`

Podatek rośnie z 11 do 50 proc. Koszty mocno uderzą w Polaków

2 min. czytania
15.09.2026 14:49
Obserwuj nas na Google

Polska energetyka znalazła się w trudnym położeniu. Z jednej strony Bruksela naciska na szybsze ograniczanie emisji, z drugiej krajowy system wciąż potrzebuje stabilnych elektrowni. Do tego dochodzi rachunek za transformację, który według przedstawicieli branży już teraz jest wyjątkowo wysoki. W tle pojawia się pytanie, kto ostatecznie zapłaci za te zmiany.

Mężczyzna w garniturze przemawia przy mównicy, w tle flagi Polski i Unii Europejskiej. Donald Tusk.
fot. Marysia Zawada/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Ile ceny energii dla polskiego przemysłu może kosztować system ETS.
  • Dlaczego Polska domaga się zmian w unijnej polityce klimatycznej.
  • Czy elektrownie węglowe nadal są potrzebne do zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego.

ETS coraz mocniej wpływa na ceny energii

Polskie firmy energetyczne próbują przekonać unijne instytucje, że tempo i sposób przeprowadzania transformacji klimatycznej generują nad Wisłą wyjątkowo wysokie koszty.

Jednym z najważniejszych problemów pozostaje system handlu uprawnieniami do emisji CO2, czyli ETS. Według danych przywoływanych przez „Rzeczpospolitą” opłaty związane z emisjami mają odpowiadać w Polsce nawet za około połowę ceny energii elektrycznej sprzedawanej odbiorcom przemysłowym. To znacznie więcej niż średnia dla Unii Europejskiej. W państwach UE udział kosztów ETS w cenie energii dla przemysłu wynosi średnio około 11 proc.

Przedstawiciele polskiej energetyki zwracają uwagę, że formalnie wszystkie kraje obowiązują te same zasady, ale ich sytuacja wyjściowa była zupełnie inna.

Redakcja poleca

Polska zaczynała z innego poziomu

Polski sektor energetyczny przez lata był oparty przede wszystkim na węglu. Oznacza to, że ograniczanie emisji wiąże się tutaj z większymi kosztami niż w krajach, które wcześniej zbudowały miks oparty na gazie, energetyce jądrowej czy odnawialnych źródłach energii.

Wiceprezes PGE Marcin Laskowski zwrócił uwagę, że właśnie dlatego identyczne zasady ETS mogą przynosić poszczególnym państwom zupełnie różne skutki. Z kolei wiceminister energii Wojciech Wrochna wskazywał, że koszty ETS odpowiadają w Polsce za około 40 proc. ceny energii dla odbiorców końcowych.

Dla przemysłu oznacza to dodatkową presję na konkurencyjność. Wysokie ceny energii zwiększają bowiem koszty działalności przedsiębiorstw, a część firm może próbować przenosić je na ceny swoich produktów.

Elektrownie węglowe nadal potrzebne

Jednocześnie Polska stoi przed innym wyzwaniem. System energetyczny musi mieć wystarczającą ilość stabilnych źródeł energii, które będą mogły pracować wtedy, gdy produkcja z OZE spada.

Prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych Grzegorz Onichimowski ostrzegał, że nie można zbyt szybko pozbywać się kolejnych mocy wytwórczych. W jego ocenie niezależnie od tego, czy będą one oparte na węglu, czy na innych technologiach, muszą pozostać dostępne, aby ograniczyć ryzyko blackoutu.

Problem jest szczególnie istotny ze względu na charakterystykę odnawialnych źródeł energii. Elektrownie słoneczne i wiatrowe mogą produkować bardzo dużo prądu w sprzyjających warunkach, ale ich możliwości zależą od pogody.

Bruksela rozważa zmiany w ETS

Komisja Europejska przedstawiła w lipcu propozycje zmian dotyczących systemu handlu emisjami. Zanim powstanie ostateczny projekt, Polska próbuje wywalczyć rozwiązania, które lepiej uwzględniałyby sytuację państw rozpoczynających transformację z bardziej emisyjnego poziomu.

Spór dotyczy więc nie tylko samego tempa odchodzenia od węgla. W tle są również ceny energii, konkurencyjność polskiego przemysłu oraz bezpieczeństwo dostaw prądu. Dla Polski wyzwaniem jest znalezienie równowagi między ograniczaniem emisji a utrzymaniem systemu energetycznego, który będzie jednocześnie stabilny i możliwie tani dla gospodarki.

Źródło: Radio ZET/Rzeczpospolita

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET