„Nadchodzi największa obniżka płac w III RP”. Od stycznia wynagrodzenie może spaść nawet o 2147 zł

3 min. czytania
11.12.2025 09:23
Obserwuj nas na Google

Reforma Państwowej Inspekcji Pracy wywołała polityczną burzę jeszcze przed wejściem do Sejmu. Ostro skrytykował ją były premier Mateusz Morawiecki, ostrzegając przed konsekwencjami dla wynagrodzeń, podczas gdy rząd wskazuje na konieczność uporządkowania rynku pracy.

Mateusz Morawiecki
fot. East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie argumenty w sporze o reformę PIP podnosi były premier.
  • Dlaczego internauci przypominają ustalenia poprzedniego rządu.
  • Co właściwie mają zmienić nowe przepisy dotyczące kontroli zatrudnienia.

Morawiecki ostrzega przed „największą obniżką płac”

Reforma Państwowej Inspekcji Pracy, przygotowana przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz przyjęta przez Stały Komitet Rady Ministrów, wywołała gwałtowną debatę polityczną. Jednym z najostrzejszych krytyków zmian jest były premier Mateusz Morawiecki, który przekonuje, że nowe przepisy doprowadzą do masowych obniżek wynagrodzeń. Jego zdaniem skutki wprowadzenia zmian będą dotkliwe dla zatrudnionych: „Nadchodzi największa obniżka płac w III RP – firmowana przez Donalda Tuska” – napisał, załączając grafikę z wyliczeniami. Wynika z nich, że osoby powyżej 26. roku życia, zarabiające 6000 zł brutto i przechodzące z umowy zlecenia na umowę o pracę, otrzymają o ponad 213 zł netto mniej. Przy 8000 zł brutto różnica ma wynosić ok. 294 zł.

Jeszcze większa zmiana dotyczyć ma osób poniżej 26 lat. Według grafik przytoczonych przez byłego premiera, młodzi pracownicy zarabiający 6000 zł brutto mogliby stracić 1288 zł, a przy 8000 zł – aż 1718 zł. Najwięcej stracić mają osoby młode, otrzymujące 10 tys. zł brutto – nawet 2147,61 zł miesięcznie.

„Ta grafika pokazuje czarno na białym: pracownik może stracić nawet ponad dwa tysiące złotych miesięcznie! (…) Kiedy drożyzna zjada domowe budżety, kiedy firmy walczą o przetrwanie, rząd Tuska dokłada Polakom kolejne kłody pod nogi: obniżkę pensji pracowników i większe obciążenie pracodawców!” - podkreśla Morawiecki w poście.

Co zakłada reforma PIP?

Przygotowany w MRPiPS projekt ma znacząco rozszerzyć uprawnienia kontrolne inspekcji. Najistotniejszą i najbardziej kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie możliwości administracyjnego przekształcania umów cywilnoprawnych oraz B2B w umowy o pracę, jeśli inspektor uzna, że faktyczne wykonywanie obowiązków odpowiada zatrudnieniu pracowniczemu. Dziś PIP może jedynie wystąpić do pracodawcy o zmianę formy zatrudnienia lub skierować wniosek do sądu. Po reformie decyzja inspektora ma mieć moc natychmiastową, a odwołanie będzie trafiało do Głównego Inspektora Pracy, a następnie – do sądu pracy.

Projekt przewiduje również:

  • nowe narzędzia kontrolne, w tym możliwość prowadzenia kontroli zdalnych,
  • wymianę danych między PIP, ZUS i KAS,
  • wyższe grzywny za naruszenia praw pracowniczych,
  • obowiązek tworzenia rocznych i wieloletnich programów kontroli opartych na analizie ryzyka.

Według MRPiPS zmiany mają ograniczyć nadużycia pracodawców i przyspieszyć reakcję na przypadki pozornego „zlecenia”, gdy w praktyce istnieje stosunek pracy. „Umowa o pracę zapewnia większą ochronę prawną, stabilność zatrudnienia, daje też dostęp do świadczeń i uprawnień pracowniczych. Dlatego wzmacniamy Państwową Inspekcję Pracy, tak aby miała narzędzia do walki z nadużyciami wobec pracowników” - informuje resort.

Od kiedy zmiany wejdą w życie?

Po przyjęciu projektu przez Stały Komitet Rady Ministrów ustawa trafi do dalszych prac legislacyjnych. Jeśli wszystkie etapy przebiegną zgodnie z harmonogramem MRPiPS, nowe przepisy miałyby obowiązywać od 1 stycznia 2026 roku. To właśnie od tego momentu inspektorzy zyskają możliwość jednostronnego przekształcania umów cywilnoprawnych w etat i nakładania kar za nadużywanie „śmieciówek”.

Choć reforma PIP została przygotowana w dużej mierze w odpowiedzi na zobowiązania zawarte w KPO – również te przyjęte przez poprzedni rząd – dziś stała się tematem intensywnej walki politycznej. Krytycy obawiają się wzrostu kosztów pracy i spadku wynagrodzeń netto, zwolennicy podkreślają konieczność uporządkowania rynku zatrudnienia. Jedno jest pewne: im bliżej przyjęcia ustawy, tym bardziej dyskusja będzie nabierać tempa – a wraz z nią emocje zarówno pracowników, jak i przedsiębiorców.

Źródło: Radio ZET/X: Mateusz Morawiecki

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET