Nawrocki zablokował podatek. Ekspert obala koronny argument prezydenta
Podatek od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych miał przynieść budżetowi państwa około 4 mld zł. Karol Nawrocki skierował jednak ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, argumentując m.in., że nowe obciążenie ostatecznie odczują kierowcy. Ekspert wyjaśnia, dlaczego nie ma podstaw do takiego prostego wniosku.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego ustawa o podatku od nadzwyczajnych zysków została skierowana do Trybunału Konstytucyjnego.
- Jakie były założenia dotyczące wpływów z podatku na nadzwyczajne zyski.
- Czy podatek od nadzwyczajnych zysków może wpłynąć na ceny paliw.
- Jak windfall tax różni się od standardowego podatku naliczanego na sprzedaż.
Karol Nawrocki zablokował podatek od nadzwyczajnych zysków
Ceny paliw od miesięcy są jednym z najbardziej odczuwalnych dla Polaków skutków sytuacji na światowych rynkach. Po kilku tygodniach przerwy polski rząd uruchomił kolejną turę wsparcia w ramach pakietu CPN, czyli Ceny Paliw Niżej. Wcześniejsze wsparcie kosztowało budżet państwa koło 4 mld zł, a rząd zapowiadał wprowadzenie nowego podatku – od zysków nadzwyczajnych, który pomógłby finansować obniżki cen paliw dla kierowców.
Ustawa zakładała opodatkowanie nadzwyczajnych zysków osiągniętych przez firmy z sektora paliwowego w okresie od marca do grudnia 2026 roku. Podatek miał wynosić 60 proc. odpowiednio wyliczonej nadwyżki ponad poziom uznany za standardowy. 24 lipca prezydent skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. W swoim uzasadnieniu wskazywał na wsteczne działanie przepisów, a także ryzyko konsekwencji dla kierowców. Jak przekazał, uzasadniając brak podpisu pod ustawą, podatek nie obniży cen paliw, a może zostać przeniesiony na klientów stacji. „Rachunek” mieliby więc ostatecznie zapłacić nie tylko kierowcy, ale również transport, rolnictwo, firmy i gospodarstwa domowe.
Wielu ekspertów nie zgadza się z taką argumentacją. Na łamach portalu Money.pl sprawę skomentował Dawid Czopek, ekspert rynku paliw z FIZ Polaris. Jak twierdzi, opinia prezydenta nie uwzględnia charakteru daniny, która działa inaczej, niż typowe podatki.
Ekspert: to nie jest zwykły podatek nakładany na sprzedaż
W przypadku podatku od nadzwyczajnych zysków nie mamy do czynienia z obciążeniem naliczanym od przychodów czy od każdej sprzedanej jednostki paliwa. Danina ma dotyczyć wyłącznie określonej części zysku – tej uznanej za nadzwyczajną. Podstawą wyliczenia jest więc wynik finansowy przedsiębiorstwa, a nie sama liczba sprzedanych litrów paliwa.
To zasadnicza różnica. Gdyby państwo wprowadziło stałą daninę naliczaną np. jako określony procent przychodów ze sprzedaży, przedsiębiorca miałby znacznie prostszą możliwość uwzględnienia jej w cenie każdego produktu. W przypadku windfall tax mechanizm jest inny. Podatek obciąża dodatkowy zysk przedsiębiorstwa, a nie każdą transakcję.
– Obrazowo można to porównać do poziomu wody: gdy podnosi się poziom akwenu, wszystkie łódki unoszą się wyżej. Taki charakter ma na przykład podatek bankowy, który wszystkie banki płacą powszechnie i traktują jako koszt doliczany do marży. W przypadku windfall tax nie widzę takiego zagrożenia – skomentował ekspert.
Nie oznacza to oczywiście, że firma nie może próbować podnieść cen. Rynek paliw jest jednak konkurencyjny, a wysokość podatku zależy od osiągniętego wyniku finansowego. Nie można więc automatycznie założyć, że każda złotówka podatku zostanie przeniesiona na kierowców w postaci wyższej ceny litra benzyny czy oleju napędowego.
Źródło: Radio ZET/money.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET