Słuchaj
Michał Korościel, Damian Michałowski
Marcin Sońta , Mateusz Ptaszyński
Marcin Wojciechowski
Kamil Nosel, Marcin Łukasik
Hubert Radzikowski
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Titanic fot. Titanics Unseen, materiały prasowe wystawy

Titanic nie musiał zatonąć, na jego pokładzie cały czas szalał pożar. Nowe fakty o najsłynniejszej katastrofie świata

28.10.2017

105 lat po katastrofie słynnego Titanica na jaw wychodzą fakty, które zmieniają sposób patrzenia na tę, elektryzującą już trzecie pokolenie obywateli całego świata, tragedię. W dokumencie National Geographic "Titanic. Nowe dowody" udowodniono, że statek wcale nie musiał zatonąć, a na jego pokładzie przez cały czas trwania dziewiczego rejsu szalał pożar.

Punktem wyjścia do dokumentu Senana Molony’ego było odnalezienie w jednym z domów aukcyjnych zdjęć wykonanych przez Johna Kempstera. Na fotografiach widać Titanica tuż po wodowaniu w stoczni w Belfaście. Uwagę przykuwa na nich czarna smuga widoczna na prawej stronie kadłuba. Dokładnie w miejscu, w którym podczas swojego pierwszego pasażerskiego rejsu niespodziewanie uderzono o górę lodową.

Początkowo spekulowano, że to tylko odbicie jakiegoś przedmiotu unoszącego się na wodzie, ale analiza porównawcza różnych zdjęć udowodniła, że czarne ślady na kadłubie statku nie są dziełem przypadku.

Z odpowiedzią na pytanie o przyczynę powstania smugi przychodzą ujawnione zeznania świadka Freda Barreta. Mężczyzna pracował na Titanicu w charakterze strażaka. 

Titanic od początku stał w płomieniach

Ocalały w katastrofie Barret, co próbował zatuszować armator Titanica, zeznał, że pożar wybuchł jeszcze w Belfaście. W obawie przed skandalem, jaki wybuchłby w prasie po odwołaniu rejsu, władze White Star Line zdecydowały się jednak na transport statku do Southampton, mimo wiedzy o pożarze. 

Zgodnie z ówczesnymi technikami gaśniczymi, strażacy pracujący na pokładzie Titanica wybierali tlący się węgiel i wrzucali go do kotłów. Sytuacja była dramatyczna z wielu względów. Maloney przypomina tu mało znany fakt: w chwili wypłynięcia statku z portu w Southampton w Wielkiej Brytanii trwał strajk górników, a węgiel był towarem równie luksusowym, jak miejsca w pierwszej klasie. Dostarczono go na pokład 3 tygodnie przed startem rejsu.

Świadomy pożaru kapitan Edward Smith chcąc uporać się z problemem, miał zdecydować o tym, by do pieców wrzucano więcej węgla niż było potrzebne. Właśnie dlatego statek płynął tak szybko, gdy zderzał się z górą lodową. To obala plotkę o parciu kapitana na rekordowy czas przepłynięcia Atlantyku. 

Titanic nie musiał zatonąć

Szalejący w składzie opału pożar był na tyle silny, że zespół kilkunastu strażaków nie mógł sobie z nim poradzić. Ogień przez cały ten czas nadwątl konstrukcję statku. W chwili uderzenia o górę lodową stal, z jakiej zbudowano Titanica, nie była już tą samą stalą, co przed wypłynięciem z Belfastu.

Pożar miał tragiczny w skutkach wpływ na ścianę jednej z grodzi, której zadaniem było utrzymanie maszyny na powierzchni, w przypadku zalania statku wodą, np. po zderzeniu z górą lodową.

Grodź nie wytrzymała. Z eksperymentu przeprowadzonego na potrzeby dokumentu National Geographic wynika, że po pożarze, który dochodził do 1000 stopni Celsjusza grodź była wybrzuszona i o 75 procent mniej odporna. Gdy Titanic uderzył w górę lodową, woda, która wdarła się w okolicy tej grodzi napływała z taką siłą, że przerwała zaporę, co w konsekwencji doprowadziło do tragedii.

Gdyby nie pożar i nie nadwyrężona konstrukcja statku, Titanic utrzymywałby się znacznie dłużej na powierzchni. Dopływająca do niego „Carpathia” mogłaby wziąć na swój pokład znacznie więcej osób, które nie doczekały jej przypłynięcia. Ostatecznie 12 kwietnia 1912 roku zginęło ponad 1500 pasażerów i członków załogi.

Radio ZET/ŁS