej wojny".

"Oni stracili armię, ta świadomość dotarła do Putina"

- Już dawno przegrał ją politycznie, a teraz wojskowo. Oni stracili armię i ta świadomość dotarła do Putina i jego otoczenia. Mobilizacja jest próbą reakcji na tę sytuację, ale ona nie przyniesie pożądanych efektów – powiedział PAP Pawieł Łuzin, badacz wizytujący w Fletcher School of Law and Diplomacy Uniwersytetu Tufts (Massachusetts).

- Jednak tak jak tonący chwyta się brzytwy, tak Kreml chwyta się teraz mobilizacji, licząc, że uda się zastąpić świeżo zmobilizowanymi siłami poważnie przetrzebione siły na froncie – dodał analityk. Według źródeł "Nowej Gaziety. Jewropa" (założona przez dziennikarzy "Nowej Gaziety", którzy opuścili Rosję w marcu po zaostrzeniu kar za narrację o wojnie w Ukrainie, przyp.) w Federalnej Służbie Bezpieczeństwa w ciągu pierwszych pięciu dni od ogłoszenia w Rosji "częściowej mobilizacji" z Rosji wyjechało ponad 260 tys. mężczyzn, czyli niemal tyle, ile Kreml – przynajmniej oficjalnie – zamierza zmobilizować na wojnę z Ukrainą.

Najsłabsze grupy Rosjan ofiarami mobilizacji

Do masowych ucieczek odniósł się Paweł Łuzin. - Wydaje się, że chętnych do dobrowolnego pójścia na wojnę nie ma zbyt wielu. Są tacy, którzy być może i nie chcą walczyć, ale próbują sami siebie przekonać, że „państwo wzywa, to trzeba iść”. Oni nie chcą walczyć, ale też nie chcą protestować i muszą jakoś rozstrzygnąć swój dysonans poznawczy. Sięgają przy tym po kremlowską mitologię o tym, że "nie jest to walka z Ukrainą, ale z NATO" – analizował rosyjski analityk wojskowy.

Ocenił, że głównymi „ofiarami” mobilizacji są „najsłabsze grupy” – czyli ci, którzy pochodzą z biednych regionów, pracownicy zakładów, którzy dostają wezwania w miejscu pracy i nie mają wystarczającej wiedzy i znajomości swoich praw, by wykłócać się z państwem, ludzie, którzy mają kredyty i innego rodzaju obciążenia, itd.

Łuzin przypomniał, że „Kreml próbował już różnych sposobów, by zregenerować swoje siły wojskowe” - władze Rosji przeprowadzały już przecież od miesięcy nabór tzw. ochotników i ten plan nie został wykonany. Nie udało się zrealizować planowej kampanii poborowej. Zamiast ponad 134 tys. udało się powołać 89 tys. Wyrazem desperacji jest również mobilizowanie więźniów z zakładów karnych. To wszystko, zdaniem eksperta, świadczy o tym, że „ani ci, którzy werbalnie popierali wojnę, ani ci, którzy udawali, że jej nie widzą i próbowali żyć, tak jak wcześniej”, nie pałają chęcią, by wziąć do ręki broń.

"Nabór nie zmieni sytuacji na froncie, zwiększy chaos"

- Ta broń jest, tzn. karabinów dla wszystkich starczy. Ale to, że ktoś ma karabin, czy nawet umie z niego strzelać, nie oznacza, że umie walczyć i że jest żołnierzem. Armia to nie tylko karabiny, ale sprzęt pancerny, artyleria, lotnictwo, łączność, logistyka, przede wszystkim – umiejętność zgranego działania w ramach oddziału. Kto ma szkolić zmobilizowanych, jeśli oficerowie są na froncie, już tam zginęli albo są ranni? – wyjaśnił Łuzin.

Analityka nie dziwią doniesienia o wysyłaniu na front ludzi bez podstawowego przeszkolenia. - Zdziwiłbym się, gdyby to był zorganizowany proces, a ludzi z zaciągu wysyłano na porządne przeszkolenie na poligony. Dlatego ten nabór nie zmieni istotnie sytuacji na froncie, a tylko zwiększy chaos – ocenił Łuzin. - Wyobraźmy sobie brygadę strzelców zmotoryzowanych, która straciła połowę składu, czyli np. dwa tys. osób. To przecież byli nie tylko żołnierze, ale też oficerowie. Przyjeżdża dwa tysiące zmobilizowanych z łapanki. Kto będzie nimi dowodzić, czym będą walczyć i kto ich tego nauczy? [...] Do tego dochodzi czynnik moralny – ci ludzie, którzy zeszli z pola walki, opowiedzą "nowym", co ich tam czeka – opowiedział rozmówca PAP.

Tworzenie list z zakazem wyjazdu z poszczególnych lotnisk, wprowadzenie wymogu posiadania zgody komend uzupełnień na opuszczenie miejsca zamieszkania - to jego zdaniem "przejaw próby odczytania oczekiwań kierownictwa oraz zrozumienia, jak powinno się działać". Analityk nie wykluczył, że władze wprowadzą zakaz opuszczania kraju dla mężczyzn w wieku poborowym.

loader

RadioZET.pl/PAP