Zamknij

Słynny reżyser zdradził nam receptę na strach. Rozmawiamy z Dario Argento, niezapomnianym twórcą Odgłosów

08.12.2017 23:17
Dario Argento
fot. IPP/REPORTER/REPORTER

Na Forum Kina Europejskiego ORLEN Cinergia mistrz włoskiego horroru odebrał statuetkę Złotego Glana. My zapytaliśmy reżysera o to jak buduje przerażenie u widzów i czego boi się sam.

Zdaje pan sobie sprawę, że osobiście odpowiada pan za poważnie uszkodzenia w mojej psychice? Niech pan zdradzi, po tych wszystkich latach przerażenia, jak buduje się strach na ekranie?

Nie będzie pan zadowolony, bo ja nie jestem w stanie tego wyjaśnić. Sekret mojego sukcesu tkwi w instynkcie.

To niech pan chociaż powie, która groza jest panu bliższa. Ta reprezentowana przez ikoniczną już rękę z nożem w kadrze, czy ta niewidoczna, którą widzowie muszą sobie wyobrazić i dopowiedzieć.

Ja bym tego nie dzielił na dwie kategorie. Oblicza strachu są różne. W mojej twórczości nie raz widział pan ujęcia pustych pomieszczeń, bez żadnych postaci. Niech pan sobie wyobrazi na przykład korytarz. Jest pusty. Kamera podąża przed siebie i nagle słyszy pan akompaniament muzyczny. Buduje to napięcie i strach, ponieważ podświadomie pan oczekuje tego, że będzie się pan bał. To oczekiwanie podnosi emocje. A ten nóż o którym pan wspomniał jest symbolem tego, jak się tworzy przerażenie.

dario
fot. East News

A czy dzisiaj strach może nadal istnieć w kinie? Kiedy oglądałem pana filmy w latach 90., zawsze istniała pewna bariera. Bałem się tego co obserwowałem na ekranie, ale także wiedziałem, że jest to coś odległego i coś, czego prawdopodobnie nie doświadczę we własny życiu. Dzisiaj codziennie słyszymy o atakach terrorystycznych, ludzkich koszmarach czy szalonych decyzjach polityków. Jak kino grozy odnajduje się w takiej rzeczywistości?

Mogę powiedzieć o własnych filmach. Trudniej byłoby mi zdiagnozować cały gatunek. Strach, który przedstawiają moje filmy, to nie jest strach z pierwszy stron gazet. To nie jest groza z ulicy. Dobrze pan wnioskuje, że moje filmy są oderwane od rzeczywistości. Ja robię to celowo, bo chcę sięgać do strachu, który jest głębszy. Ważny jest motyw metafizyczny, symbole, nieświadomość czy koszmary. W moich filmach tak naprawdę nie ma punktu stycznego z rzeczywistością, bo ta mnie nigdy nie interesowała.

Co sądzi pan o współczesnych horrorach? Jest pan zwolennikiem pokazywania wydarzeń z perspektywy bohatera. Wielu dzisiejszych filmowców sięga po tę metodę, ale nie dlatego, że jest to narzędzie budowania atmosfery, tylko narzędzie do ukrywania ograniczeń – budżetowych i artystycznych.

Zgodzę się, że wiele z tych filmów cierpi na brak głębi. Ja patrzę przez pryzmat czynnika psychologicznego, którego tam nie dostrzegam. Zasłaniają go efekty specjalne, albo inne ozdobniki. Miejsca gdzie uchowało się to, czego szukam w kinie, to rynek azjatycki – zwłaszcza Korea Południowa i Japonia – a przede wszystkim Ameryka Południowa. W Meksyku i Argentynie powstają w tej chwili najciekawsze horrory.

To teraz ja pana postraszę. Co pan czuje, kiedy słyszy pan słowo cenzura?

