Zamknij
Mural ukazujący Szirin Abu Akleh
fot: MOHAMMED ABED/AFP/East News source AFP byline

Śmierć Szirin Abu Akleh. Bliskowschodni klincz

Jan Wysocki
Jan Wysocki Redaktor Radia Zet
16.06.2022 18:02

To są przypadki duszenia się, które dotknęło kilkudziesięciu obywateli palestyńskich – mówi dziennikarka Szirin Abu Akleh, stojąc w masce przeciwgazowej, relacjonując protesty Palestyńczyków przeciwko budowie nowych osiedli na Zachodnim Brzegu. Dziennikarka chwile później wskazuje na duszącą się kobietę. - Ludzie duszą się na skutek wystrzelenia granatów z gazem. Jedną z ofiar jest ta kobieta – mówi Szirrin, sama będąc lekko oszołomiona gazem, który rozpuścili izraelscy policjanci.

Tak Szirin Abu Akleh relacjonowała jeden z kolejnych licznych protestów Palestyńczyków. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że była ona donośnym i słyszalnym głosem Palestyny. Dla wielu młodych była inspiracją i ikoną, bo to właśnie jej relacje z kolejnych konfliktów w rejonie Izraela, były słyszalne w każdym palestyńskim domu.

Kim była Szirin Abu Akleh

Dziennikarka urodziła się 3 maja 1971 roku w Jerozolimie w rodzinie palestyńskich chrześcijan. Cztery lata po wojnie sześciodniowej i zajęciu reszty Jerozolimy przez Izrael, wyemigrowała z rodziną do USA. Młoda Szirin spędziła w młodość w USA, dzięki czemu uzyskała amerykańskie obywatelstwo.

Studiowała architekturę w Jordanii. Jak się okazało, to dziennikarstwo przykuło jej uwagę. Porzuciła architekturę i licencjat obroniła na Uniwersytecie Jarmuk w Irbidzie, właśnie z dziennikarstwa. Po studiach pracowała dla kilku rozgłośni radiowych z regionu, które donosiły o sytuacji Palestyńczyków, a także dla Agencji Narodów Zjednoczonych dla Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie (UNRWA).

Krokiem milowym, który określił jej życie, było zatrudnienie w katarskiej telewizji Al-Dżazira, w której pracowała od 1997 roku, aż do śmierci 11 maja 2022. Szirin Abu Akleh stała się ikoną i relacjonowała niemal każdy konflikt, jaki dotykał Izrael oraz Palestyńczyków. Zdawała relacje z izraelskiej agresji na Liban, drugiej Intifady oraz licznych konfliktów w Strefie Gazy. Była zawsze tam, gdzie izraelskie wojsko likwidowało kolejne osiedle, łamiąc postanowienia traktów z Oslo, jak i relacjonowała zawiłości izraelskiej polityki. Z tych samych powodów znalazła się w miejscowości Dżenin, gdzie ostatecznie została postrzelona w głowę. Szirin Abu Akleh zginęła tam, gdzie od ponad dwudziestu lat była, czyli w ogniu konfliktu izraelsko-palestyńskiego.

Jak podaje Al-Dżazira, jest ostatnią wiadomością był e-mail wysłany o 6:13. „Siły okupacyjne szturmują Dżenin i oblegają dom w dzielnicy Jabriyat. W drodze wyślę ci wiadomość, gdy tylko obraz stanie się jasny”.

- Shireen była głosem tego, co się działo na terytorium Palestyny. Prawdopodobnie każdy, kto śledzi stamtąd wiadomości, zna ją – powiedziała Tamara Alrifai, starszy rzecznik Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Pomocy i Pracy (UNRWA) w rozmowie z „Guardian”. - Nie można było śledzić wiadomości z Zachodniego Brzegu i nie oglądać jej relacji. Naprawdę była stałym elementem palestyńskiej historii, a fakt, że opisała tak wiele burzliwych wydarzeń bez szwanku, sprawia, że jej śmierć jest jeszcze bardziej szokująca – dodała Alrifai.

W podobnym tonie wypowiedziała się przyjaciółka Szirin, również dziennikarka Al-Dżaziry - Szirin była pionierem, inspiracją dla nas wszystkich - powiedziała Dalia Hatuqa. Jak dodała “Jej obecność stała się synonimem Al Jazeery”.

Jednak Jarosław Kociszewski były korespondent Polskiego Radia na Bliskim Wschodzie, redaktor naczelny portalu Nowa Europa Wschodnia, współzałożyciel podcastowej agencji produkcyjnej Free Range Productions, studzi emocje.

- Szirin Abu Akleh mimo wszystko była jedną z wielu korespondentek w Palestynie. Była absolutnie profesjonalną i rzetelną dziennikarką, ale na pewno nie "jedyną". Była ona o wiele bardziej rozpoznawalna wśród osób arabsko języcznych, gdyż w tylko takim języku prowadziła relacje, no i oczywiście była dziennikarką Al-Dżazirry. Należy jednak pamiętać, że Al-Dżazira dla wielu też nie jest najbardziej poważanym źródłem informacji.

Sto lat wojny

Konflikt izraelsko-palestyński trwa i nie zanosi się, żeby miał zelżeć. Trwa on od ponad stu lat a w 1948 roku, czyli od tzw. Nakby, co w języku arabskim oznacza, katastrofę, wkroczył w nową fazę. Wtedy też powstało państwo Izrael na ziemiach Mandatu Palestyńskiego.

Wojna ta nadała kształt Izraelowi i stała się późniejszym zarzewiem kolejnych wojen. W rękach palestyńskich zostały tzw. Zachodni Brzeg Jordanu, Strefa Gazy i wschodnia Jerozolima. Wszystkie te ziemie zostały zajęte przez Izrael w czasie wojny sześciodniowej w 1967 roku. Kolejne konflikty doprowadziły ostatecznie zwaśnione strony do porozumienia w Oslo. Nie było jednak ono pełne. Walki frakcyjne i różnice zdań wśród Palestyńczyków, jak i strony izraelskiej, nie pozwoliły przeprowadzić procesu do końca, zatrzymując rozmowy w połowie. Wybuchła druga intifada, którą już niemal codziennie raportowała Szirin Abu Akleh.

A, B, C

Zachodni Brzeg Jordanu jest podzielony na trzy strefy. A i B są pod jurysdykcją administracji Autonomii Palestyńskiej i mają tam pełnie władzy cywilnej. Łącznie stanowią one ok. 40 proc. całości okupowanych ziem, natomiast mieszka tam ok. 91 proc. Palestyńczyków. Strefa C, gdzie to wciąż Izrael ma pełnie władzy, stanowi 60 proc. terytorium Zachodniego Brzegu. Taki kształt administracyjny jest obecnie w zawieszeniu od czasów drugiej intifady i nie zanosi się, by w niedalekiej przyszłości miało się zmienić. Władze autonomii dodatkowo mają utrudnione zadanie stworzenia jakiegokolwiek spójnego tworu, gdyż strefy A i B są porozdzielane strefami C co znacznie utrudnia komunikację.

Jednym z głównych postanowień traktów z Oslo, było zatrzymanie izraelskiego osadnictwa na okupowanych terytoriach. To się jednak nie stało. W momencie porozumień z Oslo populacja żydowskich osiedli wynosiła ponad sto tysięcy osób. Dziś jest to 450 tys. Największa z nich ma miejsce wzdłuż tzw. zielonej linii, czyli granicy sprzed 1967 roku. Jednak cześć z nich ma siedzibę głęboko w głąb Zachodniego Brzegu i są przy granicy z Jordanią.

W ostatnich miesiącach kolejne starcia pomiędzy Palestyńczykami i Izraelczykami przybrały na sile. Choć brzmi to dość zaskakująco w kontekście, że takie animozje pomiędzy stronami są codziennością od lat. Do gwałtownych starć doszło zwłaszcza gwałtownie w kwietniu kiedy to święta Pashcha, Wielkanoc i Ramadan zbiegły się w czasie. Wtedy też znamienne były obrazki z Jerozolimy kiedy to policja pacyfikowała przy głośnych krzykach poparcia ortodoksyjnych żydów, zgromadzenia muzułmanów pod meczetem Al-Aksa. Starcia policji były tak agresywne, że wrzucono nawet granaty dymne i hukowe do samego meczetu. Dosyć kuriozalne było tłumaczenie Ofira Gendelmana, rzecznika prasowego premiera Izraela, który stwierdził, że to Izrael stoi na straży świętości muzułmańskich miejsc kultu. Jako dowód opublikował fotografie kilku Palestyńczyków, którzy mieli zdewastować meczet, wchodząc do niego w butach... Pominął przy tym fakt, że zostali tam zapędzeni przez służby porządkowe.

Ostatnie wydarzenia mogły przypomnieć wydarzenia drugiej intifady, które są traumą w Izraelu. W wyniku czego lewica izraelska bardzo mocno straciła poparcie. Druga intifada ostatecznie pogrzebała narrację, że dzięki procesowi pokojowemu uda się zapewnić bezpieczeństwo. W latach 2000-2005 dochodziło do eksplozji i strzelanin, w których ginęli cywile. Izraelczycy oddali się prawicy, która obiecywała zaprowadzić bezpieczeństwo za pomocą siły i wstrzymaniem jakichkolwiek procesów pokojowych. Kontrola nad Zachodnim Brzegiem miała oznaczać bezpieczeństwo.

Jarosław Kociszewski wskazuje jednak, że skala ta jest nieporównywalna. - Nie ma porównania do skali zamachów z drugiej intifady. W tamtym okresie potrafiło zginąć w ciągu roku kilkudziesięciu Izraelczyków, a w ciągu całego okresu łącznie zginęło 1500 osób. Teraz mówimy o śmierci 8 osób. W jednym zamachu na autobus w czasie drugiej intifady potrafiło zginąć 20-30 osób. Owszem w ostatnich miesiącach przeszła drobna fala trzech czterech zamachów z grubsza niezwiązanych ze sobą. W porównaniu z tym co się działo w ciągu ostatniego roku, ale w żaden sposób nie można tego porównywać ze skalą drugiej intifady, ani do innych poprzednich fal terrorów.

- Na pewno same te wydarzenia były dość zaskakujące, gdyż bodajże trzech zamachowców było obywatelami Izraela. Stwierdzono, że mieli związki bądź sympatyzowali z radykalnym islamem około ISIS. Natomiast sam ten fakt pokazuje, że ma on dość ograniczony związek z konfliktem izraelsko-palestyńskim gdyż sami Palestyńczycy dość wyraźnie odcinają się od państwa islamskiego. Cały okres kiedy ISIS miało swój, nazwijmy to, wzrost w regionie, sami Palestyńczycy bardzo dbali, żeby te idee nie zakorzeniły się zarówno na Zachodnim Brzegu jak i w strefie Gazy – zauważa Jarosław Kociszewski.

- Rok temu przez 11 dni trwała bardzo poważna wymiana ognia gdzie łącznie zginęło 250 osób. Dlatego w porównaniu z tym co mamy teraz to skala jest niewielka. Konflikt ten trwa już niemal wiek i przypomina to garnek z gotującą się zupą pod przykrywką. Raz na jakiś czas para podrzuca pokrywkę i zawartość wylewa się na zewnątrz. Są okresy uspokojenia oraz wzmożenia – mówi mi Kociszewski.

Co się wydarzyło w Dżanin

Napięcia pomiędzy Izraelczykami a Palestyńczykami trwają już od kilku miesięcy. Izraelskie wojsko chciało przeprowadzić akcję w miejscowości Dżanin, znajdujące się w tzw. zielonej strefie, czyli niedaleko granicy pomiędzy Zachodnim Brzegiem a Izraelem. To też tam powstaje najwięcej osiedli żydowskich, które po kawałku odgryzają kolejne ziemie. Szirin Abu Akleh pojechała na miejsce, by zrelacjonować to, co miałoby się tam wydarzyć. Niestety na miejscu została ostrzelana. Dziennikarka została trafiona w głowę. Wraz z nią raniony strzałem w plecy został producent Ali As-Samudi, który trafił do szpitala.

Świadkowie i Al-Dżazira, oskarżyły izraelskie wojsko (IDF), że to oni odpowiadają za śmierć dziennikarki. IDF odpowiedział eufemistycznie, że „w ciągu ostatnich kilku godzin IDF i izraelskie siły bezpieczeństwa prowadziły działalność antyterrorystyczną w celu zatrzymania podejrzanych o terroryzm w obozie dla uchodźców w Dżenin”.

Dodano: „Podczas akcji dziesiątki palestyńskich uzbrojonych strzelców strzelało i rzucało w żołnierzy ładunkami wybuchowymi. Żołnierze odpowiedzieli ogniem w kierunku napastników i zidentyfikowano trafienia. IDF bada to zdarzenie i sprawdza możliwość, że dziennikarze zostali trafieni przez palestyńskich uzbrojonych bandytów”.

