Zamknij

31-latek skatował 18-miesięczne dziecko. Dopiero co adoptował je ze swoim partnerem

Redakcja
09.11.2017 09:18
31-latek skatował 18-miesięczne dziecko. Dopiero co adoptował je ze swoim partnerem
fot. Tomasz Kamiński/Agencja Gazeta

31-letni były instruktor fitness został oskarżony o zabójstwo 18-miesięcznej dziewczynki, którą adoptował. Usłyszał wyrok dożywocia i musi spędzić przynajmniej 18 lat za kratkami (przed ewentualną apelacją). 

Do dramatu doszło w miejscowości Cardiff w Wielkiej Brytanii. 

Matthew Scully-Hick oficjalnie adoptował małą Elsie zaledwie 2 tygodnie przed tragedią. Biologiczna rodzina podnosi, że dziewczynka nadal by żyła, gdyby do adopcji w ogóle nie doszło. Dziadkowie 1,5-rocznego dziecka próbowali zaopiekować się dziewczynką, kiedy tylko została odebrana biologicznej matce. Służby jednak zdecydowały o innej procedurze.

Mężczyzna został skazany za "uporczywe znęcania się" nad dziewczynką. Mała została oddana pod jego opiekę we wrześniu 2015 roku, jeszcze w czasie długiego procesu adopcyjnego. Matthew Scully-Hick adoptował Elsie wraz ze swoim partnerem. Prawo do opieki uzyskali 12 maja, kilkanaście dni przed tragedią. Scully-Hick znęcał się nad dzieckiem, kiedy jego partner był poza domem. Dziewczynka była bita do krwi, dochodziło do nagłych zatrzymań akcji serca.

Kilka tygodni przed śmiercią mała miała na ciele widoczne siniaki i złamaną nóżkę. 31-latek tłumaczył, że dziewczynka spadła ze schodów. Urzędnicy odwiedzili parę 15 razy. Mimo widocznych śladów pobicia, procedura adopcyjna nie została wstrzymana. 

Ostatecznie doszło do tego, że ojciec zastępczy skatował maleństwo na śmierć. Dziewczynka była podduszana, miała połamane żebra. 31-latek potrząsał nią i uderzał o twardą powierzchnię. Jego mąż miał o niczym nie wiedzieć. Matthew katował dziewczynkę, tylko kiedy jego partner był poza domem. 

Podczas rozprawy mówiono o tym, że mężczyznę ewidentnie przerosło wychowywanie dziecka i to w najtragiczniejszy możliwy sposób. Czas usypiania i karmienia nazywał w smsach "największym koszmarem". Sam Scully-Hick nie przyznawał się do winy. Teraz służby sprawdzają, czy pracownicy socjalni odwiedzający rodzinę mogli dopuścić się zaniedbania swoich obowiązków. 

RadioZET.pl/Daily Mail/KM