Rosyjski "mer" Chersonia w kuriozalnym nagraniu. Zupełnie się zdemaskował
Samozwańczy zastępca mera okupowanego Chersonia Kirił Stremousow przekazał w nagraniu, że ukraińska kontrofensywa w pobliżu miasta "nie grozi mieszkańcom" oraz że "pozostaje ono częścią Rosji". Problem w tym, że mówił te słowa w luksusowym hotelu w rosyjskim mieście Woroneż, kilkaset kilometrów od Chersonia.
Rosja zajęła Chersoń i jego okolice na początku marca, kilka dni po rozpętaniu wojny w Ukrainie. Agresorzy zapowiedzieli już wcześniej, że okupowane ziemie zostaną włączone do Rosji, po przeprowadzeniu tzw. referendum.
Od poniedziałku 29 sierpnia trwa jednak ukraińska kontrofensywa – obrońcy chcą zamknąć wojska Rosjan w kotle (nie mają odwrotu przez Dniepr z uwagi na zniszczone mosty, przyp.).
Samozwańczy mer Chersonia w kuriozalnym nagraniu. Zdradził go szczegół
W tej sytuacji na kuriozalne przemówienie zdecydował się zdrajca Ukrainy, samozwańczy zastępca mera okupowanego Chersonia. Kirił Stremousow nagrał i opublikował w sieci nagranie, na którym mówi, że mieszkańcom miasta "nic nie grozi", a "Chersoń jest na zawsze częścią Rosji".
- Kontrofensywa nazistów (tak lider kolaborantów nazywa Ukraińców, przyp.) się nie powiodła. Żadne ataki przyniosą skutku. Wracamy w epokę silnego i mocnego państwa – powiedział Stremousow. Problem w tym, że był w swoich słowach zupełnie niewiarygodny. Na nagraniu wychwycono, że samozwańczy mer nie przemawiał z zarządzanego przez siebie miasta, a przebywał w zupełnie innym miejscu.
Internauci i dziennikarze wyłapali szczegóły. Stremousow przebywał w Woroneżu, mieście Rosji położonym w graniczącym z Ukrainą obwodzie woroneskim. Kremlowski kolaborant miał przebywać w luksusowym hotelu Mariott. "On jest tak pewny zwycięstwa Rosji, że uciekł" - ironizował na Twitterze dziennikarz gazety "Bild" Julian Röpcke.
RadioZET.pl/Twitter.com
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET