Nie sondaże, a kursy bukmacherskie. Tam już widać zwycięzcę wyborów prezydenckich
Bukmacherzy przejmują scenę polityczną? Wybory prezydenckie okazują się nie tylko polem walki dla kandydatów, ale też źródłem zysków dla firm zakładów wzajemnych. Czy zakłady bukmacherskie są lepszym barometrem politycznych nastrojów niż sondaże? Kto według bukmacherów ma większe szanse na zwycięstwo?
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego bukmacherzy wydają więcej na reklamy wyborcze niż sztaby kandydatów.
- Który kandydat zyskuje w notowaniach u bukmacherów.
- Jakie znaczenie mają kursy bukmacherskie w kontekście przewidywania wyników wyborów.
Wybory prezydenckie 2025. Bukmacherzy lepiej wiedzą, kto wygra wybory?
Gdyby wybór między sondażami a zakładami bukmacherskimi miałby wskazać trafniejsze źródło prognoz wyborczych, wielu postawiłoby na tych drugich. Bukmacherzy bowiem nie ryzykują wyłącznie reputacją – stawiają realne pieniądze. A jak donosi w piątek „Gazeta Wyborcza”, w ostatnich dniach tylko jeden kandydat notuje u nich wyraźny wzrost szans na zwycięstwo. „621 211 tys. zł - tyle na reklamę na Facebooku i Instagramie wydała w ostatnich 30 dniach bukmacherska firma STS. Dodajmy – reklamę nietypową, bo wyborczą. Spokojnie, STS nie wspiera żadnego z kandydatów. Reklamuje jedynie obstawianie, kto będzie nowym lokatorem Pałacu Prezydenckiego” – czytamy.
Według ustaleń "GW" wydatki STS-u na kampanię reklamową w mediach społecznościowych przewyższają budżety reklamowe wszystkich komitetów wyborczych. Dla porównania, Karol Nawrocki przeznaczył na ten cel 318 tys. zł, Szymon Hołownia – 245 tys. zł, Magdalena Biejat – 238 tys. zł, a sztab Rafała Trzaskowskiego – 216 tys. zł. Inne firmy bukmacherskie również inwestują w tego typu promocję, jednak ich nakłady są znacznie mniejsze.
Czemu firma specjalizująca się dotąd w zakładach dotyczących meczów Legii Warszawa, FC Barcelony czy wyników Igi Świątek nagle skierowała uwagę na wybory prezydenckie? Jak zauważa „Gazeta Wyborcza”, odpowiedź jest prosta – nawet piłkarskie mistrzostwa świata nie przyciągają takiej uwagi społeczeństwa jak wybory głowy państwa. A potwierdzeniem tego zainteresowania jest spodziewana frekwencja – w drugiej turze wyborów do urn ma pójść ponad 70 proc. uprawnionych obywateli.
Najważniejsze jednak, jak podkreśla gazeta, są kursy, jakie oferują sami bukmacherzy. Dla nich nie jest to rozrywka – od właściwej oceny sytuacji zależą konkretne kwoty, które mogą stracić w razie pomyłki.
„W środę faworytem bukmacherów był Trzaskowski. Za postawione na niego 10 zł mogliśmy dostać 18 zł w STS, Superbet i Fortunie, 17,5 zł w Betfan i Fuksiarzu (kwoty uproszczone, bo bez odliczania podatku). Za zwycięstwo Nawrockiego bukmacherzy mieli kursy 1,95-2,00, czyli za postawione 10 zł można było dostać 19,5-20 zł. Jeszcze większa zmiana nastąpiła wczoraj rano. Trzaskowski miał już kurs 1,65 w Fortunie i 1,70 w STS. Nawrocki – w granicach 2,20-2,25” – czytamy w tekście.
Źródło: Radio ZET/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET