Nie wierzył w Laburzystów, więc... zjadł własną książkę [WIDEO]

Katarzyna Mierzejewska
12.06.2017 07:55
Nie wierzył w Laburzystów, więc... zjadł własną książkę [WIDEO]
fot. PAP/EPA

Wyniki wyborów w Wielkiej Brytanii trudno było przełknąć nie tylko premier Theresie May. I to dosłownie. Politolog Matthew Goodwin zapowiedział, że jeśli Laburzyści osiągną wysokie poparcie w głosowaniu to zje własną książkę o Brexicie. Jak powiedział, tak zrobił. 

Postawa Goodwina jest dobrym przykładem, jak bardzo trzeba uważać na to, co się mówi. Politolog tak bardzo nie wierzył w triumf Partii Pracy pod przewodnictwem Jeremy'ego Corbyna, że sam na siebie zastawił pulapkę. Wszystko przez publiczny wpis na Twitterze.

- Nie sądzę, żeby Partia Pracy pod przewodnictwem Jeremy’ego Corbyna osiągnęła 38 proc. Jeśli tak będzie, z przyjemnością zjem moją nową książkę „Brexit” - napisał pewny swego Matthew Goodwin. 

Tymczasem Laburzyści zdobyli ponad 40 proc. głosów udowadniając tym samym, że radykalne wizje analityków politycznych można często wsadzić między bajki. Theresa May musiała przełknąć porażkę, zaś Goodwin - strony swojej książki. 

O oryginalnej wypowiedzi nie dali mu zapomnieć internauci: - 3 godziny snu w ciągu 36 godzin i corbyniści krzyczący, bym zjadł swoją książkę. Nieciekawy dzień. Wciąż mam nadzieję na cudowny wieczór w Westminsterze. 

Goszcząc w jednym z programów w Sky News jako komentator Goodwin bez skrępowania zaczął pałaszować książkę "Brexit. Why Britain voted to leave European Union?", której jest współautorem. Nie zachwycił się smakiem lektury. Stwierdził tylko, że jest ona pełna chemikaliów i ma twardą okładkę. 

Wybory do Izby Gmin zamiast wzmocnić pozycję Theresy May, jedynie postawiła jej mandat społeczny pod znakiem zapytania. Jeszcze kilka tygodni temu, kiedy brytyjska premier ogłaszała wcześniejsze wybory, wydawały się być tylko formalnością. Partia Pracy była rozbita, jej poparcie oscylowało wokół 2,5 proc., a Corbyn nie należał do ulubionych postaci na Wyspach.

Tymczasem May wydawała się być zbyć pewna siebie. Zwołała wybory, po czym praktycznie zrezygnowała z udziału w kampanii. Nie uczestniczyła w debatach z innymi politykami, a nawet odmawiała udzielania wywiadów BBC.

Choć Partia Konserwatywna wygrała, zdobyła za mało głosów, by samodzielnie rządzić. Wielkim zwycięzcą wyborów jest oczywiście Jeremy Corbyn. Od 30 lat w polityce, konsekwentny w swoich poglądach, jednak zawsze gdzieś na marginesie w szeregach Partii Pracy. W ciągu kilku miesięcy zmienił się w jej charyzmatycznego lidera i doprowadził Laburzystów do symbolicznego zwycięstwa.

Frekwencja wyborcza wyniosła 68,7 procent. Corbyn zdobył serce młodych, stał się wybieralny. Teraz mówi o chaosie w brytyjskie polityce i nie wyklucza kolejnych wyborów. Jeszcze przed ogłoszeniem oficjalnych wyników, kiedy coraz bardziej prawdopodobna stawała się wizja utracenia większości przez Konserwatystów, apelował do May o ustąpienie z urzędu.

- Mamy chaotyczną sytuację, w której rząd liczył na reelekcję i uzyskanie silniejszego mandatu w celu zapewnienia stabilności, a uzyskaliśmy mniejszościowy rząd polegający na Demokratycznej Partii Unionistów (DUP), żeby cokolwiek przeprowadzić przez Izbę Gmin - twierdzi lider Laburzystów. 

Corbyn ostro krytykuje planowaną współpracę torysów z DUP podkreślając, że północnoirlandzcy unioniści "mają bardzo szczególne poglądy dotyczące małżeństw homoseksualnych, praw kobiet - oni nie są społecznymi liberałami".

Na Wyspach Brytyjczycy muszą mierzyć się z nową rzeczywistością, a politolodzy konfrontują się ze swoim błędnym tokiem myślenia w sposób dość brutalny (jak Matthew Goodwin). Ciekawi tylko, co działoby się w Polsce, gdyby rodzimi komentatorzy i politycy dotrzymywali słowa w tak abstrakcyjnych deklaracjach.

RadioZET.pl/KM