Zamknij

“Zimna wojna” Zełenskiego. Toczy ją z głównym rywalem politycznym

24.11.2022 14:04

Pomimo rosyjskiej inwazji ukraińska polityka wewnętrzna nadal funkcjonuje. - Wołodymyr Zełenski toczy z Petrem Poroszenką "zimną wojnę" - tłumaczy gość podcastu "Współrzędne Świata" Michał Potocki, dziennikarz “DGP” i autor kilku książek o Ukrainie. Opowiada również, jak Ukraina zmieniła się z powodu rosyjskiej inwazji.

Wołodymyr Zełenski
fot. President Of Ukraine/Flick/PD (ilustracyjne)

Wojna w Ukrainie zmienia nie tylko sytuację polityczną i gospodarczą w Europie. Przede wszystkim odciska tragiczne piętno na całym ukraińskim społeczeństwie. W ciągu 9 miesięcy co najmniej 7,8 mln mieszkańców wyjechało za granicę. Według różnych szacunków zginęło do tej pory od 30 do nawet 150 tys. ludzi (w tym rosyjskich żołnierzy). Co najmniej 13 proc. ukraińskiego terytorium wciąż jest pod rosyjską okupacją, a ostatnie ataki na infrastrukturę krytyczną powodują przerwy w dostawach prądu w całym kraju.

- Sondaże zgadzają się mniej więcej z moimi rozmowami z Ukraińcami. Są bardzo wysokie morale i bardzo duża wiara w zwycięstwo. Na poziomie 90 proc. we wszystkich sondażach od początku wojny. Jednocześnie widać urealnienie obrazu tej wojny. Ukraińcy nie spodziewają się już, że zwycięstwo nastąpi za tydzień czy za miesiąc - mówi Michał Potocki, dziennikarz “DGP” i autor książek o Ukrainie.

Polityka w Ukrainie podczas wojny z Rosją

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przedłużył stan wojenny na terenie całego kraju do 23 lutego. Niewykluczone, że z powodu rosyjskiej agresji będzie on trwał znacznie dłużej. Tymczasem powoli zbliżają się terminy przeprowadzenia wyborów parlamentarnych (jesień 2023 r.) i prezydenckich (wiosna 2024 r.). Oficjalnie sondaże partyjne podczas stanu wojennego są zakazane. To nie znaczy jednak, że w ukraińskiej polityce nic się nie dzieje. 

- Konstytucja Ukrainy zakazuje przeprowadzania wyborów w trakcie stanu wojennego, nawet lokalnych. W administracji prezydenta Zełenskiego trwały rozmowy, czy nie da się tego jakoś obejść. Nie wiadomo, jak długo ten stan wojenny potrwa i czy Ukraina jest gotowa, jak Autonomia Palestyńska, nie organizować wyborów przez 15 lat. Były luźne dyskusje, żeby może np. wybory przenieść do internetu - tłumaczy Potocki.

Dodał, że administracja prezydenta Ukrainy zdaje sobie sprawę, że Zełenski i jego partia nie będą już mieli takiego poparcia jak teraz. - Kusi ich to. Jednak konstytucja jest potężnym ogranicznikiem - wyjaśnia.

Prezydent Ukrainy i jednocześnie symbol oporu wobec rosyjskiej agresji cieszy się niekwestionowanym wysokim poparciem społecznym. Nie jest jednak jedynym, którego doceniają Ukraińcy. 

- Wyraźne ambicje polityczne ma człowiek, który stał się symbolem ruchu wolontariackiego i zbiórek na armię, czyli Serhij Prytuła. Zorganizował on zbiórki na drony Bayraktar oraz satelitę zwiadowczego. Wcześniej kandydował na mera Kijowa, gdzie poniósł spektakularną porażkę. Teraz jednak jego gwiazda jaśnieje. Stał się takim bohaterem ludowym. Sondaże partyjne z powodu stanu wojennego są zakazane, ale to nie znaczy, że pokątnie się ich nie robi. Wskazują one, że Prytuła nie ma szans na pokonanie Zełenskiego, ale do Rady Najwyższej może wprowadzić grupę polityków - wyjaśnia Potocki.

EN_01516914_1835
fot.

Volodymyr Tarasov/Ukrinform/East News

Z kolei Julia Tymoszenko zniknęła praktycznie z życia politycznego. - Problem w tym, że jej wyborcy mieszkali głównie na prowincji i byli nieco starsi. Czyli czerpiący częściej informacje z telewizji, która podczas wojny została praktycznie znacjonalizowana - dodaje.  

"Zimna wojna" Zełenskiego

Gość podcastu "Współrzędne Świata" dodaje, że nawet pełnoskalowa inwazja rosyjska nie zakończyła "zimnej wojny" między Zełenskim a Petrem Poroszenką - byłym prezydentem Ukrainy. Obydwaj politycy starli się w wyborach prezydenckich trzy lata temu.  

- Poroszenko ma swoje kilkanaście procent twardego elektoratu. Jeździ po Europie, mobilizuje swoich politycznych przyjaciół do wspierania Ukrainy. Po dezintegracji środowisk prorosyjskich jest dla Zełenskiego głównym rywalem. Dla niektórych środowisk Poroszenko jest gwarantem zwiększenia inwestycji w armię. To za jego kadencji Ukraina w dużej mierze zreformowała swoją armię i była w stanie stanąć do obrony przeciwko Rosji - zauważa dziennikarz "DGP". 

EN_01526877_0106
fot.

WOJCIECH STROZYK/REPORTER/East News

Pod koniec marca Zełenski zakazał działalności 11 partii, głównie prorosyjskich. W tym Opozycyjnej Platformy – Za Życie, na której czele stał Jurij Bojko. - On jest nadal w Ukrainie i odkrył w sobie patriotyzm, ale u niego to prawdopodobnie tylko poza. Są jednak prorosyjscy politycy, którzy z powodu wojny rzeczywiście odkryli w sobie patriotyczną postawę - dodaje Potocki. Wymienia również Wiktora Medwedczuka - prorosyjskiego oligarchę, który został zatrzymany przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy, a następnie przekazany Rosji podczas wymiany jeńców. 

- Miał być odpowiedzialny za dobór ludzi do gabinetu kolaboracyjnego. Okazało się, że pieniądze, które otrzymał od Kremla na budowanie piątej kolumny, wydawał na kolumny w swoich willach i kolumny audio w swoich jachtach. W efekcie, kiedy Rosjanie zaczęli zajmować tereny Ukrainy, musieli od nowa szukać ludzi do współpracy. Bardzo długo nie znaleźli nikogo - mówi gość podcastu "Współrzędne Świata".

Nazwisko Medwedczuka kojarzone jest z Poroszenką, który może dostać nowe zarzuty prokuratorskie. W grudniu ubiegłego roku ukraińska prokuratura oskarżyła go m.in. o zdradę stanu i finansowanie terroryzmu (jak określono handel węglem z Donbasu). W styczniu tego roku sąd w Kijowie nie zdecydował się na areszt dla byłego prezydenta.

- Poroszenkę i Medwedczuka na początku łączyły ścisłe związki polityczne, później również biznesowe. To on wyciągnął Medwedczuka z niebytu podczas negocjacji o statusie Donbasu i prawdopodobnie pozwolił mu zarabiać na handlu węglem z okupowanej części Donbasu. To hak, który przeciwko niemu może wyciągnąć Zełenski - wyjaśnia Potocki.

- Kilka dni po zatrzymaniu Medwedczuka część jego zeznań została upubliczniona i wszystkie były skierowane de facto przeciwko Poroszence. Według nich o wszystkim, co robił Medwedczuk, Poroszenko wiedział, było na jego polecenie i jeszcze z tego miał korzyści finansowe. Taki był przekaz.

Powrót Ukrainy do Krymu i Donbasu

Na terenach, które były okupowane przez Rosję po 24 lutego, ukraińska administracja wraca i funkcjonuje. - W Hostomlu pod Kijowem sam widziałem, jak szybko odtworzono tzw. punkty usług administracyjnych, gdzie można załatwić większość spraw urzędowych. To były jedne z pierwszych miejsc, które odbudowano. Zdecydowanie to lepiej idzie w dużych miastach, bo tam są media, nieco gorzej w mniejszych miejscowościach - komentuje Potocki.

Dodaje, że w przypadku terenów zajętych po 2014 r. - Krymu i części Donbasu - państwu ukraińskiemu będzie znacznie trudniej. - Tam nie było wyborów. Nie wiadomo, kto miałby zostać, dajmy na to merem Ługańska. Poza tym miejscowa ludność była na starcie znacznie bardziej prorosyjska niż w Charkowie czy Chersoniu. Do tego przez osiem ostatnich lat była poddawana indoktrynacji - komentuje.

- Tam jest całe pokolenie ludzi, którzy w 2014 r. poszli do szkoły i teraz właśnie kończą podstawową edukację. Oni zostali zindoktrynowani w całości. W Donbasie duża praca będzie z miejscową ludnością. Ta o proukraińskim nastawieniu gdzieś na przestrzeni ostatnich 8 lat wyjechała. Reszta nie mogła sobie pozwolić na wyjazd albo wierzyła, że zaraz tam przyjdzie Rosja. Pytanie, czy tam Rosja przyszła faktycznie. Nawet na ultranacjonalistycznych kanałach rosyjskich w mediach społecznościowych można znaleźć pytania: "gdzie wy jesteście?". 

W ocenie eksperta od spraw ukraińskich za rok jeszcze nie będzie mowy o traktacie pokojowym i zakończeniu wojny. - Prawdopodobnie nie będzie już walk o takiej intensywności, bo chyba żadna ze stron nie ma na to wystarczających zasobów. Mam wrażenie, że ostatnią próbą zmiany sytuacji na froncie może być potencjalna rosyjska ofensywa wiosną po odbudowie logistyki, wyszkoleniu zmobilizowanych rezerwistów i zimie, która ma złamać ukraińskie społeczeństwo w sensie moralnym. Kreml liczy też na ograniczenie wspierania Ukrainy z Zachodu - prognozuje.

loader

RadioZET.pl