`

Miliarder Zbigniew Jakubas: Zbudowałem kilka dużych firm. Z Motorem chcę wejść do Europy

13 min. czytania
31.05.2025 08:32
Obserwuj nas na Google

- W zakończonym sezonie brakowało nam trochę szczęścia, dojrzałości, cwaniactwa boiskowego. W przyszłym roku to będzie atutem Motoru. I wierzę w to, że otworzy nam drzwi do Europy - mówi Zbigniew Jakubas, miliarder i właściciel piłkarskiego Motoru Lublin w rozmowie z RadioZET.pl.

Zbigniew Jakubas
fot. Bartlomiej Wojtowicz

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czy właściciel Motoru Lublin jest zadowolony z zakończonego sezonu PKO BP Ekstraklasy i jakie ma plany na kolejny?
  • Dlaczego 15-tysięczny stadion jest za mały i jak wyglądają plany jego rozbudowy?
  • Czy doświadczenie z biznesu udało się przełożyć na zarządzanie klubem piłkarskim i jaką strategię rozwoju ma Motor Lublin na najbliższe lata?

Piotr Kozłowski: W ubiegłym roku Motor Lublin wrócił do ekstraklasy po 32 latach. Jako beniaminek zakończył sezon na siódmym miejscu. Jest pan jako właściciel klubu i prezes zadowolony z tego wyniku?

Zbigniew Jakubas: - Celowaliśmy w miejsce powyżej środka tabeli, czyli powyżej ósmego. Udało się zająć siódme, jest bardzo dobrze. Gdybyśmy nie mieli pecha z bramkarzami, to mogliśmy walczyć nawet o czwarte miejsce i awans do rozgrywek europejskich. Przypomnę, że mieliśmy kontuzjowanych dwóch pierwszych bramkarzy i przez dużą część sezonu bronił tak naprawdę nominalnie trzeci bramkarz. Niestety, życie jest czasami brutalne.

Natomiast jestem zadowolony z najwyższej pozycji Motoru w ekstraklasie w historii, a także z pobicia historycznego rekordu 15 bramek Leszka Iwanickiego. Teraz mamy 16 bramek strzelonych przez Samuela Mraza. Trudno się nie cieszyć z tego, co Motor osiągnął w tym sezonie.

Ten sezon w wykonaniu Motoru obfitował też w dużo emocjonujących spotkań, na wielu meczach udało się zapełniać 15-tysięczny stadion, atmosfera była świetna. Rozpatruje to pan jako kolejny, osobisty sukces?

- Sport generuje nie tylko te pozytywne emocje. Zawsze na każdym meczu się denerwuję. Podczas spotkań, które nie są rozstrzygnięte i do ostatniej minuty trwa walka o wynik, jak chociażby na ostatnim meczu z Radomiakiem, towarzyszy mi gigantyczny stres.
Natomiast cieszę się, że udało się przełożyć moje doświadczenia biznesowe na organizację klubu. Chodzi o etos pracy, ułożenie pewnych spraw, to, że wszystko musi dobrze funkcjonować. I to przyniosło efekty. Motor wyprzedził takie kluby, jak Górnik Zabrze czy Widzew Łódź. To nie przyszło samo. Sam włożyłem ogrom pracy, ale zrobił to też sztab trenerski, zawodnicy, cały klub.

Jestem zadowolony, że stadion jest wypełniony praktycznie na każdym meczu. Kiedy w 2020 roku przejmowałem grający w III lidze klub, przychodziła tylko garstka najwierniejszych kibiców. Dziś są to całe rodziny, dużo dzieciaków. Udało nam się zbudować wokół Motoru dużą społeczność. Jestem też zadowolony z postawy kibiców, którzy świetnie dopingują, budują dobrą atmosferę, stworzyli rewelacyjny hymn klubu, łącznie z melodią i słowami. Myślę, że mieszkańcy Lublina powinni być dumni, że Motor jest wyrazistym klubem. Gra ładną, dynamiczną piłkę, tworzy piękne widowiska.

Kibice przychodzą oglądać widowisko, oczekują emocji. I dziś w tym kierunku idzie cała piłka nożna. Ludzie przychodzą przede wszystkim dla bramek. I my to im daliśmy. Nawet jak czasem przegrywaliśmy. Siedem bramek z Widzewem (porażka 3:4), po sześć z Legią (3:3) czy Pogonią Szczecin (wygrana 4:2). Takie mecze kibice chcą oglądać. Nie podzielam zdania, że mecz wygrany 1:0 przez kogokolwiek jest świetnym spektaklem.

Motor Radomiak
Fot.

Czyli Motor Lublin będzie gwarantować widowiskową, spektakularną piłkę nożną, która przynosi dużą frajdę kibicom?

- Mamy młodego trenera, młody sztab, który cieszy się z tego, co robi. Szybko się uczą, rozwijają, kombinują, co jeszcze poprawić, dołożyć, czym możemy zaskoczyć przeciwnika. Dlatego Motor będzie grał otwartą piłkę, która będzie porywała trybuny.

Bez wielu głośnych transferów, bez wydawania milionów złotych, z zawodnikami, którzy grali w przeszłości w niższych ligach, udało się Panu i sztabowi stworzyć solidny zespół.

- Mam doświadczenie w zarządzaniu. Zarządzam wieloma firmami, które świetnie sobie radzą. Te, które są na giełdzie w tej chwili idą do góry. To są ciężkie lata pracy i doświadczenia. To pozwala na podejmowanie dobrych i przemyślanych decyzji.

Tak samo było z Mateuszem Stolarskim. Cały czas obserwowałem, jak ciężko pracuje. Uświadomiłem sobie, że warto dać mu szansę, nie szukać nikogo na zewnątrz. To przyniosło świetne efekty. Jak widać, to moje doświadczenie zaprocentowało. A dzięki trenerowi Stolarskiemu wielu zawodników, którzy przez lata grali w niższych ligach, się rozwinęło. Wystarczy wspomnieć Piotrka Ceglarza czy Michała Króla.

Sposób zarządzania klubem docenił portal meczyki.pl, który przyznał panu tytuł "Potężnego włodarza" za ubiegły sezon, chociaż w piłce nożnej, jako właściciel Motoru nie jest pan długo. W ekstraklasie to pierwszy sezon. Cieszą pana takie wyróżnienia?

- Od dwóch lat osobiście zajmuję się Motorem, już nie tylko jako właściciel, ale i prezes. Na szczęście trafiłem też na dobrych ludzi, którzy wyznają moją filozofię ciężkiej pracy. Udało mi się przekonać do pracy w Motorze prezesa Łukasza Jabłońskiego, który był wcześniej trzy lata w Koronie Kielce. I szczerze mówiąc, teraz mam dużo łatwiej. Prezes Jabłoński zdjął mi wiele spraw z głowy, poza tymi sportowymi. Taki mamy podział, że ja zajmuję się sprawami sportowymi, czyli transferami, aspektami trenerskimi, zawodniczymi. Natomiast on się zajmuje całą resztą, a jest tego bardzo dużo. Świetnie się uzupełniamy. Cieszę się, że Meczyki to dostrzegły.

Docenia to też środowisko. Kilka dni temu słuchałem wywiadu właściciela Lecha Poznań Jacka Rutkowskiego, który podaje nas jako przykład klubu optymalnie zarządzającego budżetem. Trzeba pamiętać, że Motor nie jest mocarzem. Nie możemy się porównywać z Lechem czy Legią Warszawa, gdzie są stadiony po 30-40 tysięcy ludzi i wpływy z biletów są nieporównywalne do tego, co możemy wygenerować w Lublinie. Dlatego zarządzanie musi być adekwatne do sytuacji w danym momencie, efektów i wyników sportowych.

I robimy to mądrze. Zarówno jeśli chodzi o organizację, jak i budowanie drużyny. Robimy sensowne transfery. Za chwilę czeka nas kolejne okienko. Wiemy, gdzie muszą nastąpić wzmocnienia. Mieliśmy spotkanie ze sztabem, z trenerem, dyrektorem sportowym, prezesem Jabłońskim. Ustalamy już szczegóły na kolejny sezon.

Miałem pytać, czy odetchnął pan po zakończonym tydzień temu sezonie, ale widzę, że nie ma na to czasu.

- Rzeczywiście nie ma czasu, żeby odetchnąć. Zaraz po zakończeniu sezonu była gala PZPN-u i Ekstraklasy. Dyskutowaliśmy do późnych godzin na temat pewnych zmian, które muszą nastąpić w rozgrywkach. Moim zdaniem jest wiele rzeczy do poprawienia.

Dobrze, że moja propozycja w sprawie zasad gry młodych zawodników została wzięta pod uwagę. Od przyszłego sezonu nie będzie kar za to, że klub nie wystawia młodych zawodników. Będzie tylko "marchewka", czyli nagroda. Klub, który gra młodymi zawodnikami, dostaje premię. Nie wystawia ich, to premii nie ma.

Mówił pan, że Motor będzie stawiał na młodych zawodników. Z tym jednak bywało różnie w ubiegłym sezonie.

- Nie zgadzam się. Mieliśmy kilku młodych zawodników: Filip Luberecki, Krystian Palacz, Bright Ede. Jest jeszcze 17-letni Franek Lewandowski, który na razie nie wystąpił w pierwszym składzie. To wynika z faktu, że trener bardzo dobrze go przygotowuje. Nie chcemy "spalić" młodego chłopaka, zwłaszcza w trudnych meczach.

Zimą sprowadziliśmy 18-letniego Brighta Ede, który w Zagłębiu Lubin wcale nie występował w pierwszym składzie, sporadycznie grał w drugiej drużynie, w drugiej lidze. Nasz sztab w dwa miesiące go zbudował. W debiucie ze Stalą Mielec Ede strzelił debiutancką bramkę w ekstraklasie. Pojawiają się informacje, że jest zainteresowanie zawodnikiem ze strony topowych klubów brytyjskiej Premier League (wśród zainteresowanych ma być m.in. wicemistrz Anglii Arsenal Londyn - przyp. Red.). Oczywiście nie ma opcji, żeby Ede odszedł z Motoru i takich pieniędzy, które w tej chwili byśmy zaakceptowali. Bright ma trzyletnią umowę, wierzę że się rozwinie i będzie takim graczem jak Lamine Jamal w Barcelonie, bo to jest ten typ zawodnika. Grający intuicyjnie, mający duży polot w grze.

Filip Luberecki u nas też się rozwinął, zaczął w drugiej lidze, dziś jest powoływany do młodzieżowej reprezentacji Polski.

Motor Lublin
Fot.

Czyli w przyszłym sezonie w Motorze zadebiutują kolejni młodzi zawodnicy?

- Na pewno. Na celowniku mamy kolejnych młodych zawodników, nietuzinkowych. Ich obserwacją, a później wprowadzaniem do drużyny zajmuje się rozbudowany sztab. Stawiamy na pracę indywidualną. Podchodzimy do młodzieży w szczególny sposób.

Tak jak do Franka Lewandowskiego. Wierzę, że to będzie talent pokroju Roberta Lewandowskiego. Chłopak jest niebywale inteligentny, ma same piątki w szkole, za rok zdaje maturę. W Lublinie ma zapewnione kształcenie w prywatnym liceum, najlepszym w mieście. Ma indywidualne zajęcia, zaczyna o 7 rano, żeby mieć czas na trening. Wierzę, że w nowym sezonie, może nawet w pierwszych meczach, wystąpi w pierwszym zespole Motoru.

Zimą było zainteresowanie Filipem Lubereckim, za którego austriacki Sturm Graz oferował około miliona euro. Też nie zgodził się pan na transfer.

- To było na początku rundy wiosennej. O konkretnej kwocie nie chciałbym mówić. Myślę, że wiele klubów przyjęłoby ofertę i cieszyło się, że ma kasę. Ja powiedziałem od razu, że nie opcji, żeby Luberek w tej chwili odszedł z Motoru. Możemy rozmawiać o tym za rok, pod warunkiem, że będzie chciał tego sam zawodnik i jego agent, który jest bardzo uczciwie działającym człowiekiem.

Zresztą, ja już po tych dwóch latach, można powiedzieć odsegregowałem niektóre agencje, niektórych agentów, z którymi nie chcę mieć nic do czynienia. Uważam, że to handlarze żywym towarem. Zależy im wyłącznie na własnym interesie, a nie dobru zawodnika czy klubu.

Natomiast jest kilku agentów bardzo świadomych, tak, jak agent Lubereckiego czy Brighta Ede. Można z nimi szczerze porozmawiać o rozwoju zawodnika, jego wartości dla klubu, o dobrym momencie na transfer. Ja uważam, że młody zawodnik, 18 czy 19-letni powinien celować wysoko. Myśleć o transferze do ligi hiszpańskiej, niemieckiej czy brytyjskiej, a nie tureckiej czy greckiej. O transferach do tych słabszych lig mogą myśleć zawodnicy koło 30-ki, którzy chcą jeszcze chwilę pograć, jeszcze więcej zarobić na koniec kariery.

Skoro jesteśmy przy personaliach. Klubu już ogłosił odejście sześciu zawodników. Motor opuścił też Samuel Mraz.

