Zamknij

Merkel zapowiedziała przyjęcie 10 tys. Afgańczyków. "Inni muszą znaleźć bezpieczne miejsce"

16.08.2021 21:23

Europejscy przywódcy reagują na przejęcie władzy w Afganistanie przez talibów. Kanclerz Niemiec Angela Merkel miała zapowiedzieć sprowadzenie co najmniej 10 tys. Afgańczyków, którzy pomagali wojskom koalicji. Natomiast prezydent Francji Emmanuel Macron podkreślił w orędziu, że należy „chronić się przed znaczącymi przepływami migracyjnymi” z Afganistanu.

Angela Merkel
fot. PAP/EPA/OMER MESSINGER / POOL

Talibowie od niedzieli kontrolują Kabul, stolicę Afganistanu. Dotychczasowe władze, które mogły liczyć na wsparcie wojsk koalicji (w większości wycofały się one na początku lipca), praktycznie bez walki oddały władze fundamentalistom sunnickim. Dotychczasowy prezydent Afganistanu Aszraf Ghani wyjechał w niedzielę do Tadżykistanu.

Gwałtowne wydarzenia w Afganistanie wywołały reakcję w europejskich stolicach. W poniedziałkowym orędziu do narodu prezydent Francji Emmanuel Macron oświadczył, że należy „chronić się przed znaczącymi przepływami migracyjnymi”. - Afgańczycy mają prawo do życia w szacunku i godności. Los Afganistanu jest w ich rękach, ale my pozostaniemy zmobilizowani u boku Afgańczyków – dodał. Macron oznajmił, iż chce „solidnej, skoordynowanej i zjednoczonej reakcji” w obliczu przejęcia władzy przez talibów w Afganistanie. Zauważył też, że Francja ma jednego wroga – terroryzm. 

Afganistan pod kontrolą talibów. Angela Merkel oferuje pomoc

Kanclerz Niemiec Angela Merkel oświadczyła, że sytuacja jest "straszna dla milionów Afgańczyków, którzy pracowali na rzecz wolnego społeczeństwa" w swoim kraju. Zadeklarowała, że Niemcy chcą ewakuować swych afgańskich współpracowników, ale dała do zrozumienia, że jej kraj nie ma zamiaru przyjąć większej liczby afgańskich uchodźców.

- Naszym głównym celem jest zaoferowanie perspektywy tym, którzy pomogli nam bezpośrednio - wyjaśniła. Inni powinni "znaleźć bezpieczne miejsce pobytu" w regionie. W tym celu Niemcy mogłyby zaoferować wsparcie dla państw sąsiadujących z Afganistanem, które przyjmą uchodźców z tego kraju. - Pomoc musi być udostępniona państwom sąsiadującym z Afganistanem tak szybko, jak to możliwe - podkreśliła kanclerz.

Merkel krytycznie oceniła międzynarodową misję wojskową w Afganistanie, która "nie zakończyła się takim sukcesem, jak planowaliśmy". - To jest świadomość, która jest gorzka - dodała.

Agencja Reuters podała, że na spotkaniu z członkami swojej partii CDU zapowiedziała sprowadzenie do Niemiec 10 tys. Afgańczyków, którzy współpracowali z wojskami koalicji. W tej grupie znajduje się 2,5 tys. współpracowników organizacji wspierających prawa człowieka. Miała dodać, że Niemcy muszą współpracować z innymi państwami, żeby jak najszybciej wydostać z kraju osoby wskazane do ewakuacji.

Boris Jonhson proponuje szczyt G7 ws. Afganistanu

Brytyjski premier Boris Johnson zamierza zorganizować wirtualne spotkanie przywódców grupy G7, aby omówić pogarszającą się sytuację w Afganistanie - poinformowało w poniedziałek jego biuro. O swoim zamiarze Johnson powiedział podczas rozmowy telefonicznej z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem.

"Johnson podkreślił, że społeczność międzynarodowa musi się zjednoczyć i przyjąć jednolite podejście w sprawie Afganistanu, zarówno jeśli chodzi o uznanie jakiegokolwiek przyszłego rządu, jak i pracę na rzecz zapobieżenia kryzysowi humanitarnemu i uchodźczemu. W tym celu premier przedstawił swój zamiar zorganizowania w najbliższych dniach wirtualnego spotkania przywódców G7 w sprawie Afganistanu" - poinformowało biuro brytyjskiego premiera.

"Przywódcy podkreślili ciągłe znaczenie wspólnej pracy nad długoterminową przyszłością Afganistanu oraz pilną potrzebę pomocy naszym obywatelom i innym osobom w dotarciu do bezpiecznego miejsca. Zgodzili się, że Wielka Brytania i Francja powinny współpracować na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ, w tym nad ewentualną wspólną rezolucją" - dodano. Wielka Brytania w tym roku przewodniczy grupie G7, którą oprócz niej tworzą USA, Kanada, Francja, Niemcy, Włochy i Japonia.

RadioZET.pl/PAP - Berenika Lemańczyk, Bartłomiej Niedziński/Reuters