Konferencja prezesa NBP 6 kwietnia. „Realizuje się nasza projekcja inflacji”
Długo oczekiwana dezinflacja w końcu zawitała do Polski - w marcu tempo wzrost cen zwolniło do 16,2 procent z 18,4 procent odnotowanych w lutym. Analitycy oczekiwali jednak więcej - inflacja miała według nich spadać szybciej. Jak zmieniło to prognozy dotyczące przyszłych odczytów i jak wpłynie na spodziewaną wysokość stóp procentowych w 2023 roku? O tym na specjalnej konferencji opowiedział Adam Glapiński, prezes NBP.
Inflacja sprawiła, że „Polacy nie byli w tak trudnej sytuacji ekonomicznej od transformacji ustrojowej” - skomentowali autorzy badania „Indeks cen w sklepach detalicznych”. Wynika z niego, że codzienne zakupy podrożały w ciągu roku o ponad 20 procent - a więc znacznie więcej, niż wyniosła wyliczona przez GUS na podstawie przyjętego koszyka produktów i usług inflacja. Na konferencji prasowej w marcu Adam Glapiński powiedział, że według jego optymistycznych prognoz w listopadzie inflacja liczona rok do roku może spaść nawet do 7 procent. Czy projekcja ta zostanie utrzymana po uwzględnieniu najnowszych danych i czy ewentualna obniżka stóp procentowych odwlekła się aż do 2024 roku?
Konferencja prezesa NBP Adama Glapińskiego
- Jesteśmy bardzo usatysfakcjonowani w banku centralnym, że realizuje się projekcja inflacyjna, którą nasz bank przedstawił. Rzeczywiście, realizuje się gwałtowny ruch w dół z tego płaskowyżu, o którym informowaliśmy – zaznaczył Adam Glapiński. W 2023 roku wzrost cen z 50-procentowym prawdopodobieństwem w przedziale 10,2 – 13,5 procent, co jest lepszym wynikiem niż był prognozowany w 2022 roku, gdy mowa była o przedziale 11,1-15,3 procent.
- Trzeba pamiętać, że nasze przewidywania są oparte na wiedzy, jaką mamy w danym momencie – wyjaśnił prezes NBP, odnosząc się do poprawy prognoz. Glapiński zwrócił ponadto uwagę na to, że GUS zmienił skład koszyka inflacyjnego, co może wpłynąć na porównywalność danych. - Dlatego na początku dane o inflacji będą nieco lepsze, a pod koniec trochę gorsze – zastrzegł Glapiński.
- Wynagrodzenie realne, po uwzględnieniu wzrostu cen, jest o 22 procent wyższe, niż w 2015 roku. Płaca minimalna jest wyższa realnie aż o 36 procent wyższa, niż w 2015 roku. Ktoś, kto pobiera tylko płacę minimalną, może kupić o 36 procent więcej, niż 8 lat temu. Jest to zmącone przez inflację, ale to duży sukces. Siła nabywcza polskich rodzin jest wyższa niż przed pandemią i wojną. To jest odpowiedni punkt odniesienia, o którym się nie mówi - stwierdził szef NBP.
- Bezrobocie jest najgorszą plagą, jaką można spotkać. Ono degeneruje ludzi, degeneruje rodziny. To olbrzymi sukces polskiej gospodarki, moim zdaniem niedoceniany - zauważył Adam Glapiński.
- Z czego wynika inflacja? To jest inflacja ruska, jak mówi premier, putinflacja, wzrost cen nośników energii. Pandemia przygasiła gospodarkę, rozpoczęły się dopłaty i tarcze w krajach demokratycznych, żeby uchronić przed bankructwem - tłumaczył prezes Narodowego Banku Polskiego. To było niezbędne nie dlatego, że politycy tego chcieli, tylko musieli - inaczej rozliczono by ich w wyborach.
- Chcemy stworzyć drugą najsilniejszą armię w Europie, ale nie kosztem poziomu życia, tylko przy jego wzroście. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku się to uda. Chcemy mieć 300 000 armię i jednocześnie rosnącą gospodarkę, co jest trudne - przyznał Adam Glapiński. Prezes NBP dodał, że bank centralny zgodnie z zapisami w Konstytucji skoncentrowany jest na obniżaniu inflacji i wspomaganiu rządu w prowadzeniu polityki gospodarczej, o ile pozwala na to sytuacja.
- W ciągu tej dekady staniemy się równoprawnym graczem w Unii Europejskiej, będziemy siedzieć przy tym samym stole co Francja i Niemcy. Nikt nie będzie nas już traktował jak bantustanu, zabraniał samochodów, które przecież muszą mieć 13 lat, bo tyle średnio ma auto w Polsce. Naszym celem jest kraj ekologicznie czysty, ale zamożny - zaznaczył Glapiński.
- KPO nam się należy jak psu micha, ale nie przesadzajmy. Spowodowałby on wzrost PKB o raptem 0,3 procent - to ważne, ale nie znaczące - stwierdził prezes NBP, dodając, że nie ma co walczyć o pieniądze z UE za wszelką cenę ze względu na kamienie milowe, które zostały wynegocjowane.
Adam Glapiński podkreślił, że bank centralny nie zakończył jeszcze cyklu podwyższania stóp procentowych - w kwietniu zostały one utrzymane bez zmian - i jest gotowy do dalszego ich podniesienia, jeśli nie będzie realizowany scenariusz szybkiego spadku inflacji.
Glapiński stwierdził, że własna waluta "zapewnia nie tylko wyższą stopę wzrostu, szybsze bogacenie się i doganianie krajów najbogatszych, ale także możliwość prowadzenia polityki antyinflacyjnej". Zwrócił uwagę, że dzisiejszy PKB Polski jest o blisko 28 proc. realnie wyższy niż na koniec 2015 r. - O tyle jesteśmy bogatsi jako kraj, jako społeczeństwo - zaznaczył. Dodał, że to jeden z najszybszych wzrostów w naszym regionie.
Według szefa NBP rozwijamy się szybciej, bo mamy własną walutę, która daje nam "potężny dopalacz tempa wzrostu i tempa bogacenia się Polaków". W ocenie Glapińskiego obecnie można oczekiwać - "i to są dane oficjalne, mówię to w imieniu NBP, w imieniu analityków - że w ciągu najbliższych 10 lat osiągniemy aktualny poziom PKB na głowę Francji i Wielkiej Brytanii".
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET