Zamknij

Pielgrzymi z tej wsi jechali do Medjugorie. Mocne słowa proboszcza. "Diabeł się cieszy"

09.08.2022 10:30
Chorwacja
fot. PAP/EPA

Pięć osób, spośród tych, które ucierpiały w wypadku polskiego autokaru w Chorwacji, pochodziło z tej samej podradomskiej wsi. Wśród nich była też jedna ofiara śmiertelna. Mieszkańcy Jedlni są wstrząśnięci tragedią, a miejscowy proboszcz jest zdania, że do tragedii nie musiało dojść, gdyby podróż była dłuższa, a kierowca nie musiał prowadzić w nocy.

W sobotę nad ranem na autostradzie A4 na północ od stolicy Chorwacji Zagrzebia doszło do wypadku polskiego autokaru. Zginęło w nim 12 osób, a 32 zostały ranne. Wszystkie ofiary to polscy obywatele, którzy pielgrzymowali do Medjugorie w Bośni. 

Wśród przyczyn tragedii wymienia się zaśnięcie lub zasłabnięcie kierowcy. Polska prokuratura bada sprawę i zdecydowała o powołaniu biegłych do zbadania okoliczności wypadku. Eksperci w zakresie rekonstrukcji wypadków drogowych będą mieli za zadanie "odtworzyć" ostatnie chwile przed katastrofą.

Wypadek w Chorwacji. Mieszkańcy Jedlni wstrząśnięci tragedią

Wśród podróżujących było pięć osób z Jedlni - małej miejscowości położonej 12 km od Radomia. Cztery z nich przeżyły, piąta to jedna z ofiar śmiertelnych - siostra Janina Mateusiak ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu.

Reporter Onetu udał się do Jedlni i porozmawiał z mieszkańcami, którzy znali poszkodowanych w wypadku. - To straszna tragedia. Modlimy się za nich wszystkich cały czas. Cała nasza wieś. I łączymy w bólu z rodzinami tych, którzy zginęli - mówi Onetowi pani Bożena, nauczycielka.

- Takiego strasznego wypadku to tutaj u nas nie było, nie zdarzyło się, żeby za jednym razem tyle ludzi zginęło. Boże, aż trudno w to uwierzyć. [...] Jeszcze w tym wszystkim taki pech, że oni przecież byli na pielgrzymce. Jechali się pomodlić. A tu taka tragedia. Tu ludzie są wierzący, często jeżdżą na pielgrzymki- podkreśla zaś pani Jola, sprzedawczyni w lokalnym sklepie spożywczym.

Proboszcz o pielgrzymce: mogła trwać dzień dłużej

Lokalna społeczność jest wstrząśnięta tym, co wydarzyło się na Bałkanach. Część osób zachęca do modlitwy, ale niektórzy nie chcą rozmawiać z mediami. Głos w sprawie zabrał natomiast ks. Janusz Smerda, proboszcz miejscowej parafii. pw. św. Mikołaja.

- Ktoś mnie zapytał: gdzie był Pan Bóg, gdy doszło do tego wypadku? A co może Pan Bóg, gdy człowiek chce być od niego mądrzejszy i zamiast w nocy odpoczywać nadrabia kilometry. Zwrócił pan uwagę, że do takich tragedii dochodzi zawsze w nocy albo nad ranem? - pytał retorycznie, zaznaczając jednak, że "nie chce nikogo obwiniać".

Ja sam też byłem trzy lata temu na pielgrzymce do Medjugorie. I zatrzymaliśmy się po drodze i przenocowaliśmy w hotelu na Węgrzech, żeby odpocząć i nabrać sił na dalszą drogę. Noc jest po to, żeby spać. Tak, jak w niedzielę należy odpocząć po tygodniu pracy i poświęcić ten dzień panu Bogu i rodzinie

ks. Janusz Smerda

Jego zdaniem do wypadku mogło by nie dojść, gdyby kierowca nie musiał jechać w nocy i "gdyby ta podróż trwała np. o jeden dzień dłużej, ale była spokojniejsza". - Jest takie powiedzenie: gdy się człowiek spieszy, diabeł się cieszy. [...] Ta tragedia pokazuje nam, że powinniśmy się częściej zatrzymywać w naszej pogoni za czasem i pieniądzem - dodaje.

NAPISZ DO NAS

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś intrygującego lub bulwersującego? Chcesz, żebyśmy opisali ważny problem? Napisz do nas! Informacje, zdjęcia i nagrania możesz przesłać nam na informacje@radiozet.pl.

RadioZET.pl/Onet.pl

C