Szybko jednak zmieniono narrację, że być może Szirin Abu Akleh mogła zostać postrzelona przez żołnierza izraelskiego. Ale miasto Dżanin jest twierdzą terroryzmu i są tam bardzo ciężkie i chaotyczne walki. Na potwierdzenie tych tez udostępniono kilka nagrań z okolic miasta, jak i opublikowano wypowiedzi najwyższych dowódców armii. 57 kongresmenów z amerykańskiej Partii Demokratycznej wystosowało apel do administracji prezydenta USA Joe Bidena i domagali się niezależnego śledztwa pod przewodnictwem FBI. Szirin była również obywatelką Stanów Zjednoczonych. Niestety apel ten został zignorowany, a władze USA wyraziły wielkie ubolewanie nad zaistniałą sytuacją. Jednocześnie zapewniając, że ufają Izraelowi, że przeprowadzi rzetelne śledztwo.

Bliskowschodni klincz

Śledztwo przeprowadził międzynarodowy kolektyw śledczy Bellingcat. Przychylają się oni do twierdzeń świadków jak i Al-Dżaziry, że to żołnierze IDF stoją za śmiercią dziennikarki. Co więcej, przeanalizowali nagrania opublikowane, przez wojska izraelskie i zdementowali twierdzenie, że w momencie śmierci dziennikarki znalazła się ona pośrodku wymiany ognia. Bellingcat uważa, że taka wersja zdarzeń nie ma potwierdzenia ani w dostępnych obecnie materiałach, ani w relacjach. Świadkowie oraz Al-Dżazira dodatkowo twierdzą, że do Szirin Abu Akleh oraz dziennikarza Aliego al-Samoudiego IDF otworzyło ogień bezpośrednio oraz że w tamtej chwili nie było żadnej strzelaniny z bojownikami palestyńskimi. Dodatkowo wykazali, że stanowisko żołnierzy izraelskich znajdowało się 190 metrów od miejsca śmierci Szirin Abu Akleh. Izraelski dziennik „Haaretz” doniósł także, że kula która zabiła dziennikarkę była kalibru 5,56 mm i wystrzelono ją najprawdopodobniej z karabinu M16. Jest to broń używana przez izraelskie wojsko, ale jest też znajdywana przy palestyńskich bojownikach.

- Sprawa zdecydowanie ucichnie – mówi mi Jarosław Kociszewski i wskazuje, że nie ma co liczyć na rozwiązanie tej sprawy. - Zarówno Palestyńczycy jak i Izraelczycy przeprowadzili własne śledztwa i ich konkluzje są z grubsza podobne. Z dużym prawdopodobieństwem, kula, która ją zabiła, wystrzelił izraelski żołnierz. Jednak pocisk ten jest w ręku Palestyńskich i nie chcą go wydać. Tutaj Izrael słusznie podkreśla, że dopóki ich strona, albo niezależni kryminolodzy nie zbadają kuli, nie będzie dowodu, który wytrzyma ostatecznie starcie sądowe. Tak nie będzie można powiedzieć, z jakiej dokładnie broni kula ta została wystrzelona. Rezultatem jest typowa sytuacja dla Bliskiego Wschodu. Z grubsza wiadomo, co się stało, ale ponieważ brak jest tej kropki nad i, która jednocześnie mogłaby zakończyć definitywnie spekulacje, to każdy będzie ciągnął tę sprawę w swoją stronę – mówi Kociszewski.

- Przeciwnicy Izraela będą mówić, że przecież są dowody na to, że za jej śmierć odpowiada Izrael i że zrobiono to celowo. Izraelczycy natomiast będą mówić, że no prawdopodobnie był to „nasz” żołnierz, no ale brak jest dowodów jednoznacznego, a że Palestyńczycy przetrzymują,  ostateczny dowód to „na pewno mają coś do ukrycia”, a w ogóle była w strefie wymiany ognia, mogła zginąć przypadkowo, co mogło mieć miejsce – dodaje były korespondent.

Pogrzeb Szirin Abu Akleh
fot. AP/Associated Press/East News

Śmierć dziennikarki była szokiem, jednak działania izraelskich służb dalej były nacechowane agresywnością. Kilka godzin po jej śmierci policja wtargnęła do jej domu. Do równie tragicznych scen doszło podczas jej pogrzebu. Izrael obawiając się, że pogrzeb Szirin Abu Akleh przemieni się w demonstrację postanowił użyć siły do rozpędzenia zgromadzonych. Były wyrywane palestyńskie flagi, które według władz izraelskich są prowokujące. Na nagraniu widać jak osoby trzymające trumnę są bite i niemal nie upuszczają jej na ziemie. Żeby było tego mało, według innych nagrań, osobom które wzięły udział w pogrzebie osadnicy żydowscy przy wsparciu armii zajęli domy.

