Zamknij

Rząd Borisa Johnsona blisko katastrofy. "To jego koniec"

06.07.2022 15:44
Boris Johnson
fot. PAP/EPA/PARLIAMENTLIVE TV / HANDOUT

W ciągu kilkunastu godzin z szeroko rozumianego rządu Borisa Johnsona odeszło 21 osób. Minister finansów Rishi Sunak powiedział, że brytyjski przywódca nie ma już zaufania i pogrąża swój rząd w kryzysie. - Myślę, że to jego koniec - powiedział poseł Partii Konserwatywnej Paul Holmes.

Dla przyszłości Borisa Johnsona najistotniejsze są dwie pierwsze rezygnacje, które we wtorek późnym popołudniem w odstępie kilku minut złożyli minister zdrowia Sajid Javid i minister finansów Rishi Sunak. 

Od tego czasu ich śladem poszły kolejne osoby, w tym dziewięcioro wiceministrów lub parlamentarnych podsekretarzy stanu, co jest niższym stanowiskiem wiceministerialnym, a ponadto zastępca prokuratora generalnego Anglii i Walii, wiceprzewodniczący Partii Konserwatywnej i dwóch specjalnych wysłanników handlowych. 

"To jego koniec"

Zdaniem Paula Holmesa, posła Partii Konserwatywnej, dni Borisa Johnsona są policzone. - To jego koniec - powiedział stacji BBC.

Wśród osób, które złożyły rezygnację, w środę rano znaleźli się wiceministrowie edukacji Will Quince i Robin Walker oraz podsekretarz w ministerstwie transportu Laura Trott, a przed południem - sekretarz w ministerstwie finansów John Glen i podsekretarz w ministerstwie biznesu Felicity Buchan. Rezygnację złożyła też ministra do spraw środowiska i spraw wiejskich Jo Churchill.

Dalsze rezygnacje nieuniknione

W ocenie brytyjskich mediów dalsze rezygnacje są nieuniknione, zwłaszcza że Johnsona czekają w środę jeszcze trzy trudne momenty - cotygodniowa sesja poselskich pytań w Izbie Gmin, oświadczenie, które od razu po niej ma złożyć Javid, oraz odbywające się co kilka miesięcy przesłuchanie premiera przed komisją łącznikową, którą tworzą szefowie wszystkich komisji w Izbie Gmin. 

Na razie jednak większość pozostałych członków ścisłego gabinetu, czyli tych na szczeblu ministra, deklaruje lojalność wobec premiera. 

Falę rezygnacji wywołała sprawa posła Chrisa Pinchera, byłego już zastępcy whipa, czyli osoby odpowiedzialnej za dyscyplinę w klubie poselskim, którego Johnson powołał na to stanowisko, a wcześniej na stanowisko wiceministra spraw zagranicznych, choć wiedział o kierowanych wobec niego zarzutach dotyczących molestowania seksualnego. Sprawę pogorszyły mało wiarygodne i - jak wszystko wskazuje - nieprawdziwe wyjaśnienia, które przez ostatnie kilka dni składał rzecznik premiera.

Boris Johnson nie zamierza rezygnować

Boris Johnson oświadczył w środę, że ma zamiar pozostać na stanowisku, pomimo tego, iż w ciągu niespełna doby z jego rządu odeszło już kilkanaście osób. Do rezygnacji wezwał Johnsona ten, który zaczął falę rezygnacji, były już minister zdrowia Sajid Javid. 

Johnson zapytany podczas cotygodniowej sesji poselskich pytań do premiera przez jednego z posłów z własnej Partii Konserwatywnej, czy są "jakieś okoliczności, w których powinien podać się do dymisji", odparł, że zrobiłby to, gdyby "czuł, że nie jest możliwe, by rząd kontynuował pracę". - Zadaniem premiera w trudnych okolicznościach, kiedy otrzymał kolosalny mandat, jest kontynuowanie działań i to właśnie zamierzam zrobić - powiedział Johnson.

RadioZET.pl/PAP/Reuters

C