Zamknij

Strzelanina w szpitalu. Pielęgniarz zabił swojego kolegę z pracy

PAP
05.10.2021 06:57
Strzelanina w szpitalu w Filadelfii
fot. TFoxFoto/Shutterstock (ilustracyjne)

Pielęgniarz otworzył ogień w szpitalu w amerykańskim mieście Filadelfia. 55-latek postrzelił śmiertelnie o osiem lat młodszego kolegę z pracy. Sprawcę strzelaniny zatrzymano dopiero po pościgu, w którym zostało rannych dwóch policjantów.

Policja w Filadelfii podała, że ogień otworzył pielęgniarz Stacey Hayes. Na terenie Thomas Jefferson University Hospital zastrzelił swego współpracownika 43-letniego Anrae'a Jamesa, dyplomowanego asystenta pielęgniarstwa. Mężczyzna zmarł w wyniku odniesionych ran.

Napastnik uciekł z miejsca wydarzeń w ciężarówce. Policjanci zostali poinformowani, że ukrywał się w pobliżu szkoły. Gdy dotarli na miejsce, Hayes zaczął znowu strzelać i w wymianie ognia, w które wzięli udział czterej funkcjonariusze, doznał poważnych obrażeń. Policja znalazła go odzianego w pancerz ochronny i uzbrojonego m.in. w karabin oraz półautomatyczny pistolet – podała agencja AP, powołując się na organy ścigania. Dwaj policjanci odnieśli lekkie rany.

Strzelanina w szpitalu. Pielęgniarz zastrzelony przez kolegę

Uniwersytecki szpital w Filadelfii wydał w poniedziałek oświadczenie, w którym podkreślił, że nie zezwala na posiadanie broni na terenie kampusów. Placówka dysponuje - jak podkreślono - "kompleksowymi środkami bezpieczeństwa i procedurami w celu zapewnienia bezpieczeństwa pacjentom, studentom, pracownikom i odwiedzającym".

Thomas Jefferson University Hospital zapowiedział też dokonanie we współpracy z organami ścigania przeglądu mającego zapewnić jak najlepszą ochronę. Obiecał zapewnić pomoc psychologiczną pracownikom i pacjentom w ramach interwencji kryzysowej.

Burmistrz Filadelfii Jim Kenney podał na Twitterze, że odwiedził rannych policjantów. Podziękował im za "heroiczną postawę i życzył szybkiego powrotu do zdrowia". - Ich szybka reakcja i znalezienie sprawcy zapobiegły dalszej eskalacji przemocy – ocenił cytowany przez AP burmistrz.

Chwaląc policję i tych, którzy jako pierwsi odpowiedzieli na atak, Kenney wyraził ubolewanie, że zezwala się na "broń, która staje się zbyt groźna, kiedy trafia w ręce ludzi, którzy nigdy nie powinni mieć do niej dostępu".

RadioZET.pl/PAP - Andrzej Dobrowolski