Miała iść na zakupy, gdy dokonano zamachu. Dramatyczna relacja Polki z Barcelony

Dominik Gołdyn
18.08.2017 17:23
Miała iść na zakupy, gdy dokonano zamachu. Dramatyczna relacja Polki z Barcelony
fot. PAP/EPA

- Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam ludzi uciekających z Las Ramblas. Nikt nie spodziewał się tego ataku - opowiada PAP 18-letnia Magdalena, która mieszka blisko miejsca czwartkowego ataku w Barcelonie. Inna Polka mówi, że w piątek życie w mieście wraca do normy.

Magdalena była w swoim mieszkaniu, tuż przy popularnym wśród turystów bulwarze Las Ramblas w centrum miasta, gdy w czwartek ok. godz. 17 kierowca furgonetki wjechał w tłum, zabijając co najmniej 13 osób i raniąc około 130 osób.

- Uważam to za wielki fart i dar od losu, ponieważ gdy to się stało, akurat miałam iść na zakupy na Las Ramblas. Mieszkam dosłownie ulicę obok i przechodzę tamtędy codziennie - mówi 18-latka z Kielc. Przyjechała do Barcelony na wakacje, by zarobić i przy okazji nauczyć się hiszpańskiego.

Zobacz także

- Zadzwonił do mnie kolega zapytać się, gdzie jestem. To on powiedział mi, że był zamach. Byłam w ciężkim szoku, nie mogłam w to uwierzyć - relacjonuje.

- Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam biegnących w jedną stronę ludzi, którzy próbowali oddalić się jak najbardziej od Rambli. Ludzie wbiegali do pobliskich sklepów, gdziekolwiek, żeby tylko nie być na ulicy - mówi Magdalena, która pracuje w jednej z barcelońskich restauracji.

Policjanci byli zszokowani

Według niej na filmikach zamieszczonych w internecie "widać, że na początku policja za bardzo nie radziła sobie z tym wszystkim". - Policjanci też byli zszokowani. Nikt nie spodziewał się tego ataku - twierdzi. Dodaje, że dziwi ją, iż w takiej sytuacji ludzie byli w stanie telefonami komórkowymi kręcić filmiki pokazujące ciała leżące na ulicy.

Zobacz także

Dopiero po dwóch godzinach Magdalena odważyła się wyjść z domu. Nie chciała być sama i postanowiła pójść do koleżanki. - Droga, która normalnie zajmuje mi siedem minut, tym razem zajęła pół godziny. Ulice wokół Las Ramblas i placu Katalońskiego zostały zamknięte, policja czuwała, żeby nikt nie wchodził na Ramblę - opowiada. Dodaje, że jej koleżanka w momencie ataku wychodziła z domu. - Nagle zobaczyła tłum biegnący w stronę placu Katalońskiego - mówi.

RadioZET.pl/PAP/DG