Zamknij

Wykładowczyni prosiła, by na uczelni nie mówić po chińsku. Ostrzegała przed „niezamierzonymi konsekwencjami”

Redakcja
28.01.2019 19:23
USA
fot. Duke University/Wikimedia.Commons

Kierowniczka sekcji studiów magisterskich na jednym z amerykańskich uniwersytetów ostrzegła chińskojęzycznych studentów, że jeśli nie będą przez cały czas mówić po angielsku, mogą ich czekać „niezamierzone konsekwencje”. Sprawę nagłośniono w mediach społecznościowych, a wykładowczyni musiała zrezygnować ze stanowiska. 

Historia wydarzyła się na Duke University w Durham w Karolinie Północnej. Dyrektorka tamtejszego programu studiów magisterskich w zakresie biostatyki napisała maila, w którym przytacza swoją korespondencję z dwoma innymi członkami wydziału.

„Niezamierzone konsekwencje” za rozmawianie w języku chińskim

Tematem korespondencji byli studenci, którzy mieli rozmawiać podczas zajęć w języku chińskim, a których nazwiska wspomniani naukowcy chcieli odnotować. Dr Megan Neely miała zwrócić rzeczonym studentom uwagę, że korzystanie z innego języka niż angielski podczas może przynieść „niezamierzone konsekwencje”:

Kobieta wyjaśniła, że „[profesorowie] byli zawiedzeni tym, że studenci nie wykorzystują szansy na poprawienie swojego angielskiego oraz są na tyle nieuprzejmi, by rozmawiać w sposób zrozumiały nie dla wszystkich wokół” (cytat za: Gazeta.pl). 

Sprawa trafiła do internetu i stała się głośna

Treść maila wysłanego przez dr Neely trafiła już do internetu oraz mediów społecznościowych i – co było do przewidzenia – wywołał on ogromną dyskusję, nawet coś w rodzaju małego skandalu. Wykładowczyni (oraz pośrednio innym członkom jednostki) zarzucono rasizm, nietolerancję oraz dyskryminację z uwagi na pochodzenie i język.

Zobacz także

„Mary Klotman, dziekan wydziału medycyny, w ramach którego funkcjonuje program w zakresie biostatystyki, wydała oświadczenie, w którym zapewnia, że »w żadnym wypadku nie ma jakichkolwiek ograniczeń co do języka, którym studenci posługują się podczas rozmów« oraz podkreślała, że »możliwości rozwoju kariery i rekomendacje (pracowników naukowych) nie będą w żaden sposób ograniczone z powodu języka używanego poza salami zajęciowymi, a prywatność studentów będzie chroniona«” – czytamy na Gazeta.pl.

Dr Neely podała się do dymisji

Część studentów, także tych pochodzących z Chin, wzięła dr Neely w obronę. Twierdzili, że jest ona znakomitym naukowcem i pedagogiem, zawsze skorym do pomocy i „w najmniejszym stopniu nie jest rasistką”. Podkreślano także jej nieustanną chęć pomagania, zwłaszcza osobom innych narodowości niż amerykańska. 

Sprawa nie pozostała jednak bez konsekwencji. Dyrektorka, po tym, jak sprawa stała się głośna, podała się do dymisji i nie pełni już funkcji szefowej programu studiów magisterskich. Jak podaje Gazeta.pl, 36 na 54 studentów biostatystyki oraz 10 na 50 wykładowców całej uczelni to osoby narodowości chińskiej. 

RadioZET.pl/Gazeta.pl/Twitter/MP