Zamknij

Zełenski wyznał, co jest dla niego najtrudniejsze od początku inwazji. "Niepokoi mnie"

29.04.2022 01:35
Wołodymyr Zełenski
fot. UKRAINIAN PRESIDENCY PRESS OFFICE/AFP/East News

Reporter tygodnika "Time" Simon Shuster przez dwa tygodnie towarzyszył Wołodymyrowi Zełenskiemu w kompleksie prezydenckim w Kijowie. Przywódca Ukrainy opowiedział, jak wspomina pierwszy dzień wojny i co jest dla niego najtrudniejsze na co dzień od momentu rozpoczęcia rosyjskiej inwazji.

Rozmowa powstała 19 kwietnia. Reporter spotkał się z Wołodymyrem Zełenskim ponownie. Ostatni raz widzieli się trzy lata wcześniej, kiedy polityk był jeszcze aktorem kandydującym w wyścigu o najważniejszy urząd w państwie. Dziennikarz podkreślił, że sam Zełenski się zmienił, jednak jego poczucie humoru pozostało nienaruszone. „To sposób na przetrwanie” – skwitował ukraiński przywódca.

Wołodymyr Zełenski był pytany o pierwsze dni rosyjskiej agresji na Ukrainę. Prezydent Ukrainy przyznał, że noc z 24 lutego pamięta "fragmentarycznie". "Każdy dzień w pewnym momencie zaczął przypominać inne. Pierwsze dni były dla nas wszystkich trudne. Myślę, że wszyscy byliśmy mniej więcej w takim samym stanie. Wszyscy na Ukrainie, tylko z różnymi obowiązkami" - mówił. Przyznał, że czuł ogromną presję, by zachować się jak mąż stanu. "Rozumiesz, że oni patrzą. Jesteś symbolem. Musisz działać tak, jak musi działać głowa państwa" - podkreślił.

Wołodymyr Zełenski o 24 lutego, początku inwazji Rosji na Ukrainę

Ukraiński przywódca wspominał, że po pierwszych wybuchach obudził dzieci i razem z całą rodziną przyjechał do biura. "Trzeba było skupić się na najważniejszych rzeczach. Co musimy teraz zrobić, jak się zorganizować, a przede wszystkim, jak pozostać zjednoczonym. Myślę, że przed inwazją nasze społeczeństwo było pod pewnymi względami podzielone [...]" - ocenił.

Pytany, kiedy po raz pierwszy opuścił kompleks prezydencki, odpowiedział: "W pierwszych dniach wychodziliśmy bez fotografa ani dziennikarzy. Strażnicy powiedzieli mi: »Słuchaj, jeśli chcesz wyjechać, to nigdzie nie możemy tego upublicznić«. Nie angażowaliśmy prasy. Wyjechaliśmy, żeby popatrzeć na punkty kontrolne, naszych żołnierzy i jak sobie radzą".

Prezydent Ukrainy o tym, co jest dla niego najtrudniejsze

Zełenski się narażał, a jego ochroniarze odchodzili od zmysłów. Zależało mu jednak na tym, żeby porozmawiać z ludźmi, wesprzeć ich. Tak samo robił z żołnierzami z Mariupola, którzy bronią ostatniego bastionu miasta, huty Azowstal, gdzie ukrywają się cywile. Czasem dzwonił do nich, czasem pisali wiadomości. "Dostaję ich SMS-y. Czasami mają pytania. Niektóre są naprawdę trudne. [...] To silni ludzie. Wielu z tych chłopców zmarło [...]" - mówił dziennikarzowi "Time'a" prezydent Ukrainy.

Powiedział też, co jest dla niego najtrudniejsze od początku inwazji. To noce. W swoim bunkrze prezydent ma zwyczaj wpatrywania się w codzienny harmonogram. Zastanawia się, czy coś przeoczył, czy o kimś nie zapomniał. Tak wspominał te chwile: "No bo nie do końca rozumiem, czy to już czas, czy nie. Czy mam prawo? Czy jest coś jeszcze, co powinienem zrobić? [...] Widzę, że na dzisiaj to koniec. Ale patrzę na to kilka razy i wyczuwam, że coś jest nie tak. Niepokoi mnie moje sumienie [...]".

Opowiedział też, jak po ataku Rosjan na dworzec w Kramatorsku, gdzie zginęło kilkadziesiąt osób, w tym dzieci, miał się spotkać z szefową KE Ursulą von der Leyen. "To był jeden z tych momentów, kiedy ręce i nogi robią jedną rzecz, ale głowa nie słucha. Bo twoja głowa jest tam na stacji, a obecny musisz być tutaj. Ale myślę, że po prostu nie masz wyboru. W takich okolicznościach musisz tam być i znaleźć na to odpowiedź" - podsumował.

RadioZET.pl/"Time"

Wojna w Ukrainie na żywo:

C