Zamknij

Zamordował i oskórował studentkę? Ojciec oskarżonego: Znaleźli sobie kozła ofiarnego

13.09.2022 12:37

14 września w krakowskim Sądzie Okręgowym ma zapaść wyrok w głośnej sprawie sprzed ponad 20 lat. Młoda studentka religioznawstwa zaginęła w Krakowie w listopadzie 1998 roku. Dwa miesiące później z Wisły wyłowiono ludzką skórę. Po badaniu DNA okazało się, że należała do brutalnie zamordowanej 23-letniej Katarzyny Zowady. O zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem oskarżony został krakowianin Robert J. Grozi mu dożywocie.

Zamordował i oskórował studentkę? Ojciec oskarżonego: Znaleźli sobie kozła ofiarnego
fot. Beata Zawrzel/REPORTER

Historia rozczłonkowania i oskórowania ciała krakowskiej studentki wstrząsnęła całą Polską. Śledczy zgodnie twierdzili, że była to pierwsza taka zbrodnia w historii polskiej kryminalistyki. Sprawie w mediach nadano kryptonim “Skóra” i porównywano ją do fabuły filmu “Milczenie owiec”. Bohater filmu “Buffalo Bill” zabijał kobiety i zdejmował z nich skórę. 

Mimo wysiłku śledczych sprawę umorzono pod koniec 1999 roku z powodu braku wykrycia sprawcy morderstwa. Dopiero w 2012 roku dzięki ujawnieniu nowych dowodów śledztwo zostało wznowione. Sprawę już kilka lat wcześniej przejęła specjalna komórka policyjna tzw. “Archiwum X”, która bada niewyjaśnione zbrodnie. 

W 2017 roku w efektownej akcji policji, przy kamerach telewizyjnych zatrzymany został 52-letni mieszkaniec Krakowa Robert J. Chory na schizofrenię mężczyzna jest synem krakowskiego poety. Robert J. nie przyznaje się do winy. Od pięciu lat pozostaje w areszcie śledczym. Zdaniem prokuratury mężczyzna był od początku w gronie podejrzanych, ale dopiero po latach udało się zebrać dowody na jego winę. 

- W mojej ocenie dowody są bardzo mocne - mówił dziennikarzom prokurator prowadzący sprawę Piotr Krupiński. 

Proces toczy się za zamkniętymi drzwiami, ale jak udało się ustalić reporterom programu "Superwizjer TVN" dowody na winę Roberta J. nie są tak oczywiste, jak twierdzi prokuratura. Chodzi głównie o znalezione w mieszkaniu oskarżonego włosy, które według prokuratury należały do zamordowanej Katarzyny. Ustalono to jednak nie na podstawie badania DNA a badania morfologiczno-porównawczego włosa. Zdaniem ekspertów, wynik takiego badania nie może stanowić dowodu w sprawie.

Z kolei reporterka “Dużego Formatu” Monika Góra pisze o wielu kłamstwach i manipulacjach, którymi śledczy karmili media przez wszystkie lata śledztwa. Jedną z nich miała być informacja o tym, że Robert J. został zwolniony z pracy w Instytucie Zoologii Uniwersytetu Jagiellońskiego za wymordowanie królików. Reporterka rozmawiała z byłym przełożonym mężczyzny, który zaprzeczył, aby Robert J. miał zostać zwolniony z tego powodu. 

– Mógł to robić, zwłaszcza zwierzęta niepotrzebne – powiedział reporterce profesor Zbigniew Dąbrowski odpowiadając na pytanie, czy Robert J. mógł uśmiercać zwierzęta.

Ojciec Roberta J.: "Ogłoszenie wyroku? Nie chcę tego widzieć"

Robertowi J. grozi dożywocie. Przed ogłoszeniem wyroku w sprawie “Skóry” udało nam się porozmawiać z ojcem oskarżonego.

Mateusz Kapera: Jakiego wyroku Pan się spodziewa?

Józef J.: Jeżeli kruk krukowi oka nie wykole, to zapadnie wyrok taki, jaki prokurator sobie wymyślił. Natomiast, jeśli sąd będzie się kierował prawdą, to powinien zapaść wyrok uniewinniający mojego syna. 

Co Pan sądzi o dowodach zebranych przeciwko Panu synowi?

To jest manipulacja. Prokurator Krupiński razem z byłym szefem “Archiwum X” Bogdanem Michalcem stworzyli sobie jakąś teorię, do której sobie dopasowali pewne fakty, które w pewnym sensie się zazębiają. Niestety, na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą. A ponieważ Robert ma pewne zaburzenia osobowości, jest zamknięty w sobie i ma kłopoty zdrowotne, to wykorzystali okazję. Znaleźli sobie kozła ofiarnego. 

Śledczy twierdzą, że Robert zamordował Katarzynę Zowadę, a później zrobił gruntowny remont mieszkania. Po latach prokurator miał znaleźć tam włos Katarzyny.

To wszystko jest niezgodne z prawdą. Otóż remont został wykonany, ale to było na rok przed tym, jak ta kobieta zginęła. Sąsiedzi, którzy mają dziś po 80 lat, pomylili daty, więc twierdzili to, co twierdzili. Jeśli chodzi o włos, to dlaczego nie poddano go badaniu DNA? Tylko się oparto na badaniu porównawczym?

Jak to się wszystko zaczęło?

Kolega Roberta Leszek L. zadzwonił na policję i powiedział, że to Robert zabił tę dziewczynę. Później jeszcze napisał obszerny donos na Roberta. A ponieważ policji pasowało, że Robert kiedyś ćwiczył podnoszenie ciężarów i że nieopatrznie poszedł na cmentarz, czy zaniósł kwiaty matce zamordowanej dziewczyny, to go wytypowali na mordercę.

Po co Robert to zrobił?

Zaraz po tym, gdy zamordowano tę kobietę, może pół roku później, przyszli do mieszkania policjanci i wzięli go na przesłuchanie na komisariat. I tam z niego sobie kpili. Wykorzystywali to, że on jest szczery, łatwowierny i przede wszystkim chory. Zostawili nienaładowany pistolet na stole i wyszli. Myśleli, że może będzie im groził. Później wypytywali go: no i co by pan zrobił z takimi zwłokami? Jakby się ich pozbyć? A może pan kupi kwiaty i zawiezie je matce ofiary, która cierpi? No to Robert się zaczął pytać o jej adres. Ja też nie mogłem się nadziwić, że kiedy był podejrzany, to po co on tam łaził? To tak jakby ktoś sobie podcinał gałąź, na której siedzi. Tłumaczył nam, że pojechał ponieważ ta kobieta musiała bardzo cierpieć. Taki to właśnie jest człowiek.

Śledczy, według Pana, wykorzystywali chorobę psychiczną syna?

Oczywiście, że wykorzystują, a wręcz podważają wiedzę innych lekarzy. Prokurator twierdzi, że Robert symuluje. 

Czy Panu przeszła kiedykolwiek przez głowę myśl, że syn mógł dokonać tej przerażającej zbrodni?

Nie, nigdy. Ale mam żal do Roberta. Mam żal, bo jest zamknięty w sobie. Ja jestem otwarty. Mówię to, co czuję. Jak ktoś mi robi krzywdę, to mówię o tym wprost. Ja jestem pewny na 99,9 proc., że on tego nie zrobił. Dlaczego tak? Być może Robert coś widział i krył kogoś. Wiem, że jest dobrym człowiekiem, uczciwym i pobożnym.

W jakim stanie jest Pana syn?

Płacze. Mówi, że jest niewinny, że strasznie cierpi. Uważa, że zrobiono mu straszną krzywdę. Mówi, że nie chce już żyć, że powinien teraz pomagać stary rodzicom, a nie siedzieć w areszcie. Nie ma dolnych zębów. Robili mu takie numery: jechał w więźniarce skuty kajdankami, siedząc na krześle i jak samochód hamował, to on uderzał twarzą w kraty. 

Co mówił Robert, gdy widywał się Pan z nim w areszcie?

Dlaczego ja? Dlaczego to na nas spadło? Takie są jego pytania, które zadaje sobie, kiedy jest sam, czy z rodzicami. Jak go pierwszy raz aresztowali i po pięciu godzinach wypuścili, to przyszedł do domu i zachowywał się, jak szalony. Płakał, uderzał głową o ścianę i rozbił dwie szklanki. I my też zadajemy sobie pytanie, dlaczego to padło na naszą rodzinę. 

Jak zmieniło się Pana życie, po tym, gdy oskarżono syna o zamordowanie Katarzyny Zowady?

Mam wielu znajomych, którzy nabrali wody w usta i odsunęli się ode mnie. Kiedyś, jak opublikowałem jakiś dobry tekst w internecie, to znalazł się na przykład człowiek, który napisał do mnie: powiedz, czy to Ty jesteś ojcem tego, który zamordował kobietę i ściągnął z niej skórę? Pojawiały się też głosy, że nas, rodziców powinno się ukatrupić, włożyć do formaliny i pokazywać studentom na jakichś tam ćwiczeniach. Czy, że powinno mi się zabrać odznaczenia państwowe.  

Przyjdzie Pan na ogłoszenie wyroku?

Nie przyjdę, bo nie potrzeba mi sensacji. Nie chcę tego widzieć. Ja jestem dobrej myśli. Jest takie powiedzenie, że Bóg jest nierychliwy, ale sprawiedliwy. 

Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl

RadioZET.pl