Opozycjoniści siłą wyniesieni z węgierskiej telewizji publicznej [WIDEO]

Piotr Drabik
17.12.2018 20:06
Węgry. Posłowie opozycji okupowali telewizję publiczną. Zostali z niej wyrzuceni
fot. Szél Bernadett/Facebook

Z budynku węgierskiej telewizji publicznej (MTVA) siłą wyprowadzono w poniedziałek opozycyjnych polityków. Dostali się tam w nocy w grupie innych polityków po niedzielnej antyrządowej demonstracji. Od kilku dni w Budapeszcie odbywają się protesty przeciwko zmianom w Kodeksie pracy.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Sprawa dotyczy Bernadetty Szela i Akosa Hadhazyego, byłych współprzewodniczących opozycyjnej partii Polityka Może Być Inna). Wraz z innymi opozycjonistami spędzili noc z niedzieli na poniedziałek w biurze publicznej telewizji węgierskiej MTVA. Domagali się od władz stacji dostępu do anteny.

W poniedziałek rano Szela i Hadhazy zostali siłą wyprowadzeni z budynku telewizji przez ochronę. Posłanka opozycji całe zdarzenie transmitowała na Facebooku.

Zobacz także

Szel powiedziała, że politycy chcieli tylko, by została odczytana ich 5-punktowa petycja i w tej sprawie zamierzali się spotkać z kierownictwem telewizji.

W petycji politycy domagają się natychmiastowego wycofania nowelizacji kodeksu pracy, nazywanego przez nich "ustawą niewolniczą", a także domagają się niezależnych sądów, przystąpienia Węgier do Prokuratury Europejskiej, niezależnych mediów publicznych i zmniejszenia nadgodzin dla policjantów.

- To jest serce kompletnie absurdalnego, skorumpowanego i brudnego systemu – powiedział o publicznej telewizji Hadhazy. Według niego nie ma sensu mówić o wolnych wyborach, dopóki takie są media publiczne.

Zdecydowana większość węgierskich mediów publicznych i prywatnych znajduje się w rękach rządzącej partii Fidesz oraz biznesmenów sprzyjających premierowi Victorowi Orbanowi. 

Zobacz także

Protesty na Węgrzech

W niedzielę po południu kilka tysięcy osób wyszło na ulice Budapesztu, by zaprotestować przeciwko nowym przepisom kodeksu pracy oraz innym posunięciom konserwatywnego rządu premiera Viktora Orbana.

Demonstracja pod hasłem "Wesołych Świąt, panie premierze!" rozpoczęła się na Placu Bohaterów, po czym uczestnicy przeszli na Plac Kossutha przed parlamentem. Protest zorganizowały partie opozycyjne, studenci, organizacje pozarządowe i związki zawodowe.

Podczas przemówień na Placu Kossutha działacze i politycy opozycji nawiązywali m.in. do dwóch przyjętych w tym tygodniu ustaw: nowelizacji kodeksu pracy, zwiększającej limit godzin nadliczbowych i nazywanej przez przeciwników "ustawą niewolniczą", a także ustawy powołującej sądy administracyjne podporządkowane ministerstwu sprawiedliwości.

Zgodnie z nowymi przepisami limit nadgodzin został zwiększony z 250 do 400, przy czym ich rozliczanie w formie dodatkowego wynagrodzenia bądź dni wolnych będzie następować w ciągu trzech lat, a nie tak jak obecnie w ciągu jednego roku. Jeśli zaś chodzi o powołanie sądów administracyjnych, które mają rozpatrywać m.in. sprawy związane z wyborami, korupcją i protestami, przeciwnicy wyrażają obawy, że może to zwiększyć polityczną kontrolę nad wymiarem sprawiedliwości.

Po oficjalnym zakończeniu demonstracji część uczestników i polityków udała się pod siedzibę telewizji publicznej. Policja użyła gazu łzawiącego.

Niedzielna demonstracja była już czwartą od przyjęcia w środę przez parlament nowelizacji kodeksu pracy oraz ustawy o sądach administracyjnych. Także podczas wcześniejszych demonstracji doszło do przepychanek z policją i użycia gazu łzawiącego. Według danych policji kilkunastu policjantów odniosło obrażenia; zatrzymano ponad 50 osób.

Zobacz także

RadioZET.pl/PAP/PTD