Zamknij

Doradca Zełenskiego: Zginęło 700 cywilów, strzelano do dzieci w wieku 2-4 lata

Krzysztof Sobczak
15.04.2022 08:16

Ołeksij Arestowycz, doradca prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, wyznał, że w obwodzie kijowskim zginęło co najmniej 700 cywilów. - Rozstrzelano tam dzieci w wieku dwóch i czterech lat razem z ich rodzicami - mówł w rozmowie z Mariią Tsiptsiurą z Onetu. Ocenił, że Rosjanie prowadzą swoją ofensywę "bezsensownie", ale "można się wszystkiego spodziewać po tych idiotach".

Masowy grób w obwodzie kijowskim
fot. PAP/EPA

Wołodymyr Zełenski w najnowszym przemówieniu podziękował rodakom za heroiczną postawę i obronę kraju przed rosyjską inwazją. - 50 dni obrony to sukces. Sukces milionów Ukraińców - mówił prezydent. W czwartek agresor potwierdził informacje o zatonięciu krążownika Moskwa. Żołnierze Władimira Putina wycofali się z centralnych i północnych terenów Ukrainy i kumulują swoje siły wokół Donbasu, w tym Mariupola, gdzie już teraz toczą się ciężkie walki o strefę wpływów. Tymczasem w opuszczonych miejscowościach służby codziennie znajdują masowe groby i dokonują makabrycznych odkryć, zbierając dowody na ludobójstwo dokonane przez Rosjan. - W obwodzie kijowskim zginęło ponad 700 cywilów. W Buczy znaleziono ponad 400 osób. Wszyscy to cywile. A liczba ta wzrośnie - mówił doradca Zełenskiego Ołeksij Arestowycz w rozmowie z Mariią Tsiptsiurą dla Onetu.

Polityk opisał też brutalność wroga: - Znaleźliśmy kolejny masowy grób z 56 osobami. Rozstrzelano tam dzieci w wieku dwóch i czterech lat razem z ich rodzicami. Znaleźliśmy także pokój, w którym trzymali dziewczynki i kobiety w wieku od 14 do 24 lat. Zostały one zgwałcone. Dziewięć z nich jest w ciąży. To są dziewczyny w wieku 10-14 lat! Gwałcili dzieci na oczach ich matek. Matki na oczach swoich dzieci. Arestowycz dodał, że trwa rozminowywanie terenów wokół ukraińskiej stolicy i dopiero po zakończeniu działań będzie można dotrzeć do innych miejscowości.

Arestowycz: "Można się wszystkiego spodziewać po tych idiotach"

Doradca Wołodymyra Zełenskiego wyraził przekonanie, że w tej chwili Rosjanie nie mają wystarczającej siły, by zaatakować Kijów. - Teraz jest to prawie niemożliwe. Oczywiście, można się spodziewać wszystkiego po tych idiotach. Ale żeby zająć pozycje w walkach, wycofać się i zacząć walczyć o nie od nowa? To byłaby kompletna bzdura. Cóż, powiedzmy, że prawdopodobieństwo [...] wynosi około 1 proc. - przyznał polityk.

Podobnie, według jego wiedzy, wygląda sytuacja w Odessie i Mikołajowie. Z dziewięciu początkowych obszarów operacyjnych wrogie wojska pozostają w trzech - Mariupolu oraz w okupowanych od 2014 roku obszarach donieckim i ługańskim. To tereny wschodniej Ukrainy, które Władimir Putin chciałby wcielić do Federacji Rosyjskiej. Przy okazji sprostował doniesienia, jakoby okupanci szykowali się do ofensywy w tych regionach.

- To są błędne informacje. Ta ofensywa trwa już od siedmiu dni. Ale Rosjanie prowadzą ją bezsensownie i wprowadzają swoje oddziały częściowo. Teraz próbują uruchomić drugi rzut wojsk z Dalekiego Wschodu, wojska, które zostały wycofane z północy Ukrainy i które udało im się zmobilizować - zdradził Arestowycz. - Będą próbowali odciąć nas od morza, zająć porty i nasz region rolniczy. Ukraina jest jednym z głównych konkurentów Rosji w agrobiznesie. A agresor będzie próbował to zmienić - dodał.

Doradca prezydenta ponownie zaapelował do państw zachodnich o szybsze dostarczenie broni, gdyż bez tego wsparcia trudno będzie obronić się przed inwazją. - Jeśli nasi partnerzy ją przekażą, znokautujemy wroga - przekonywał.

Rosja nie podejmie prób ataku chemicznego?

W poniedziałek Rosjanie zrzucili "trującą substancję nieznanego pochodzenia" w pobliże bazy pułku Azow w Mariupolu. Ucierpiały trzy osoby, które miały problemy z oddychaniem. Arestowycz zdradził, że w kierunku obrońców poleciały trzy butelki, ale wciąż nie wiadomo, co dokładnie się w nich znajdowało. Podkreślił, że Rosjanie chcieli w ten sposób przetestować reakcję zachodnich przywódców na ewentualne użycie broni chemicznej w Ukrainie. - Świat zareagował ostrymi wypowiedziami. W Rosji usłyszeli i zrozumieli ten sygnał. Myślę, że teraz nie będą używali broni chemicznej - twierdził Arestowycz.

W oblężonym Mariupolu, który w tej chwili w 75 procentach znajduje się pod rosyjską okupacją, wciąż może przebywać do 100 tysięcy cywilów. Liczba zabitych mieszkańców tego miasta oscyluje w granicach 5-20 tysięcy, ale dopóki Rosjanie nie opuszczą tych terenów, nikt nie pokusi się o podanie dokładnych liczb.

Obecnie wojskiem okupanta dowodzi "rzeźnik z Syrii", Aleksandr Dwornikow. To on miał wydać rozkaz ostrzelania dworca kolejowego w Kramatorsku, gdzie zginęły 52 osoby, w tym dzieci. Istnieje obawa, że - podobnie jak w Aleppo - będzie chciał zrównać z ziemią Mariupol i nie wyklucza się, że użyje w tym celu broni chemicznej.

WOJNA W UKRAINIE - RELACJA NA ŻYWO:

RadioZET.pl/Onet