Zamknij

Doradca Cichanouskiej szczerze o uchodźcach przy granicy. "Mur nie leczy źródła problemu"

27.08.2021 09:43
Uchodźcy na granicy z Białorusią
fot. PAP

Jeśli Łukaszenka zrozumie, że za każdego wysłanego migranta jego pozycja oraz dobrobyt będą dramatycznie spadać, wtedy przestanie podejmować takie działania – podkreślił Franak Wiaczorka, doradca polityczny liderki białoruskiej opozycji Swiatłany Cichanouskiej. Jego zdaniem Polska i inne państwa europejskie powinny nałożyć kolejne sankcje na władze w Mińsku.

Uchodźcy, między innymi z Afganistanu, od kilkunastu dni koczują przy granicy polsko-białoruskiej, na wysokości wsi Usnarz Górny. Polskie władze odmawiają wpuszczenia ich na teren RP, podkreślając, że migranci próbowali nielegalnie przekroczyć granicę. Jednocześnie służby po polskiej stronie nie dopuszczają do grupy migrantów organizacji pozarządowych, lekarzy oraz dostaw jedzenia.

Rząd Mateusza Morawieckiego odpowiada, że migranci znajdują się po białoruskiej stronie. Zdaniem premiera uchodźcy przy granicy to element wojny hybrydowej ze strony reżimu Łukaszenki. Aktywiści i Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wezwali polskie władze do udzielenia natychmiastowej pomocy migrantom.

Uchodźcy na granicy z Białorusią. Wywiad z Franakiem Wiaczorką

O tym, czy faktycznie mamy do czynienia z celowym działaniem ze strony reżimu Łukaszenki i jak powinien zachować się polski rząd, rozmawialiśmy z Franakiem Wiaczorką – doradcą politycznym liderki białoruskiej opozycji Swiatłany Cichanouskiej oraz byłym dziennikarzem.

Rząd Morawieckiego nazywa grupę migrantów, którzy koczują przy polsko-białoruskiej granicy, częścią „wojny hybrydowej” ze strony Łukaszenki. Jak pan ocenia tę sytuację?

Fakt, że to jest wojna hybrydowa i prowokacja Łukaszenki. On dobrze rozumie, że kwestie migracyjne dla Unii Europejskiej są bardzo ważne i jednocześnie bolesne. Dlatego zorganizował loty z Iraku, ale też z Libanu, Syrii, a zaraz pewnie z Afganistanu, żeby Litwa i Polska cały czas były zajęte tymi migrantami. Łukaszenka chce odwrócić uwagę od głównego problemu, a jest nim dyktator w centrum Europy, który zamiast być przewidywalnym partnerem, staje się źródłem chaosu. Jak z nim postępować? Trzeba zrozumieć, że jak nie zostanie rozwiązana kwestia Łukaszenki, to będą pojawiały się kolejne problemy.

Czy Łukaszenka chce zmusić Zachód do rozmowy z nim?

On teraz już nie ma długotrwałych planów, żeby prowadzić negocjacje z Zachodem. Łukaszenka po prostu się mści. Oskarża Zachód, w tym Polskę, o organizację protestów i zamieszek. Chce pokazać, że za demonstracjami stoi jakaś „zewnętrzna siła”. Nie chce zrozumieć, że to Białorusini powstali przeciwko reżimowi. Oczywiście Łukaszenka chciałby, żeby z nim rozmawiano, żeby Duda czy Morawiecki do niego zadzwonił i powiedział: „proszę przestać wysyłać nam migrantów, a my zniesiemy sankcje”. Ale nawet on sam wie, że nikt do niego już nie zadzwoni. Wszystkie mosty są spalone. Został sponsorem chaosu w regionie i w interesie wszystkich państw europejskich jest usunięcie go ze stanowiska.

Jak pana zdaniem polski rząd powinien zareagować na migrantów, koczujących przy granicy z Białorusią?

Budowanie muru czy przyjęcie migrantów to tylko symptomy, ale nie leczenie głównego problemu. Jego źródło znajduje się w Mińsku. Zastanawiając się, jak pomóc kilkudziesięciu migrantom, trzeba myśleć o wsparciu dla białoruskich sił demokratycznych, mediów i białoruskich uchodźców, którzy przyjechali do Polski. Łukaszenka jeszcze czuje bezkarność i dlatego kontynuuje prowokacje. Jeśli on zrozumie, że za każdą taką prowokacją i każdego wysłanego migranta jego pozycja oraz dobrobyt będą dramatycznie spadać, wtedy przestanie podejmować takie działania. Polska i Litwa muszą zadbać o większą presję na reżim Łukaszenki. Jeśli Ukraina dołączyłaby do państw nakładających sankcje na Białoruś, to mocniej by go to zabolało.

Politycy z koalicji rządzącej mówią, że kryzys migracyjny przy granicy, to element przygotowań do manewrów Zapad-21, które za kilka tygodni zorganizuje Rosja i Białoruś. Czy kraje europejskie powinny się ich obawiać?

Te ćwiczenia odbywają się od ponad dziesięciu lat. Ja sam, jak służyłem w wojsku, brałem udział w tych manewrach w 2009 lub 2010 roku. Ćwiczenia skończyły się „zrzuceniem” bomby jądrowej na Warszawę. Taki był scenariusz tej gry wojennej. Oczywiście są to agresywne i prowokacyjne ćwiczenia, które nie mają nic wspólnego z ochroną białoruskiej niepodległości i państwowości. Jednak w tym roku nie widzę żadnych większych zmian. Te same wojska, ci sami żołnierze, ten sam sprzęt. Łukaszenka jest mistrzem blefu i on może prowokować, że zacznie bombardować Warszawę, wprowadzać wojska na granicę i wysyłać tysiące migrantów. Nie dajmy się nabrać na ten blef, nakładajmy sankcje na Łukaszenkę oraz pomagajmy tym, którzy walczą z jego reżimem.

RadioZET.pl