Zamknij
Chiny kontra Tajwan
Napięcie wokół Tajwanu wywołuje coraz większe zaniepokojenie na Zachodzie
fot: Tomas Ragina/Shutterstock

Świat na krawędzi wojny? Spór o Tajwan najważniejszy dla pokoju

Maciej Walsek
Maciej Walasek Redaktor Radia Zet
11.08.2022 13:51

Chociaż zainteresowanie sprawą Tajwanu przycichło po wizycie Nancy Pelosi, sprawa w Cieśninie Tajwańskiej wciąż jest bardzo niepokojąca, a zdaniem wielu obserwatorów konflikt jest nieunikniony. - W scenariuszu eskalacyjnym, nigdy do tej pory nie byliśmy tak daleko, jak jesteśmy obecnie - mówi Radosław Pyffel, ekspert w dziedzinie polityki zagranicznej i Chin.

Napięta sytuacja między Chinami a Tajwanem dała o sobie znać na początku sierpnia, gdy Nancy Pelosi, trzecia najważniejsza osoba we władzach USA i spikerka Izby Reprezentantów, zjawiła się na Tajwanie, gdzie spotkała się z prezydentką kraju Caj Ing-wen, przedstawicielami parlamentu i organizacjami broniącymi praw człowieka. Mimo że Chińczycy grozili "poważnymi konsekwencjami" Pelosi zjawiła się w Tajpej, co było pierwszą wizytą tak wysokiej rangi przedstawiciela Stanów Zjednoczonych od 25 lat. Dlaczego Chińczycy sprzeciwiali się tej wizycie? O co chodzi z Tajwanem? Co do tego ma USA i jakie znaczenie może to mieć dla Polski?

Ci, którzy interesują się geopolityką, z pewnością słyszeli, że w przyszłości na Pacyfiku może dojść do otwartego konfliktu między USA a Chinami, a przyczyną sporu będzie sprawa Tajwanu. Warto zaznaczyć, że Tajwan jest drugim po Ukrainie drugim zapalnym punktem na mapie zagrożeń dla światowego porządku.

Dlaczego Chińczycy chcą Tajwanu?

Tajwan to wyspa znajdująca się na Oceanie Spokojnym, która jest oddzielona od Chin kontynentalnych Cieśniną Tajwańską o blisko 160 km od lądu. Ma wszystkie atrybuty niezależnego państwa: terytorium, rząd, walutę, populację, armię itd. Ale mimo to wciąż funkcjonuje pod ogromną presją Chin. Aby zrozumieć tę historię, należy wrócić się do połowy XX wieku. Jest rok 1949 – Chińscy komuniści pod wodzą Mao Tsetunga zdobywają Pekin, a na Tajwan ucieka Kuatoming z Czang-Haj Szekiem na czele. Wówczas to wciąż był ten sam naród, ale podzielony politycznie, ale także językowo. Na Tajwanie głównym językiem jest kantoński, a nie mandaryński.

- Wówczas rzeczywiście ludzie będący na Tajwanie uważali się za Chińczyków, ale to zmieniało się z biegiem lat. Obecnie o elemencie chińskości na Tajwanie zaczyna mówić się w czasie przeszłym. Mieszkańcy wyspy w zdecydowanej większości uważają się za Tajwańczyków. Głównie w sprawie Tajwanu i Chin chodzi o elementy polityczne, ideologiczne - zauważa Marcin Przychodniak z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM), analityk ds. Chin w programie Azja i Pacyfik.

Dziś Tajwan nie rości sobie praw w sprawie Pekinu. Jest odwrotnie, głównie ze względów ideologicznych

W przeszłości Tajwan faktycznie przyznawał, że jego celem jest również rządzenie kontynentem, ale obecnie nie ma tam środowisk politycznych, które wnosiłyby takie postulaty. - To miało miejsce w latach 70. Dziś Tajwan nie rości sobie praw w sprawie Pekinu. Jest odwrotnie, głównie ze względów ideologicznych. To element, który zdaniem chińskich władz ma spajać społeczeństwo, skupiać je wokół władzy i ma być spełnieniem planu ponownego zjednoczenia się ziem chińskich utraconych przez Chiny - zauważa Przychodniak.

Wyspę Tajwan dzieli od lądu ok. 160 km
fot. Peter Hermes Furian/Shutterstock

Tajwan jest ostatnim terytorium spoza kontynentu, który Chińczycy uważają za swoje, a które pozostaje poza ich kontrolą. - W rzeczywistości to jednak oczywiście dwa państwa, a nie jedno. W kalkulacjach chińskich dotyczących przyłączenia rolę odgrywa też fakt, że Tajwan ma bardzo rozwiniętą gospodarkę o wysokim stopniu zaawansowania technologicznego. To jednak powody ideologiczne powodują, że sytuacja raczej ulega eskalacji, niż uspokojeniu - tłumaczy analityk PISM. Jednym z przykładów gospodarczej symbiozy jest tajwański koncern Foxconn, który jest jednym z głównych podwykonawców sprzętu komputerowego. Przedsiębiorstwo bez żadnych problemów ma wiele fabryk w Chinach kontynentalnych.

Dlaczego USA angażuje się w Tajwan?

Skoro maleńka wyspa na Oceanie Spokojnym opiera się mocarstwu, jakim są Chiny, co leży w interesie Stanów Zjednoczonych, które głośno wspierają Tajwan? Warto napomnieć, że USA nie patrzy jedynie na promowanie demokratycznych wartości. Amerykanie razem ze swoimi sojusznikami wojskowymi kontrolują większość część Pacyfiku, które również są niedaleko Chin, które Pekin także chciałby naruszyć. Mimo to z pewnością Tajwan jest ważnym partnerem USA w tym regionie, ale nie zawsze tak było. W latach 70-tych ich relacje mocno się pogorszyły z powodu odwilży i ustanowieniu stosunków pomiędzy Amerykanami a Chińską Republiką Ludową. Jednak obecnie stosunki na linii USA-Tajwan wyglądają zdecydowanie lepiej. Głównie ze względu na politykę, jaką chińskie władze prowadziły w ciągu ostatnich dziesięciu lat i dążenia do konfrontacji z USA, gdzie Tajwan jest ważnym elementem. Teraz jego rola Tajwanu ponownie wzrosła.

- W grę wchodzą dwie przyczyny: polityczna i formalnoprawna. W sensie prawnym Tajwan nie jest sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Tych dwóch krajów nie łączy żaden traktat. W latach 70-tych, kiedy USA nawiązały relacje z Chińską Republiką Ludową, stosunki dyplomatyczne z Tajwanem zostały zerwane. Mimo to elementem wewnątrzamerykańskiej debaty było to, aby nie zostawiać Tajwanu na łasce Chin. W związku z tym przyjęto ustawę, która nakazywała władzom amerykańskim pomaganie Tajwanowi nie tyle pod względem sojuszniczym, ale sprzedaży uzbrojenia itd. - wyjaśnia Marcin Przychodniak.

Analityk ds. Chin podkreśla, że poza znaczeniem strategicznym i politycznym relacje Amerykanów z Tajwanem są szerszym elementem wsparcia USA dla państw demokratycznych w ramach komponentu demokratycznego przeciwko państwom autorytarnym. Skoro Tajwańczycy są pewni swojej tożsamości i bronią się przed "wchłonięciem" przez Chiny, to dla niektórych sytuacja może być niemal równa temu, co dzieje się na Ukrainie, która została zaatakowana przez Rosję. Według Marcina Przychodniaka nie ma co porównywać tego konfliktu z walką Ukraińców z Rosjanami. Zwłaszcza że Tajwan nie jest uznawany przez większość państw. Jedynie kilkanaście krajów utrzymuje z nimi dyplomatyczne relacje. Mimo wszystko ta liczba spada z roku na rok. Głównym powodem jest inwazyjna dyplomacja konunistycznych Chin. Bardziej chodzi o porównanie rosyjskiej polityki wobec Ukrainy i chińskiej wobec Tajwanu.

Tajwańska placówka wojskowa na wysepce Shihyu, sierpień 2022 roku
fot. SAM YEH/AFP/East News

- Jest ona zbieżna m.in. w kontekście współpracy rosyjsko-chińskiej, a zwłaszcza tego co Rosjanie i Chińczycy mówią o prawie państw do użycia siły w poczuciu zagrożenia. Chińczycy tłumaczą Rosjan rozszerzaniem NATO w Europie, działaniem USA w Europie Środkowo-Wschodniej, powtarzając rosyjską propagandę. Na podobieństwo rosyjskich tez o Ukraińcach pojawiają się tezy (np. chińskiego ambasadora we Francji), który ujął wprost, że po „zjednoczeniu” istnieje konieczność reedukacji Tajwańczyków, manipulowanych przez własny rząd - zaznacza Przychodniak.

Bez dwóch zdań napięcie między Chinami a Tajwanem jest bardzo niepokojące, a ostatnie docierające do nas wiadomości z ostrymi wypowiedziami ze strony chińskiej i amerykańskiej nie wskazują, że za chwilę sytuacja się odmieni. Radosław Pyffel, analityk ds. Chin, uważa, że siła eskalacji przybrała ogromnych rozmiarów. Dodatkowo zwrócił uwagę, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy z powagi ostatnich wydarzeń i ich ewentualnych następstw.

- To jest bardzo niebezpieczne. Myślę, że my w Polsce tego w ogóle nie zauważamy, bo zainteresowanie sytuacją w Cieśninie Tajwańskiej skończyło się na przylocie Nancy Pelosi. Natomiast w tym scenariuszu eskalacyjnym, nigdy do tej pory nie byliśmy tak daleko, jak jesteśmy obecnie - tłumaczy. Pyffel zwraca uwagę, że obie strony mogą się opamiętać i wrócić na bardziej pokojowe tory. Aby tak się stało, muszą być spełnione pewne warunki. Głównym z nich jest to, aby dwa mocarstwa wyszły z twarzą, gdzie każdy z nich ogłosi pewne zwycięstwo i realizację swoich celów.

- Musi być to w miarę autentyczne i do wytłumaczenia dla swoich społeczeństw, elit, a także społeczności międzynarodowej, że USA wysłały wojskowym samolotem swoją przedstawicielkę numer 3 i ogłosiły tam walkę demokracji z autorytaryzmami na wyspie, a Chińczycy, że przeprowadzili bezprecedensowe manewry, zrobiły blokadę, ale z własnej woli się wycofali. Wtedy każdy będzie mógł powiedzieć, że odniósł sukces - dodaje Pyffel. Nasuwające się kolejne pytanie brzmi, czy w ogóle dojdzie do wojny między dwoma mocarstwami: Stanami Zjednoczonymi a Chinami, które stoczą bój o Tajwan? Radosław Pyffel, jak i Marcin Przychodniak mówią, że wybuch wojny jest możliwy, ale mało prawdopodobny.

Inwazja na Tajwan to mało prawdopodobny scenariusz

- Mówi się, że będzie inwazja na Tajwan, na sam ląd, ale nie uważam, że Pekin zdecyduje się na inwazję na wyspę. Wydaje mi się, że będzie ją blokował i dusił gospodarczo, odcinając w ten sposób Tajwan od świata. Już widzimy ostre dyplomatyczne oświadczenia amerykańskie, ale jeżeli to będzie się przedłużać, to będzie to strasznie dolegliwe przede wszystkim dla samej wyspy, no i dla światowej gospodarki, bo to już wpływa na dostawy, na łańcuch logistyczno-dostawczy. Z czasem może być trudniej to przerwać, ponieważ wszyscy będą oczekiwali, że Amerykanie wykonają jakiś ruch. Może rozbiją tę blokadę. Jeśli tak, to może się to bardzo źle skończyć - zauważa Pyffel.

Z kolei ekspert PISM poszedł o krok dalej, uważając, że konflikt chińsko-amerykański o Tajwan może wybuchnąć dopiero za kilka lat. Niemniej jednak Chiny nie zrezygnują z walki o wyspę. Niepewne jest jedynie to, jaką postać przybierze ta batalia. - Inwazja na Tajwan jest scenariuszem bardzo mało prawdopodobnym, ale nie możemy jej wykluczyć, zwłaszcza przy współpracy z Rosją i wspólnym chińsko-rosyjskim spojrzeniem na świat. W dalszej, niż krótszej perspektywie czasowej, może kilku lat. Nie wiem czy przybierze postać inwazji militarnej, ale jedno jest pewne. Przejęcie kontroli nad Tajwanem jest celem politycznym ChRL. Obecna sytuacja, a zwłaszcza sprzeciw Tajwańczyków wskazuje, że nie uda im się tego osiągnąć pokojowymi metodami. Zostają metody zbrojne, ofensywne.

Scenariusze konfliktu 

W jakim położeniu w tym konflikcie jest Polska? Jak zaznacza Marcin Przychodniak Polska nie ma stosunków dyplomatycznych z Tajwanem, utrzymując z nimi jedynie dialog ekonomiczny i polityczny. Taki zabieg jest tożsamy z większością państw, które deklarują poszanowanie polityki "jednych Chin", ale identyfikują ją odmiennie, niż ChRL i postrzegają zagrożenie związane z polityką Chin w rejonie Indo-Pacyfiku. Mimo to jego zdaniem to kwestia wyboru politycznego, gdzie główną rolę odgrywa współpraca chińsko-rosyjska.

Natomiast Radosław Pyffel podkreśla, jakie problemy dla Polski może przynieść chińsko-amerykański spór o Tajwan. Pierwsze kłopoty będą odczuwalne dla wszystkich w postaci paraliżu logistycznego, ponieważ kilkadziesiąt procent światowego handlu koncentruje się w okolicach Cieśniny Tajwańskiej. Jednak następne skutki również nie będą pozytywne dla naszego kraju. W tym miejscu musimy wrócić do wojny w Ukrainie, ponieważ ewentualny konflikt USA na Pacyfiku będzie na rękę Rosji.

Wizyta prezydenta Joe Bidena w Polsce w marcu 2022 roku
fot. BRENDAN SMIALOWSKI/AFP/East News

- W każdym scenariuszu eskalacyjnym, jeśli do takiego dojdzie, to Rosja zyskuje, ponieważ może uzyskać wsparcie Chin, które będą chciały w ten sposób osłabić USA w innej domenie, niż tylko tajwańska. Jeśli otrzymają wsparcie Chin, to już nie będzie ono jedynie w postaci dyplomatycznej, a bardziej zdecydowane w postaci nowych pożyczek, dostaw, być może także sprzętu wojskowego. Wówczas taka forma pomocy może przeważyć szalę w konflikcie na Ukrainie na swoją korzyść. A my znajdujemy się bardzo blisko, pod tą szalą i to jest jeden z niebezpiecznych scenariuszy - podkreśla ekspert w dziedzinie polityki zagranicznej i Chin.

Jak wyjaśnia Pyffel inne scenariusze również działają na naszą niekorzyść. Mimo obecnej sytuacji dalej nie potrafimy oszacować, w jakim stopniu USA będzie musiała zaangażować swoje zasoby na Tajwanie, co i tak rozdrobniłoby wydarzenia w Europie Środkowo-Wschodniej, gdzie Polska, Ukraina i te okolice staną się mniej ważne. - Eskalacja napięcia w Cieśninie Tajwańskiej w żadnym ze scenariuszy nie jest dla nas pozytywna - zaznacza.

Wydaje się, że napięcie na linii Chiny-Tajwan-USA rośnie. Dla Komunistycznej Partii Chin (KPCh) rywalizacja z Amerykanami jest elementem utrzymania władzy w Chinach. Innym powodem jest zbliżający się zjazd Komunistycznej Partii Chin, którą zaplanowano jesienią tego roku. Ponadto nadal nie wiadomo, czy Xi Jinping utrzyma władzę. W związku z tym napięta sytuacja wokół Tajwanu może być elementem wenwętrznej gry, mającą na celu utrzymanie obecnej władzy w Chinach. Oprócz tego Chińczycy są nastawieni do tego, żeby rzucić wyzwanie USA głównie w kontekście Tajwanu. Jednak nie do końca wiedzą, jak zidentyfikować wypowiedzi prezydenta Joe Bidena na temat wsparcia dla Tajwanu, co powoduje, że identyfikują jako dążenie USA do zmiany status quo w Cieśninie Tajwańskiej na niekorzyść ChRL. Jak dodaje Przychodniak, konflikt jest nieuchronny. 

- To jest coś oczywistego, pewnego. Pytanie tylko kiedy i jak - kwituje.

Maciej Walsek
Maciej Walasek

Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Łódzkim. Sportem pasjonuje się od dziecka. Od lat śledzący wydarzenia ze świata piłki nożnej, siatkówki, Formuły 1 i skoków narciarskich. Gdy tylko ma okazję, dzieli się sportowymi wydarzeniami z każdym, kogo napotka na swojej drodze. Uparcie wierzy w sukces polskich piłkarzy na mundialu i tytuł mistrza świata F1 dla Roberta Kubicy. Kiedy okazało się, że na karierę sportowca jest już za późno, postanowił, że zamiast medali, będzie dostarczał kibicom samych dobrych wiadomości o sukcesach polskich zawodników na Sport.radiozet.pl. Prywatnie miłośnik aktywnego spędzania wolnego czasu, podróży i dobrej muzyki.

Twitter: @maciej_walasek. E-mail: maciej.walasek@radiozet.pl.

C