Zamknij
Zamachy w Kabulu
  • EN_01490380_1184
  • net-epa09431709
  • EN_01490380_1205
  • 6 Zobacz
fot. WAKIL KOHSAR/AFP/East News

Szpitale w Kabulu są przeciążone. Po czwartkowych zamachach w stolicy Afganistanu, w których zginęło co najmniej 95 afgańskich cywilów i 13 amerykańskich żołnierzy, sytuacja wciąż jest krytyczna. Wielu rannych jest w ciężkim stanie. Światowe media zbierają dramatyczne relacje świadków eksplozji. - Dziewczynka zmarła mi na rękach. Próbowałem, robiłem wszystko, żeby jej pomóc - relacjonował jeden z nich.

Liczba ofiar śmiertelnych czwartkowych zamachów w Kabulu nie jest jeszcze dokładnie znana. Do piątkowego popołudnia mówi się o śmierci co najmniej 95 Afgańczyków i 13 żołnierzy USA. Agencja Reutera, powołując się w na niewymienionego z nazwiska przedstawiciela talibów, informuje, że zginęło też co najmniej 28 talibów. - Straciliśmy więcej ludzi niż Amerykanie - miał powiedzieć cytowany przez agencję mężczyzna. Nie pokrywa się to jednak z późniejszymi słowami rzecznika talibów Zabihullaha Mudżahida, który zapewniał, że ci "nie ponieśli żadnych ofiar".

Chaos po zamachach w Kabulu

Kabulskie szpitale nie dają rady. Lekarze i pielęgniarki całą noc z czwartku na piątek ratowali życie ponad 150 rannych. Rannych było tak wielu, że umieszczano ich w salach fizjoterapeutycznych, gdzie dostawiono więcej łóżek. Bloki operacyjne były zajęte całą noc. 

- Ci, którzy zostali do nas przywiezieni, nie byli w stanie mówić, wielu z nich było przerażonych, ich wzrok był zawieszony w próżni, ich spojrzenie puste. Rzadko widzimy takie sytuacje - relacjonował jeden z pracowników szpitala prowadzonego przez włoską organizację charytatywną Emergency. W piątek sytuacja jest nadal krytyczna, wielu pacjentów wciąż przebywa na oddziale intensywnej terapii.

Świadkowie zamachów mówią o panice i kompletnym chaosie. - Talibowie zaczęli strzelać w powietrze, żeby rozpędzić tłum. Widziałem mężczyznę uciekającego z rannym dzieckiem na rękach – relacjonował jeden ze świadków.

Jedno z nagrań zamieszczonych w mediach społecznościowych pokazuje leżące na ziemi splątane ciała zabitych lub rannych i krzyczącego, zrozpaczonego mężczyznę. Na zdjęciach widać ludzi przewożących rannych na taczkach. Inna z fotografii przedstawia chłopca, który trzyma ramię mężczyzny w zakrwawionym ubraniu.

- Ciała były porozrzucane wszędzie, na miejscu widziałem żołnierzy i mnóstwo uciekających ludzi. Tam było jakieś 400-500 osób - mówił jeden z Afgańczyków cytowany przez stację CBS. Miejscowy tłumacz, który był w okolicy miejsca, gdzie doszło do pierwszej eksplozji, opowiadał o tym, jak wśród ciężko rannych zobaczył małą dziewczynkę. - Były duże korki, musiałem wysiąść, złapać ją i pieszo iść do szpitala, ale dziewczynka zmarła mi na rękach. Próbowałem, robiłem wszystko, żeby jej pomóc - mówił. 

Eksplozje w Kabulu

Przypomnijmy: w czwartek po południu doszło do samobójczych ataków w pobliżu kabulskiego lotniska. Celem terrorystów był tłum usiłujący się dostać na kontrolowane przez siły zachodnie lotnisko, z którego prowadzona jest ewakuacja obywateli państw zachodnich i Afgańczyków uciekających przed talibami, którzy przejęli władzę w kraju.

Do zorganizowania ataków przyznało się Państwo Islamskie Prowincji Chorasan (IS-Ch).

RadioZET.pl/BBC/AP/PAP/CBS

C