Pan Jan i pani Bożena są małżeństwem. Ona zajmuje się domem i dwójką nieletnich dzieci, on przynosi do domu około 10 tysięcy złotych brutto miesięcznie. Pan Paweł i pani Karolina nie są małżeństwem, ale także wychowują dwójkę dzieci. Sytuacja jest analogiczna: pani Karolina zajmuje się dziećmi, a pan Paweł zasila wspólny budżet kwotą 10 tys. zł brutto miesięcznie. Co różni te dwie
? Wedle polskiego prawa rodzice będący małżeństwem mają większe prawo, by korzystać z ochrony i przywilejów, niż rodziny bez formalnych więzi. Przykład? Podatki.
Niższy PIT tylko dla małżeństw
Pan Paweł i pani Karolina są „w plecy” kilka tysięcy złotych rocznie tylko dlatego, że nie zechcieli się pobrać. Wspólne opodatkowanie małżonków, z którego skorzystają Jan i Bożena, pozwoli uwzględnić podwójną kwotę wolną od podatku (razem 60 tys. złotych) i dzięki zsumowaniu dochodów ostatecznie zapłacić niższy podatek. Małżeństwo skorzysta też z ulgi dla klasy średniej, gdyż połowa ich zarobków mieści się w limicie uprawniającym do skorzystania z tej preferencji. Pan Paweł z kolei, nie dość, że nie rozliczy się z żoną, to dodatkowo ostatecznie zarobi o ponad tysiąc złotych mniej niż przed Polskim Ładem.
Popularne w magazynie
Rząd żyje w bliżej nieuzasadnionym przekonaniu, że o trwałości związku świadczy fakt zawarcia małżeństwa. Zachęca do tego różnego rodzaju preferencjami finansowymi: dorzuca więcej pieniędzy na dzieci, do mieszkania, czy umożliwia wspólne rozliczenie podatkowe. W rządowym dokumencie o nazwie Strategia Demograficzna 2040 już na wstępie zdefiniowano, jak powinna wyglądać rodzina. Jak zaznaczono, „najlepiej na rozwój dziecka wpływają trwałe rodziny uformowane przez oboje rodziców”.
„Szczególna rola przypada tu sformalizowanym małżeństwom, które nie tylko są najtrwalszą formą związku, ale również mają największą dzietność (...) Upowszechnienie i zwiększenie trwałości małżeństw, a także tworzenie warunków do posiadania dzieci, należy do najważniejszych interesów państwa i społeczeństwa oraz do obowiązków władz publicznych" - głosi Strategia Demograficzna.
Nie dziwi zatem fakt, że pary żyjące “na kocią łapę” tracą, chociażby na podatkach. Rodzi się wówczas pytanie, czy takie rodziny mieszczą się w rządowej definicji „rodziny”?
Jak zauważa konstytucjonalista dr Kamil Stępniak, małżeństwo, jako związek kobiety i mężczyzny, jest konstytucyjnie chroniony. - Nie ma więc prawnych przeszkód, by małżeństwa miały przywileje, których nie mają związki nieformalne. Z orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego wynika jednak, że każda rodzina, bez względu na poziom sformalizowania relacji, powinna być traktowana tak samo. Bez znaczenia powinien być fakt zawarcia małżeństwa czy posiadania potomstwa. Na gruncie Konstytucji zarówno konkubinat, jak i samotny ojciec z dzieckiem i małżeństwo stanowią rodziny – wyjaśnia nasz rozmówca.
Jak w praktyce przepisy traktują rodziny inne niż model mama, tata i dziecko? Polski Ład i ulga dla samotnych rodziców stoją nieco na bakier z teorią sprawiedliwości społecznej.
Samotni rodzice a rządowy ideał
Dotychczas osoby samotnie wychowujące dzieci mogły rozliczyć się z dzieckiem na analogicznych zasadach jak małżonkowie. Dzięki temu rodzic, który musi pracować i zarabiać na dwóch, mógł w wielu przypadkach pomniejszyć podatek.
Małgorzata Samborska, ekspertka podatkowa z Grant Thornton w naszym podcaście „Biznes. Między Wierszami” mówiła, że zastąpienie ulgi dla samotnych rodziców kwotą 1500 złotych to dla wielu rodzin niekorzystna reforma. Gdyby ulga została to podatek w przypadku wspólnego rozliczenia byłby liczony dopiero od kwoty 60 tys. złotych. Jak wyjaśnia ekspertka, dziecko i jego opiekun korzystaliby wówczas z podwójnej kwoty wolnej od podatku.
- Rządzący uznali, że taki stan prawny byłby promocją takiego modelu rodziny, w którym tylko jeden rodzic sprawuje opiekę nad dzieckiem. Czy to sprawiedliwe? Porównajmy dwie rodziny: w jednej jeden z rodziców nie pracuje i zajmuje się dzieckiem, a drugi zarabia. Druga rodzina to osoba samotnie wychowująca dziecko, która musi pracować i nie otrzymuje pomocy od partnera. Ta osoba może mieć taki sam przychód, jak małżeństwo z pierwszego przykładu, jej sytuacja jest zdecydowanie trudniejsza, a dodatkowo odbiera się jej ulgę w postaci wspólnego rozliczenia z dzieckiem – mówi ekspertka.
Celem kreowania idealnej w interpretacji rządu wizji rodziny wielu samotnych rodziców straciło zatem dotychczasowe korzyści z tytułu ulg podatkowych. Ale przywileje na podatkach się jednak nie kończą.
Rządzący uznali, że taki stan prawny byłby promocją takiego modelu rodziny, w którym tylko jeden rodzic sprawuje opiekę nad dzieckiem. Ulgę zlikwidowano. Czy to sprawiedliwe?
- Największe uprzywilejowanie wybranych rodzin występuje ze względu na liczbę dzieci. Liczba potomków ma znaczenie m.in. przy wypłacie Rodzinnego Kapitału Opiekuńczego czy przy ustalaniu wysokości wsparcia w ramach dofinansowania do kredytu. Możemy to nazywać różnie: uprawniona nierówność, uprzywilejowanie wyrównawcze. To działanie uprawnione i zgodne z linią rządu – wyjaśnia Kamil Stępniak.
Ojcowie lepsi i gorsi
Nie tylko Polski Ład ocenia, która rodzina jest mniej lub bardziej warta wsparcia i ochrony. Przywołana już Strategia Demograficzna podzieli ojców na tych, którzy będą mogli skorzystać z ochrony przed zwolnieniem z pracy w czasie ciąży partnerki, i tych, którzy takiej ochrony nie będą mieli. Wszystko zależy od tego, czy ojciec dziecka jest mężem partnerki.
Posłanka Iwona Maria Kozłowska w interpelacji poselskiej do resortu rodziny zapytała resort o ochronę przyszłych ojców przed zwolnieniem z pracy w czasie ciąży kobiety. Z takiej ochrony korzystać mogą obecnie przyszłe mamy. Postępowy rząd poszedł jednak o krok dalej i taką samą ochroną chciał objąć mężczyzn – przyszłych ojców.
Tu pojawił się podział: mężowie będą chronieni od poczęcia dziecka, a ojcowie nie-mężowie od chwili narodzin. Wiceminister rodziny, a zarazem współtwórczyni rządowych pomysłów prodemograficznych, Barbara Socha w odpowiedzi na pytanie posłanki, potwierdziła, że ojcowie otrzymają ochronę przed zwolnieniem z pracy, ale w różnym zakresie.
Ojcowie nie-mężowie mają pod górkę
"Oczywistym jest, że nikt nie jest dyskryminowany, a każdy z ojców będących w związku małżeńskim czy partnerskim zostanie objęty ochroną. Niemniej jednak ochrona ta, ze względu na obowiązujące rozwiązania w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym w zakresie dotyczącym ojcostwa męża matki dziecka, przy jednoczesnym braku tożsamego rozwiązania dla ojców dzieci ze związków partnerskich, z czym związany jest między innymi obowiązek alimentacyjny, nie pozwala na zastosowanie literalnie tożsamych rozwiązań" – podsumowała wiceminister.
Kamil Stępniak pytany o powyższe rozwiązanie, zwraca uwagi na luki w polskiej legislacji. - Takie rozróżnienie wynika z kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Z mocy prawa w przypadku małżeństw to mąż jest domniemanym ojcem dziecka. W przypadku związków nieformalnych nie można z góry założyć, że partner kobiety w ciąży jest ojcem dziecka. Należy się zastanowić, jak uregulować przepisy tak, by poprawić sytuację ojców, którzy nie zawarli z matką dziecka związku małżeńskiego – podsumował ekspert.
Konkubenci są dla siebie jak obcy
Propozycja legalizacji związków partnerskich wraca do harmonogramu obrad Sejmu jak bumerang. W połowie 2020 roku Lewica złożyła dwa projekty ustaw dotyczących rodzin, których nie łączą formalne więzi. Wnioskodawcy zaznaczyli, że w świetle prawa osoby żyjące w nieformalnych związkach są dla siebie obcy. Konkubenci nie dziedziczą po sobie ustawowo, tak jak w przypadku małżonków, a w przypadku darowizn nie są tak jak małżonkowie zwolnieni z obowiązku opłaty podatku.
Lewica zaproponowała niemalże całkowite zrównanie praw małżonków i rodzin bez formalnych więzi. Pary żyjące w nieformalnych związkach tak jak małżeństwa mogłyby rozliczać się wspólnie i adoptować dzieci. Ten, podobnie jak i wcześniejsze, pojawiające się od ponad 10 lat projekty o związkach partnerskich przepadły, a partia rządząca buduje sobie coraz szersze pole do prowadzenia prorodzinnej polityki.
Pełna rodzina. Zadanie dla Netfliksa
Rząd w dokumencie o nazwie „Projekt Strategii Demograficznej 2040” chce, by podmioty utożsamiane z szeroko pojętą kulturą promowany model „pełnej” rodziny. W rozdziale o roli kultury wizualnej w kształtowaniu norm czytamy, że „w wielu popularnych filmach i serialach jako norma społeczna przedstawiane są związki nieformalne, przygodne relacje seksualne i samotne rodzicielstwo, a trwałość związków z jednym partnerem i wspólne przeciwdziałanie i rozwiązywanie trudności w związku zastępowana jest obrazem stosunkowo łatwych rozwodów”.
Autorzy raportu zauważają, że w wielu firmach czy sztukach często w negatywnym świetle przedstawia się rodziny wielodzietne. Rząd krytykuje w dokumencie konsumpcyjny styl życia par żyjących na kocią łapę czy też rodzin z jednym dzieckiem. Krytykuje nawet uznawanie pracy za priorytet w życiu rodzin, zawarcie związku małżeńskiego w coraz to późniejszym wieku, czy (co gorsza) odwlekanie decyzji o wychowaniu potomstwa.
To nie państwo ma określać styl życia rodzin, to czy stawiamy na karierę zawodową i konsumpcję, czy na rodzicielstwo.
- Możliwością państwa jest kreowanie własnej polityki demograficznej. Państwo powinno jednak w tej polityce umożliwiać Polakom życie według własnych zasad, szanując ich godność i prywatność. To nie państwo ma określać styl życia rodzin, to czy stawiamy na karierę zawodową i konsumpcję, czy na rodzicielstwo. Państwo może jednak zachęcać do prokreacji, ale bez piętnowania stylu życia czy rozwodów. Nie można ingerować w życie prywatne, a każde ograniczenie w zakresie kultury to już element państwa autorytarnego, w którym stosuje się cenzurę prewencyjną. To niedopuszczalne, by rząd próbował wpływać na treści seriali, filmów czy książek. Życzyłbym sobie, by Strategia Demograficzna była jedynie politycznym opracowaniem i nie doczekała się odzwierciedlenia w aktach prawnych – podsumował Kamil Stępniak.