Zamknij

Nazywają ją Joanną d'Arc. Była jubilerką, została snajperką

23.11.2022 11:47

Kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę, Eugenia Emerald porzuciła swoją firmę jubilerską i dołączyła do wojska ukraińskiego jako snajperka. Chociaż na początku nie było łatwo, ostatecznie na froncie znalazła miłość i wzięła ślub. Media okrzyknęły ją ukraińską Joanną d'Arc.

Eugenia Emerald, snajperka
fot. Instagram/Eugenia Emerald

Przed wybuchem wojny w Ukrainie Eugenia Emerald miała nowe plany na przyszłość. Od dziesięciu lat prowadziła pracownię jubilerską, a teraz chciała stworzyć klub integrujący ludzi. Jej plany runęły 24 lutego, kiedy rozpoczęła się rosyjska inwazja. Kobieta przeczuwała, że wybuchnie wojna i przezornie wcześniej zaopatrzyła się w zapasy amunicji. To ojciec nauczył ją strzelać.

- Jeszcze w dzieciństwie dał mi karabin. Był myśliwym i nauczył mnie posługiwania się bronią. Jako dorosła osoba uznałam, że muszę rozwijać te umiejętności bardziej profesjonalnie i zaczęłam szkolić się u żołnierza, który wrócił ze Strefy Operacji Antyterrorystycznej [na wschodzie Ukrainy - red.) w 2015 roku. Trenowaliśmy w każdą sobotę. To był dla mnie też sposób na odreagowanie stresu. Strzelałam już celnie i chciałam to rozwijać - powiedziała Eugenia portalowi PAP.pl.

Jubilerka poszła na front. "Codziennie miałam nowe obrażenia"

Jubilerka zaraz po inwazji zaciągnęła się do wojska. Najlepiej wspomina okres, w którym szkoliła się na snajpera w Sumie. - Dużo trenowaliśmy, zaczęliśmy notować świetne wyniki, nastąpił bardzo duży rozwój w szkoleniu. Potem zostaliśmy rozformowani do różnych jednostek - opowiedziała Eugenia. Kobieta przyznała, że w wojsku nie miała nikogo bliskiego i nie był akceptowana przez kolegów-żołnierzy którzy patrzyli na nią jak na "obiekt seksualny".

- Pierwszy miesiąc był fizycznie bardzo trudny. Codziennie miałam jakieś nowe obrażenia. Na szczęście mieliśmy świetnego ratownika medycznego - Jacka. Ciężko jest dźwigać cały sprzęt wojskowy, gdy stanowi on połowę twojej wagi. Ale można się przyzwyczaić fizycznie. Jednak moralnie i emocjonalnie nie umiem przyzwyczaić się do tego, co dzieje się na wojnie. Najtrudniej było, gdy straciłam mojego mentora-snajpera, który uczył mnie snajperstwa wojskowego, którego bardzo kochałam jako człowieka i nauczyciela. Kiedy umarł, bardzo mnie to załamało - przyznała żołnierka.

Sytuacja zmieniła się, kiedy o Eugenii napisał ukraiński magazyn "Elle". Artykuł przeczytał jeden z żołnierzy Sił Zbrojnych Ukrainy i napisał do kobiety w mediach społecznościowych.

Wojna w Ukrainie. Eugenia wzięła ślub na froncie

Od tego czasu zaczęliśmy pisać ze sobą codziennie. Dzwoniliśmy do siebie. Gdy byłam na służbie, zawsze był ze mną w kontakcie. Kiedy dowiedziałam się, że ma akurat wolne i jest w Kijowie, też poprosiłam dowódcę o kilka dni wolnego. Puścili mnie na trzy dni. Kiedy przyjechałam do Kijowa, była piąta rano. Spotkaliśmy się na dworcu. Spojrzeliśmy na siebie, a ja od razu zrozumiałam, że to mój przyszły mąż. Te wspólne trzy dni tylko potwierdziły, że jesteśmy dla siebie stworzeni - zdradziła Eugenia. 

Po raz drugi młodzi spotkali się na froncie i wtedy mężczyzna oświadczył się Eugenii. Także na froncie para wzięła ślub. W ukraińskie święto narodowe, Dzień Obrońcy Ukrainy, który jest obchodzony 14 października, Eugenia pojechała do narzeczonego, który walczył wtedy w obwodzie charkowskim. Tam odbył się ich ślub.

- Kiedyś powiedziałam, że pierwszą rzeczą, jaką zrobię po zakończeniu wojny, będzie rzucenie palenia i ślub. Rzuciłam już palenie, wyszłam za mąż i zaszłam w ciążę. Czyli wypełniłam plan do maksimum. Wojna na froncie dla mnie już się skończyła. Nadal pracuję w wojsku, ale jako cywil. O czym teraz marzę? Chciałabym trochę odpocząć moralnie i emocjonalnie, nie robić nic w domu przez tydzień, oglądać filmy - podsumowała kobieta.

RadioZET.pl/PAP.pl