Zamknij

Protesty na Białorusi. Świadek: panika, ludzie biegli w różnych kierunkach

10.08.2020 19:05
Białoruś
fot. PAP/EPA/TATYANA ZENKOVICH

OMON działał w niedzielę w sposób precyzyjny i zorganizowany. Gdy zaczęły wybuchać granaty hukowe, ludzie zaczęli w panice biec w różnych kierunkach – mówił w rozmowie z Polską Agencją Prasową Alaksiej, świadek wydarzeń w centrum Mińska w niedzielę wieczorem. Białorusini wyszli na ulice, aby zaprotestować przeciwko - ich zdaniem - kolejnym sfałszowanym przez prezydenta Aleksandra Łukaszenkę wyborach. 

Według wstępnych wyników w wyborach zwyciężył urzędujący prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka zdobywając 80,23 proc. głosów. Jego główna rywalka Swiatłana Cichanouska otrzymała 10,09 proc. Niezależni obserwatorzy twierdzą, że w czasie wyborów dochodziło do licznych nieprawidłowości, a frekwencja w lokalach wyborczych była zawyżana.

Zobacz także

Wieczorem na ulicach Mińska - a także innych białoruskich miast - doszło do protestów, które zostały stłumione przez siły bezpieczeństwa. Według centrum obrony praw człowieka Wiasna w wyniku tych starć zginęła co najmniej jedna osoba, a trzy zostały poważnie ranne. MSW Białorusi zdementowało informację o śmierci jednego z uczestników protestów.

Ludzie stali przed OMON- em [Oddział Mobilny Specjalnego Przeznaczenia, w krajach byłego ZSRR jednostka sił specjalnych, przeznaczona do tłumienia niepokojów społecznych - przyp. red.] , w pewnej odległości. Nie szli, a stali naprzeciwko. W pewnym momencie zaczęły wybuchać granaty hukowe i ludzie w panice zaczęli się rozbiegać. Niektórzy przewracali się na ziemię

– opowiadał Alaksiej o wydarzeniach, do których doszło na ulicy Maszerawa w Mińsku w niedzielę wieczorem po zakończeniu wyborów prezydenckich. Ich zwycięzcą został Alaksandr Łukaszenka. - Te granaty są dość przerażające. To takie duże puszki, jedna wybuchła około 10 metrów ode mnie. To nie tylko wybuch i błysk - przez kilka sekund nic nie słyszysz i nie widzisz – powiedział Alaksiej.

Widziałem też te kule gumowe, chociaż nie jak strzelali. Były różnej wielkości, niektóre mniejsze niż pięść

– dodał mężczyzna. Jak powiedział, OMON skutecznie wypierał protestujących z ulicy Maszerawa. - To co najbardziej mnie zszokowało to to, że milicja zaczęła napierać pierwsza. Nie czekała nawet na pretekst ze strony ludzi – ocenił.

Zobacz także

Przypomnijmy, że poniedziałek białoruskie MSW podało, że w noc po wyborach zatrzymano w całym kraju około 3 tys. osób za udział w zgromadzeniach masowych odbywających się bez zezwolenia tym około 1000 w Mińsku i ponad 2 tys. w innych miastach.

RadioZET.pl/PAP