Zimbabwe. Zamieszki po wyborach, jedna osoba nie żyje

Redakcja
01.08.2018 16:15
Zimbabwe. Zamieszki po ogłoszeniu wyników wyborów, są ofiary
fot. AP Photo/Tsvangirayi Mukwazhi/East News

Starcia w Zimbabwe po ogłoszeniu wyników wyborów parlamentarnych. Protestujący, którzy starli się z policją, nie zgadzają się na zwycięstwo partii byłego dyktatora Roberta Mgabe. Służby użyły armatek wodnych i gazu łzawiącego. Według agencji AFP jedna osoba nie żyje.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

"Po zliczeniu głosów ze 153 okręgów wyborczych Afrykański Narodowy Związek Zimbabwe - Front Patriotyczny (ZANU-PF) ma 110 miejsc w 210-mandatowym Zgromadzeniu Narodowym (izbie niższej parlamentu), a opozycyjny Ruch na rzecz Zmian Demokratycznych (MDC) - 41 miejsc" - podał państwowy nadawca ZBC, powołując się na dane komisji.

Zobacz także

ZANU-PF potrzebuje jeszcze 30 mandatów, jeśli chce zdobyć większość dwóch trzecich głosów, dzięki której mógłby zmienić konstytucję. Na czele partii stoi Emmerson Mnangagwa, który jest prezydentem kraju od listopada ubiegłego roku. Wówczas po 37 latach rządów władzę w kraju oddał dyktator Zimbabwe Robert Mgabe. Przez lata Mnangagwa był jego zastępcą.

MDC, na którego czele stoi Nelson Chamisa, zwyciężył w większości ośrodków miejskich. Ugrupowanie to we wtorek oskarżyło komisję wyborczą o celowe zwlekanie z ogłoszeniem wyników i wskazywało na nieprawidłowości w głosowaniu.

Dramatyczny przebieg zamieszek

Po ogłoszeniu cząstkowych wyników wyborów, w kraju wybuchły protesty przeciwko władzom. Zwolennicy opozycji palili flagi rządzącej partii ZANU-PF oraz starli się z policją. Według agencji AFP, służby użyły przeciwko protestującym armatki wodne i gaz łzawiący. W starciach jedna osoba zginęła.

Telewizja Sky News Australia na żywo pokazywała dramatyczny przebieg zamieszek w stolicy kraju Harare. Dziennikarze oraz uczestnicy protestów musieli położyć się na ziemi, aby uniknąć postrzałów.

Zobacz także

Do zachowania spokoju wezwał prezydent Zimbabwe. "W decydującym momencie wzywam wszystkich do zaprzestania prowokacyjnych deklaracji i oświadczeń" - napisał Emmerson Mnangagwa. Dodał, że teraz jest czas "odpowiedzialność, a przede wszystkim pokój".

W wyborach parlamentarnych w Zimbabwe głosujący mogli wybierać wśród kandydatów z prawie 130 partii.

W poniedziałek odbyły się w tym kraju również wybory prezydenckie. Wyniki tego głosowania oczekiwane są w tym tygodniu. Jeśli żaden z kandydatów nie uzyska ponad połowy głosów, druga tura odbędzie się 8 września. Oczekuje się jednak, że już w pierwszej turze zwycięży obecny prezydent i były wiceprezydent Emmerson Mnangagwa z ZANU-PF.

Były to pierwsze wybory prezydenckie i parlamentarne w Zimbabwe, odkąd od władzy w kraju odsunięty został wieloletni dyktator Robert Mugabe. Frekwencja wyborcza była wysoka, nie odnotowano aktów przemocy, a przebieg głosowania monitorowało kilka tysięcy obserwatorów, m.in. z UE i USA.

Wyborcza Misja Obserwacyjna UE (EU EOM) w wydanym w środę oświadczeniu potępiła "nierówne szanse" kandydatów w wyborach parlamentarnych i prezydenckich w Zimbabawe. Wskazała przy tym na stronniczość mediów oraz opóźnienie w ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich.

"Klimat polityczny poprawił się, (...) ale nierówne szanse (między kandydatami), zastraszanie wyborców i brak zaufania do procesu wyborczego osłabiały środowisko przedwyborcze" - oceniła Misja.

Obserwatorzy, którzy znajdują się na miejscu w Zimbabwe, donoszą o "staraniach mających na celu podważenie wolności wyrażania woli wyborczej" - oświadczył szef EU EOM Elmar Brok, przywołując informacje o "lekkim zastraszaniu, nacisku i przymusie" wobec wyborców, aby głosowali "za partią rządzącą".

Zobacz także

RadioZET.pl/PAP/AFP/PTD