Niestety śmierć dziennikarki nie zmieni polityki Izraela. Żydowska organizacja Yesh Din bada przypadki bezkarności wśród izraelskich służb porządkowych. Dane zebrane przez izraelską organizację pozarządową pokazują, że tylko 0,7 proc. skarg składanych przez Palestyńczyków przeciwko żołnierzom prowadzi do ścigania, podczas gdy 80 proc. spraw jest zamykanych bez dochodzenia karnego. Izraelscy żołnierze nie mają powodu, by oczekiwać, że spotkają ich jakiekolwiek reperkusje za zabicie dziennikarza lub zaatakowanie jej pogrzebu, transmitowanego na żywo.

Również najważniejszy sojusznik USA poza wyrażonym smutkiem i zaniepokojeniem raczej nie podejmie poważniejszych działań. USA po prostu potrzebuje Tel-Awiwu w regionie. Śmierć dziennikarza Washington Post Dżamala Chaszukdżiego, który w 2018 roku został poćwiartowany w saudyjskiej ambasadzie w Turcji, również nie zmieniło zbytnio nastawienia Waszyngtonu do Arabii Saudyjskiej.

630 – Apartheid

„Izraelski apartheid przeciwko Palestyńczykom: okrutny system dominacji i zbrodnia przeciwko ludzkości” – tak brzmi tytuł raportu Amnesty International. Dokładnie 630 razy pada słowo „apartheid” w bardzo głośnym raporcie. Warto dodać, że nie był to jedyny raport, który użył tego sformułowania, bo również o apartheidzie pisał Human Rights Watch i izraelska organizacja działająca na rzecz praw człowieka B’tselem. Określenie to wywołało ogromną burzę, a nie sama treść raportu. Wynika to z tego, że po prostu takie określenie pozwala sprowadzić to, co się dzieje na okupowanych terytoriach do prostego skojarzenia. Kłóci się to z argumentem o „jedynej liberalnej demokracji” na Bliskim Wschodzie.

Izrael uważa, że broni się przed islamskim terroryzmem. W Strefie Gazy rządzi Hamas uznawany za organizację terrorystyczną, który zarazem odmawia prawa istnienia państwowości żydowskiej w Palestynie. Tel-Awiw obawia się też, że Hamas może przejąć władze na Zachodnim Brzegu Jordanu (ostatnie wybory odbyły się w 2005 roku), dlatego musi stosować taką, a nie inną politykę bezpieczeństwa.

„Nasz raport ujawnia prawdziwe rozmiary izraelskiego reżimu apartheidu. Niezależnie od tego, czy mieszkają w Gazie, Wschodniej Jerozolimie i reszcie Zachodniego Brzegu, czy w samym Izraelu, Palestyńczycy są traktowani jako gorsza grupa rasowa i systematycznie pozbawiani swoich praw. Odkryliśmy, że okrutna polityka Izraela dotycząca segregacji, wywłaszczenia i wykluczenia na wszystkich terytoriach znajdujących się pod jego kontrolą wyraźnie oznacza apartheid. Społeczność międzynarodowa ma obowiązek działać” – napisała sekretarz generalna Amnesty International Agnès Callamard.

Śmierć Szirin Abu Akleh najprawdopodobniej będzie kolejną ofiarą tego wciąż tlącego się konfliktu. Również nie zanosi się, żeby w najbliższym czasie miałby on zostać zażegnany. Obie strony raczej okopują się na stanowiskach, niż szukają dialogu. Śmierć dziennikarki, mimo że szeroko komentowana nie wpłynie na zmianę nastawienia. Niestety najprawdopodobniej zginie jeszcze wiele osób do momentu kiedy uda się osiągnąć pokój pomiędzy Palestyńczykami a Izraelem.

Jan Wysocki
Jan Wysocki

Absolwent historii, wrocławianin z urodzenia i z zamiłowania. Specjalizuje się w Bliskim Wschodzie ze szczególnym uwzględnieniem Maszreku, Libanu i tematyki obronnej. W wolnej chwili fan reportażu, historii i dobrej muzyki. Z ekologicznym zacięciem urbanisty-społecznika aktywnie przeciwstawia się szerzeniu paradygmatu świętej przepustowości.

C