Weto Nawrockiego niewiele zmienia? Ekspertka ujawnia prawdziwe przeszkody
Weto prezydenta wobec tzw. ustawy wiatrakowej wywołało niepewność w sektorze energetyki wiatrowej i budżetach gmin, które korzystają z dochodów z farm wiatrowych. Ekspertka Małgorzata Szambelańczyk uważa jednak, że największe bariery rozwoju energetyki wiatrowej w Polsce leżą w innych problemach.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak weto prezydenta może wpłynąć na inwestycje i budżety gmin.
- Jak rząd planuje obejść zawetowaną ustawę i przyspieszyć realizację projektów wiatrowych.
- Jakie bariery proceduralne i infrastrukturalne wciąż hamują rozwój energetyki wiatrowej w Polsce.
Weto prezydenta wobec ustawy wiatrakowej. Co to oznacza dla inwestorów i gmin
Prezydenckie weto wobec tzw. ustawy wiatrakowej wywołało falę dyskusji w całym kraju. Nowelizacja ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych zakładała liberalizację przepisów, w tym skrócenie minimalnej odległości nowych turbin od zabudowań mieszkalnych z 700 m do 500 m oraz przyspieszenie procesu inwestycyjnego i modernizację istniejących farm wiatrowych (repowering). W ustawie przewidziano również przedłużenie zamrożenia cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych do końca 2025 roku.
Prezydent Karol Nawrocki 21 sierpnia poinformował o zawetowaniu noweli, argumentując m.in. potrzebę zachowania kontroli nad regulacjami dotyczącymi energetyki. Jednocześnie podpisał projekt inicjatywy ustawodawczej dotyczący zamrożenia cen energii elektrycznej, „literalnie wyjęty” z zawetowanej ustawy.
Dla wielu samorządów weto oznacza realne straty finansowe. Na przykład w gminie Puck, gdzie funkcjonuje 25 turbin wiatrowych, roczne wpływy z tego tytułu sięgają około 1,2 mln zł. Wójt gminy, Marcin Nikrant, zwraca uwagę, że energia wiatrowa stanowi ważne źródło dochodów pozwalające na realizację bieżących zadań inwestycyjnych.
– Odległość 500 m byłaby bardzo atrakcyjna dla potencjalnych inwestorów i mam ogromną nadzieję, że ci, którzy byli zainteresowani inwestowaniem na terenie gminy, nie zmienią zdania i mimo weta będą nadal chcieli inwestować w nasz region – mówi Nikrant. Wójt dodaje, że mieszkańcy gminy pozytywnie oceniają obecność farm wiatrowych, a wielu rozważa instalację własnych przydomowych turbin.
Jak rząd chce obejść weto
Podczas środowej Rady Gabinetowej premier Donald Tusk oświadczył, że weto prezydenta będzie „mało skuteczne”. Rząd planuje zintensyfikować działania poprzez rozporządzenia i procedury administracyjne, które pozwolą na realizację dwóch głównych założeń ustawy: repoweringu istniejących turbin oraz przyspieszenia procesu inwestycyjnego.
Minister klimatu Paulina Hennig-Kloska podkreśliła, że zmiany w rozporządzeniach oraz w pracy Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska mają umożliwić priorytetowe traktowanie inwestycji w elektrownie wiatrowe i skrócić czas procedur. – Dwa z trzech głównych założeń noweli tzw. ustawy wiatrakowej, czyli repowering elektrowni wiatrowych i przyspieszenie inwestycji w wiatraki można zrealizować pomimo weta prezydenta, m.in. poprzez zmianę rozporządzenia – mówiła.
– Energia elektryczna generowana z wiatru jest dziś najtańszym dostępnym, a przy tym czystym źródłem energii, która jest potrzebna polskim rodzinom, polskiej gospodarce. Elektrownia wiatrowa we współpracy z magazynem energii może w dużej mierze w krótkim okresie od 5 do 10 lat wypełnić znaczne luki, które dzisiaj występują w systemie energetycznym – dodała Hennig-Kloska.
Ekspertka: weto nie jest największą barierą
Małgorzata Szambelańczyk, prezeska Eurowind Energy, zwróciła uwagę, że weto prezydenta nie zmienia zasadniczo perspektyw rozwoju energetyki wiatrowej.
– Prezydenckie weto wobec tzw. nowej ustawy wiatrakowej nie jest zaskoczeniem i nie zmienia zasadniczo perspektyw rozwoju energetyki wiatrowej w Polsce. Kluczowe bariery leżą gdzie indziej. Należą do nich przede wszystkim ciągłe problemy z przyłączeniem nowych inwestycji do sieci, przewlekłe procedury środowiskowe, jak również dowolność w interpretacji obowiązujących przepisów przez administrację na niekorzyść inwestycji. Dziś to one hamują inwestycje bardziej niż spór o to, czy wiatraki można budować w odległości 700 m czy 500 m od zabudowań – uważa.
Szambelańczyk podkreśliła również problemy proceduralne: chaos kompetencyjny, brak transparentnych harmonogramów przyłączeń do sieci, wieloletnie procedury środowiskowe oraz opóźnienia w planowaniu przestrzennym w gminach, które uniemożliwiają skuteczne planowanie inwestycji.
– Dla przykładu, Eurowind Energy byłby w stanie produkować w tym momencie dodatkowe 200 MW mocy, gdyby nie odmowy i ciągnące się latami procedury przyłączania parków wiatrowych do sieci. Wyprodukowana bez żadnych dotacji energia z parków wiatrowych, uruchomionych w oparciu o obecne przepisy odległościowe (700 m), byłaby już teraz dostępna dla konsumentów i przedsiębiorstw – stwierdziła.
Weto a lokalne społeczności
Prezeska Eurowind Energy zwróciła również uwagę, że realną stratą w wyniku weta są korzyści dla lokalnych społeczności, które mogłyby otrzymać wynagrodzenie finansowe za bliskość farm wiatrowych, sięgające nawet 20 tys. zł dla mieszkańców posiadających nieruchomości w promieniu 1 km od turbiny.
Pomimo przeszkód branża OZE nadal prowadzi inwestycje, licząc na szybkie uproszczenie procedur i usprawnienie współpracy z operatorami sieci. Zdaniem ekspertki, aby energetyka wiatrowa mogła rozwijać się sprawnie, konieczne są proste, transparentne i przewidywalne procedury administracyjne oraz planistyczne.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET