Zamknij

Prezydent Poznania dla RadioZET.pl: Tęczowy Jacek? Nie obrażam się, ale to Kaczyński gra ideologicznie. To, jak nas podzielił, to zbrodnia na narodzie polskim [WYWIAD]

16.10.2018 13:28
Jaśkowiak
fot. Adam Jastrzębowski/Reporter

Traktuję tę prezydenturę jak maraton, w którym chcę dać z siebie maksimum. Rozkładam siły tak, by starczyło mi ich właśnie na te 9 lat - mówi w wywiadzie dla RadioZET.pl Jacek Jaśkowiak. Popierany przez Koalicję Obywatelską prezydent Poznania walczy o reelekcję i według naszego sondażu ma duże szanse na zwycięstwo już w I turze. 

Mikołaj Pietraszewski, RadioZET.pl: Można już Panu gratulować? Ostatnie sondaże dają panu ponad 50 proc. poparcia i wygraną w I turze.

Jacek Jaśkowiak: Decyzja należy do wyborców, ja zaakceptuję każdy wynik. Oczywiście, cieszy mnie poparcie tego, co przez ostatnie lata zrobiliśmy. Ale – jak w sporcie – to, że jest się faworytem w jakimś sondażu, nie oznacza, że taki będzie rezultat.  

Łatwiej walczyć za pierwszym razem, niejako przedstawiając się potencjalnym wyborcom czy o reelekcję, kiedy trzeba utrzymać zaufanie, którym Pana cztery lata wcześniej obdarzono?

Nie podchodzę do tego w ten sposób. To, że powierzono mi kierowanie Poznaniem, traktuję jako zaszczyt i wyzwanie. Staram się robić wszystko, by wywiązać się ze swoich zobowiązań i odpowiednio wykorzystywać każdy dzień tej prezydentury. Cieszyłbym się, gdybym mógł przez kolejnych 5 lat dokończyć, co rozpocząłem, bo wtedy Poznań zmieni się diametralnie: będziemy konkurowali nie z innymi miastami w Polsce, ale z tymi w zachodniej Europie.

Zobacz także

 „Kierunek Europa” – tak brzmi pańskie hasło wyborcze. Poznań jest albo może być blisko Europy nie tylko w sensie geograficznym, ale też kulturowym, społecznym?

Tak właśnie uważam. Ta symbolika jest dla mnie istotna w tym trudnym dla Polski okresie, gdy rząd PiS podejmuje działania w pewnym sensie nas z tej Europy wypychające. Wolność mediów, wypowiedzi, demonstracji – wszystkie elementy, które funkcjonują w Europie Zachodniej i stanowią fundamenty Unii Europejskiej są dla mnie bardzo ważne.

Ale za tą sferą symboliczną idą też konkretne działania: w zakresie transportu zrównoważonego, budowy mieszkań komunalnych i socjalnych. To model życia bardziej zachodnioeuropejski od tego np. na Białorusi czy w Rosji. I w sytuacji, gdy na poziomie krajowym widzimy zbliżenie z Moskwą, hasło „Kierunek Europa” ma tym bardziej podwójne znaczenie.

Do spraw ogólnokrajowych jeszcze dojdziemy, ale gdyby mógł Pan najpierw wymienić najważniejsze osiągnięcia swojej administracji w ostatnich czterech latach, co by to było?

Dla nas bardzo istotne jest przywrócenie Poznaniowi rzeki Warty, gdzie ludzie coraz liczniej i chętniej spędzają czas. Dalej – zwiększenie zainteresowania kulturą, jej dostępność, przekładająca się na masowe uczestnictwo mieszkańców w wydarzeniach kulturalnych.

Kolejna rzecz – inwestycje w transport publiczny. Stawiamy na priorytet dla komunikacji zbiorowej, kupiliśmy 50 nowych tramwajów, jednocześnie remontując istniejące torowiska, czego wcześniej tego nie robiono. To inwestycje mniej spektakularne, nie tak, jak przecinanie wstęgi przy otwarciu nowego obiektu.

Jaśkowiak
fot. UMP

Dla mnie bardzo liczy się również to, że nasze projekty są impulsem dla inwestycji w sektorze prywatnym.

No i na koniec – lokalny patriotyzm, rozumiany niekoniecznie jako udział w jakichś uroczystościach i przypisywanie sobie zasług przodków, ale rzeczywiste dbanie o nasze dziedzictwo. Przeprowadziliśmy np. naprawdę solidną rewitalizację głównej ulicy handlowej Św. Marcin. Tak samo zajmiemy się Starym Rynkiem i sąsiednim placem Kolegiackim, zastawionym do tej pory samochodami.  

Przeciwnicy zarzucają Panu, że po tych czterech latach nadal nie zna Pan Poznania.

Jestem poznaniakiem od pokoleń, nie wiem nawet, jak licznych. Tu się urodziłem, skończyłem szkołę średnią, studia. I tu przez cały czas pracuję.

Przez ostatnie 4 lata odbyłem kilkadziesiąt otwartych spotkań z mieszkańcami, właściwie na każdym osiedlu. Robię zakupy na lokalnych rynkach, a pracujący tam kupcy znają mnie i wiedzą, że to nie na potrzeby kampanii. Naprawdę dużo rozmawiam z poznaniakami, a to jeden z najlepszych sposobów poznawania miasta.

Jeżdżę też komunikacją publiczną i rowerem. Nie patrzę na Poznań zza przyciemnionych szyb limuzyny. Choć oczywiście czasem z niej korzystam, żeby nie było, że w ogóle nie jeżdżę samochodem (śmiech).

Ludzie podchodzą do Pana na ulicy, chwalą, krytykują, radzą?

Oczywiście, że tak. Podam przykład – ostatnio kręciliśmy film na potrzeby kampanii. Ekipa chciała zatrudnić statystów, ale powiedzieliśmy jasno: mamy na to trzy godziny, więc lepiej niech nakręcą, jak podchodzą autentyczni mieszkańcy. Byli zdziwieni, że poznaniacy rzeczywiście zagadują, robią sobie ze mną selfie. To nie jest wyreżyserowane.

Szczerość w polityce popłaca?

Wydaje mi się, że dla mieszkańców ma znaczenie to, że nie udaję, jestem szczery, czasem podejmuję niepopularne decyzje. Ludzie to widzą i doceniają.

Pytam o to w kontekście wywiadu-rzeki, który ukazał się przed rokiem („Dżej Dżej. Rozmowy z Jackiem Jaśkowiakiem Prezydentem Poznania” – przyp. red). Jest Pan w nim szczery do bólu, nie ukrywa żadnych szczegółów, także z życia prywatnego.

To była propozycja Włodka Nowaka i Violetty Szostak. Długo się nad tym zastanawiałem, ale uznałem, że – jak się zgadzać – to bez znieczulenia.

Dzięki tym rozmowom sporo zrozumiałem, m.in. różne elementy dotyczące mojego dzieciństwa. Np. to, jak ważną rolę odegrał w moim życiu mój ojciec, który zginął, gdy miałem 6 lat. Skorzystałem z tej rozmowy jako szansy, pozwalającej mi lepiej zrozumieć samego siebie.

W jakim stopniu wynikało to z wewnętrznej potrzeby, a w jakim z kalkulacji politycznej?

Absolutnie nie kalkulowałem. Byłem wręcz przekonany, że politycznie mi się to w ogóle nie opłaci. Dla mieszkańców mogło to być nie do zaakceptowania, mogliby woleć celofanowego polityka, który w kampanii wyborami tylko udaje, a bezpośrednio przed wyborami idzie na trzy niedzielne msze, jak to robił chociażby mój poprzednik, Ryszard Grobelny.

Czytając Pana program można odnieść wrażenie, że brak w nim spektakularnych, populistycznych propozycji, jak u niektórych z Pana rywali.

Spektakularne obietnice łatwiej przebijają się w mediach. Poza tym, wynikają z kompleksów proponujących je polityków. Ten okres rywalizacji miast: gdzie będzie większy stadion, hala sportowa czy aquapark – już minął.

My np. przeznaczyliśmy prawie 100 mln zł na remonty 80-90 tys. m. kw. chodników. To bardzo ważne dla poprawy komfortu życia mieszkańców. Oczywiście, łatwiej jest gdzieś na obrzeżach miasta – bo to nie zakłóci ruchu w centrum – zbudować halę widowiskowo-sportową i potem przeciąć wstęgę na otwarciu. Ja natomiast wychodzę z założenia, że poznaniacy nie mają kompleksów. Dlatego czas skończyć z PR-em, działaniem pod publikę i kompleksami polityków, które determinowały podejmowane przez nich decyzje.

Śni się Panu po nocach tramwaj na Naramowice albo inne niedokończone inwestycje?

O tym tramwaju Grobelny mówił przez 16 lat, nic z tym nie robiąc, chociaż sam mieszka na Naramowicach. Mało tego, w tej sprawie nie było nawet dokumentacji. De facto musieliśmy zaprojektować tę inwestycję od nowa.

Na 10 projektów prowadzonych przez mojego poprzednika, 9 nie było realizowanych w założonym harmonogramie i budżecie, a znacznie dłużej i drożej. Niechlubnym przykładem jest Rondo Kaponiera (umiejscowiony w centrum miasta główny węzeł komunikacyjny Poznania – przyp. red).

Jaśkowiak
fot. Jacek Jaśkowiak z wiceprezydentami Mariuszem Wiśniewskim i Maciejem Wudarskim/Facebook Jacek Jaśkowiak

Wyciągnęliśmy wnioski z błędów popełnionych w przeszłości i teraz planujemy wszystko bardzo roztropnie. Jeżeli np. budujemy mieszkania, to nie w szczerym polu, bez dostępu do komunikacji publicznej. Nie chcemy tworzyć getta z bloków socjalnych i komunalnych, choć oczywiście stworzenie jednej takiej dzielnicy byłoby najłatwiejsze. Chodzi jednak o to, żeby takie mieszkania rozproszyć i różnicować strukturę mieszkańców.

W Wiedniu mieszkania komunalne i socjalne to 30% zasobów lokalowych miasta. Nasze to 7% – trzeba je rozsądnie zwiększać. Za mojego poprzednika zostały zredukowane z 20 tys. do 12 tys. lokali, bo mieszkania sprzedawano z dużą bonifikatą. Teraz musimy ten zasób odtworzyć, co stopniowo się już udaje. Oddaliśmy około 800 mieszkań, czyli wielokrotność tego, co powstało za poprzedniej prezydentury. Proszę zresztą zobaczyć, jak zareagował kapitał prywatny: w Poznaniu buduje się teraz dwukrotnie więcej mieszkań niż wcześniej.

Byłby Pan w stanie złożyć teraz konkretną obietnicę, ile mieszkań zbudujecie w ciągu najbliższych pięciu lat?

Tak, w tym momencie jestem w stanie taką obietnicę złożyć. Mamy przygotowane pola inwestycyjne pod budowę 1000 mieszkań rocznie, a więc 5 tysięcy w czasie następnej kadencji.

Nie czuje się Pan niezręcznie, że wśród kandydatów na fotel prezydenta jest również pana zastępca Tomasz Lewandowski?

Lewica jest w polityce bardzo potrzebna, a Tomasz Lewandowski jest w Poznaniu jej najmocniejszą postacią. Jeśli ktoś ma pociągnąć ich listy, to on. To trochę, jak w pojedynku bokserskim – mogę z nim wyjść na ring bez obaw o ciosy poniżej pasa, bo to będzie merytoryczna dyskusja, na punkty. A po zejściu z ringu możemy być przyjaciółmi, nie widzę problemu. Na pewno nie będzie to miało wpływu na ew. współpracę w następnej kadencji, bo jeśli usłyszę od niego słowa krytyki, to wiem, że będzie konstruktywna – od kogoś, kto zna miasto i wykazał się umiejętnościami zarządczymi.

Im więcej kandydatów najlepszych z możliwych, tym lepiej dla Poznania. Nie chodzi o to, by łatwo wygrać ze słabymi konkurentami. Wystawienie najlepszego zawodnika z każdej formacji leży w interesie poznaniaków.

Czy Poznań jest łatwym miastem do rządzenia?

Jasne, że kierowanie Poznaniem jest trudniejsze niż np. jakąkolwiek firmą. Natomiast mój poprzednik bardzo dużą wagę przywiązywał do PR-u. Wykreował swój wizerunek jako osoby sprawnej zarządczo. Ale właśnie: to był tylko wizerunek, a rzeczywistość mocno od tego odstawała.

Jeśli miasto przejmuje się po kimś takim, to jest o tyle łatwiej, że można je ulepszyć prostymi ruchami, jak np. remonty torowisk i chodników, rewitalizacją parków, budową placów zabaw. I to te mniejsze inwestycje poprawiają komfort mieszkańców, a nie nowy stadion czy hala.  

Funkcjonuje taki powszechny stereotyp Poznania jako miasta konserwatywnego, niechętnego zmianom. Chodząc np. w Marszu Równości czy prowadząc politykę przychylną rowerzystom, czuje się Pan pionierem?

Mentalność zawsze zmienia się najpóźniej. Prościej jest inwestować w infrastrukturę. Jednak Poznań oknem na świat dzięki Międzynarodowym Targom Poznańskim był już za komuny, więc otwarcie na Europę jest szybsze.  

Ale to jest też trochę tak, że konserwatywny wizerunek Poznania wykreowano za rządów mojego poprzednika. Nazywano go miastem „zasłoniętych firanek”… A poznaniacy wcale tacy nie są. Aktywnie uczestniczą np. w Marszu Równości. W ostatnim przeszło siedem tysięcy osób, a mnóstwo ludzi pozdrawiało uczestników wzdłuż trasy, z okien. Więc to nie ja, ale mieszkańcy są tutaj pionierami.

Marsz Równości to rodzaj protestu przeciwko wykluczeniu i dyskryminacji z różnych względów. Nie tylko z powodu orientacji seksualnej, ale także z uwagi na wyznanie, światopogląd, pochodzenie, inne kwestie.

Warto również wspomnieć, że w Poznaniu mamy bardzo aktywne środowisko kobiet – to przecież u nas w zeszłym roku odbył się Kongres Kobiet – pierwszy raz poza Warszawą.

Jaśkowiak
fot. Przemysław Szyszka/SE/East News

Prowadzi Pan ideologiczną krucjatę? Tak twierdzi Jarosław Kaczyński.

To zakrawa na sarkazm! Przecież to mówi osoba, która skłóciła Polaków, do tak głębokich podziałów doprowadzając kłamstwem smoleńskim i innymi działaniami. To, jak Kaczyński nas podzielił, uważam za zbrodnię na narodzie polskim. Podobnie, jak próby poniżenia Lecha Wałęsy, Władysława Frasyniuka czy wielu ludzi, rzeczywiście walczących o wolność i demokrację, narażających życie, więzionych. To Kaczyński prowadzi wojnę ideologiczną, a – co więcej – robi to w interesie Moskwy.

Sam by temu zaprzeczył. Mało tego, niejednokrotnie posługiwał się przecież ostrą, antyrosyjską retoryką.

Pytanie, czy on to robi świadomie, czy przez taki sposób działania jest tylko narzędziem w rękach Rosji, nawet nie zdając sobie z tego sprawy… Wiadomo przecież, jaki wpływ na wybory w Stanach i innych państwach na Zachodzie potrafił mieć Putin.

W jednym z wywiadów powiedział Pan, że stylem rządzenia Kaczyński przypomina Łukaszenkę i Putina.

Bo on jest przesiąknięty komunizmem. Jego metody działania: niszczenie niezależności mediów, brak szacunku dla trójpodziału władzy, demolowanie systemu sądownictwa, łamanie Konstytucji mówią – same za siebie. Tak uprawia się politykę w państwach wschodnich.

To człowiek, który – poza rosyjskim – pewnie nie zna żadnego obcego języka… Choć nie jestem pewien, czy nawet zna rosyjski. Nie bywa w Europie, nie rozumie tego świata zachodniego. Żyje, jak 100 lat temu. A już zupełnie niezrozumiała jest dla mnie jego fascynacja Piłsudskim, którzy – w przeciwieństwie do Kaczyńskiego – był za różnorodnością.

Nie można mu odmówić inteligencji, ale stworzenie przez niego podziałów, psucie naszych relacji z UE – jest karygodne.

Czyli te wybory mogą być kluczowym elementem na drodze to parlamentarnych?

Z pewnością ważne dla demokracji. Jeśli w tej chwili obronimy samorządy przed tym, co proponuje PiS, to jestem przekonany, że następne wybory będzie dużo łatwiej wygrać. Stąd mam świadomość ciężaru, jaki dźwigam.

Czy Koalicja Obywatelska to wystarczająca siła, żeby się zmierzyć z Kaczyńskim? Opozycji zarzuca się brak wyraźnego lidera, rozproszenie, niespójność programową.

To, jak Schetyna scementował środek sceny politycznej i potrafił się porozumieć z Nowoczesną czy z Inicjatywą Polską, świadczy o wielkich umiejętnościach. Potrzebujemy tej pracy organicznej, pracy u podstaw. Odpowiedzią na to, co robi PiS, nie może być kolejna partia wodzowska, z przywódcą pokroju Kaczyńskiego.

Co więcej, jestem przekonany, że lewica też się pozbiera. I że SLD, Razem, Robert Biedroń – jakoś połączą siły. Życzę im, by zrobili to samo, co Schetyna z Lubnauer i Nowacką zrobili w centrum. Jeśli tak się stanie, o losy kraju jestem spokojny. Wtedy PiS przegra wybory parlamentarne. I to mocno.

Czy czuje się Pan przedstawicielem lewego skrzydła Platformy Obywatelskiej? Bo jednak jeśli chodzi o poglądy, daleko Panu do Grzegorza Schetyny.

Myślę, że PO się zmienia. Ewoluujemy w tym samym kierunku, co chociażby CDU. Jesteśmy bardziej proeuropejscy i nawet, jeśli będziemy się nazywać partią centrową – jak wspomniane CDU – to jednak nasze wartości, m.in. rozdział Kościoła od państwa, są fundamentami demokracji zachodnioeuropejskiej – innej, niż ta białoruska czy rosyjska.

Widział Pan „Kler” Wojciecha Smarzowskiego?

Tak, i jestem poruszony tym filmem. Moim zdaniem był Kościołowi potrzebny. Mam nadzieję, że dzięki „Klerowi” i głosom takich duchownych jak o. Dostatni czy bp Czaja – dużo się zmieni.

Co na przykład?

Kościół na pewno zapłaci wysoką cenę za swój romans z PiS, za ingerowanie w poprzednie wybory parlamentarne, za sklejenie z konkretną formacją polityczną. Za wielki błąd Kościoła uważam także tolerowanie tych wszystkich Rydzyków, Dydyczów, Głodziów. Poniekąd „Kler” jest o nich.

To będzie Kościół sporo kosztowało. Mam nadzieję, że przynajmniej część episkopatu, choćby abp Gądecki, zobaczy ten film i wyciągnie z niego wnioski.

Pan się dobrze czuje w PO, która również prowadziła wobec Kościoła raczej uległą i niekonfrontacyjną politykę?

Ja trochę zmieniam Platformę od środka i widzę, że rozmowy ze Schetyną czy innymi politykami przynoszą skutek. Jak kiedyś śpiewał Kaczmarski: „A ty siej. A nuż coś wyrośnie. A ty - to, co wyrośnie – zbieraj”. Dostrzegam, jak zmienili się moi koledzy i koleżanki. Np. mój udział w Marszu Równości na początku był dla nich szokujący.

Odradzano Panu?

Już zdążyłem pójść, więc odradzić nie mogli (śmiech). Ale ich dzieci, które biorą udział w takich marszach, mówiły „zobaczcie, Jaśkowiak potrafił pójść, a dlaczego Wy nie poszliście?”

Denerwują Pana określenia typu „tęczowy Jacek”? Czuje Pan, że redukuje się Pana działalność głównie do kwestii ideologicznych?

95% czasu poświęcam kwestiom zarządczym, czego najlepszym wyrazem są wysokie oceny ratingowe dla Poznania lub inwestycje – te, które już udało nam się zrealizować i te, które są w toku.  

Wiem, co interesuje media, a tym samym – społeczeństwo. Fakt, że jestem bardziej kojarzony z Marszem Równości niż z remontem chodników uważam za swego rodzaju zachwianie proporcji.

Ale nie mam z tym problemu, podoba mi się nawet określenie „tęczowy Jacek” – w końcu tęcza to w kolarstwie symbol zwycięstwa… Obrażanie się to największa możliwa głupota, jaką można popełnić w polityce.

Jaśkowiak
fot. Adrian Wykrota/Polska Press

Na radnego Michała Boruczkowskiego za stworzenie gry komputerowej, w którym głównym antagonistą jest właśnie „Tęczowy Jacek”, też się Pan nie obraził?

Oczywiście, że się nie. Traktuję to z przymrużeniem oka. Ostatnio miałem 12-rundowy sparing z zawodowym bokserem i trenerem. W pewnym momencie zapytał jednego z obecnych kibiców, takiego z kotła Lecha, mocno wytatuowanego: „będziesz głosował na Tęczowego?” Widziałem jego konsternację… nie wiedział, co powiedzieć! (śmiech).

Wielokrotnie podkreślał Pan, że będzie rządził maksymalnie dwie kadencje. Trzyma się Pan tej deklaracji?

Tak.

I co dalej?

Wracam do biznesu.

Nie kusi Pana dalsza kariera w polityce? Np. Parlament Europejski?

Nie mam takich planów. Ale polityka jest grą zespołową… jeśli za 5 lat Schetyna lub inni koledzy poproszą mnie, bym się czegoś podjął, to oczywiście wtedy to rozważę.

Uważam, że dłuższe sprawowanie tej funkcji byłoby błędem. Traktuję tę prezydenturę jak maraton, w którym chcę dać z siebie maksimum. Rozkładam siły tak, by starczyło mi ich właśnie na te 9 lat. Wtedy będę miał 60 lat. Pewnie bardziej zapragnę spokoju, niż wychodzenia na nowy ring.

Rozmawiał Mikołaj Pietraszewski, RadioZET.pl