Ten termin wywołuje panikę. Kojarzy mi się z terrorem i prześladowaniem. Doświadczyłem tego nie tylko we Włoszech, ale w przeróżnych częściach świata i z przekonaniem mogę powiedzieć, że byłem jednym z najbardziej prześladowanych reżyserów. Widać to po wydaniach moich filmów na DVD. Proszę porównać swoje wydanie „Suspirii” z tym, które kupić można w Chinach, Izraelu czy Rosji.

Cenzury na szczęście trudno już doświadczyć w Europie, ale wciąż istnieje i to nawet w miejscach, które kojarzą się nam z wolnością, swobodami i nowoczesnością. Tak jest na przykład w Wielkiej Brytanii. Nie przyszłoby nikomu do głowy, że do podobnych rzeczy może dochodzić w państwach Skandynawskich. A tam Argento nie pojawia się w ogóle, a jeśli już, to przerażająco pocięty.

Od „Draculi” minęło już kilka lat. Nasuwa się pytanie, czy to było podsumowanie kariery Dario Argento, czy jeszcze pan coś nakręci? Co jakiś czas mówi się o czwartej części „Trylogii Matek”, a niedawno zbierał pan fundusze na film, w którym miał wystąpić Iggy Pop. Czy te projekty nadal istnieją?

Jeśli chodzi o kontynuację „Trylogii Matek”, to jest to trwające od lat nieporozumienie. Nigdy czegoś takiego nie mówiłem. Dopowiadali to sobie inni. Zaczęło się od „New York Timesa”, który po premierze „Matki łez” napisał, że Argento powinien nakręcić kolejną część. A ja szczerze mówiąc nie jestem pewien czy taki film jest potrzebny. W każdym razie, nie pracuję nad tym i myślę, że trzeba zostawić tę serię w takiej postaci, w jakiej jest teraz.

Co do drugiego projektu, to zachodzi pewien zgrzyt między firmami, które go finansują. To  koprodukcja, w którą zaangażowani są ludzie z różnych państw i kontynentów – Kanady, Dubaju i Niemiec. I niestety ta współpraca nie wychodzi płynnie, a szkoda. Scenariusz jest gotowy. Iggy Pop przejawia ogromny entuzjazm i to jest pocieszające. Bardzo bym chciał zrobić ten film, ale obecnie to kwestia przyszłości.

Będzie za to można obejrzeć niedługo dwunastoodcinkową antologię horrorów, której jestem koordynatorem. Pracuje nad nią wielu utalentowanych reżyserów. Premiera odbędzie się pod koniec 2018 roku.

dario2
fot. AFP/EAST NEWS/VINCENZO PINTO

Niedawno otrzymaliśmy bardzo przykrą wiadomość. Zmarł George Romero. Przed śmiercią pracował nad kolejnym filmem o żywych trupach. Projekt jest rozpoczęty, ktoś musi go dokończyć. Do głowy przychodzą mi dwa nazwiska, które zrobią to prawidłowo: Argento i Savini. A ponieważ rozmawiam z tym pierwszym, to pytam czy jest na to szansa?

Pozbawię pana nadziei. Na pewno nie ruszyłbym tego projektu i nie chcę wkraczać do tego świata. Mam swój. A jeśli chodzi o to nazwisko, które pan podał, to uważam, że aby stanąć na wysokości zadania, potrzebny byłby lepszy reżyser niż Tom Savini. Zasadniczo, potrzebny jest ktoś z tamtego kręgu kulturowego – USA, albo Kanady. Jeśli mam być szczery, to uważam, że w ogóle nie powinno się ruszać tego projektu. A jeśli wdowa po Romero zdecyduje inaczej i sprzeda prawa, w tedy reżyser znajdzie się błyskawicznie.

Na koniec, gdyby mógł pan zrealizować projekt swoich marzeń i miałby pan kompletną swobodę, to co chciałby pan pokazać światu.

Pytanie, na czym polegałaby ta wolność? Jeśli chodzi o kapitał, to mi pieniądze nie są potrzebne. A jeśli o twórczość, to proszę mi wierzyć, że ja mam swobodę artystyczną. Myślę, że po prostu pokazałbym swój koszmar.

Rozmawiał Mateusz Albin