- Z tej szóstki zdecydowana większość to zawodnicy, którzy grali mało albo bardzo mało. Tak jak Antonio Sefer, który w zasadzie nic nie pokazał, zupełnie nie odnalazł się w Lublinie.

Jeśli chodzi o Samuela Mraza, to mieliśmy duże wątpliwości. W ostatnich dwóch meczach strzelił trzy bramki, natomiast w poprzednich trzech przegranych praktycznie nie istniał na boisku. Złożyliśmy mu bardzo dobrą propozycję, jak na Ekstraklasę naprawdę wysoką. Ale nęciła go gra u Szwajcarów. Servettte Genewa zajęło drugie miejsce, ma szansę na grę w Lidze Mistrzów lub w innych pucharach.

Powiedziałem mu uczciwie, że został zbudowany w Motorze przez nasz sztab. To, że zdobył 16 bramek, jest zasługą bardzo konsekwentnej, wyćwiczonej do bólu taktyki drużyny. Jeśli Motor ma sięgać po wyższe cele, to potrzebujemy napastnika "z innej półki" w stylu Eftimisa Kulurisa, który został królem strzelów Ekstraklasy czy Iviego Lopeza.

Czy następcą Mraza może być Jean-Kevin Augustin? CV ma imponujące, ale te kilka meczów pokazało, że problemem jest jego dyspozycja fizyczna.

- Wśród naszych celów jest sprowadzenie jednego zawodnika na "dziewiątkę", który będzie podstawowym zawodnikiem i jednego młodzieżowca. Ten podstawowy bezwzględnie musi być lepszy niż Mraz.

Jeśli chodzi o Augustina - to jest format zawodnika, którego w Motorze nigdy nie było. Grał we Francji, w Niemczech, w Anglii. To jest inny poziom sportowy. Ma olbrzymi potencjał. U nas zaczął się odnajdywać, strzelił bardzo ładną bramkę. Natomiast złapał lekką kontuzję. Ma wrócić do treningów 15 czerwca, kiedy zaczynamy przygotowania do sezonu. Jeśli zdrowotnie odbuduje się w ciągu tych dwóch tygodni, to dostanie od nas propozycję zostania w Motorze na kolejny sezon. On może być zawodnikiem, który zrobi ogromną różnicę. Tylko potrzebuje trochę czasu.

Pamiętajmy, że Pululu, kiedy przyszedł do Jagiellonii, też przez kilka miesięcy nie grał w pierwszym składzie, a jak zaskoczył, to każdy dziś mówi "wow". Dlatego Augustin dostanie od nas szansę, wierzę w niego.

Sergi Samper, który w przeszłości grał w Barcelonie, odbudował się w Motorze.

- To też zasługa sztabu, choć oczywiście nie z każdym się udaje. Zawodnicy to nie maszyny ani komputery. To są ludzie, mają różne problemy, różne charaktery. Do tego dochodzi adaptacja w mieście, otoczenie. Lublin na szczęście jest bardzo przyjaznym miastem, zawodnicy to doceniają.

Rozmawiałem w niedzielę z Sergim Samperem. On jest zadowolony z życia w Lublinie, lubi Motor, organizację w klubie. Kiedyś zapytałem go, jaka jest różnica między Barceloną a Motorem. Powiedział, że chodzi tylko o wielkość klubu. Jeśli chodzi o organizację, to nie ma wielkiej różnicy, a treningi w Motorze są nawet bardziej wymagające jak w Barcelonie.

Cieszy mnie to, że ludzie są tu zadowoleni, że przychodzą do klubu z uśmiechem, że praca sprawia im przyjemność. Teraz będziemy dalej podnosili poprzeczkę. Motor będzie miał przepiękny autokar, obrandowany, luksusowy, mega wygodny.

Co z poprzednim było nie tak?

- Nie był nasz (śmiech). Lublin leży na wschodzie kraju. Z tego względu drużyna ma wiele wyjazdów, często trzeba pokonać kilkaset kilometrów. Szczecin, Gdańsk, Lublin, teraz Gdynia - to są często siedmiogodzinne podróże. Piłkarze pokonują je, leżąc w poprzek na siedzeniu, czasem kładą się na matach na podłodze. To niebezpieczne, gdyby nie daj Boże doszło do wypadku.

Nowy autokar będzie miał mniej miejsc, bo około 40 zamiast ponad 60. Będą specjalne siedzenia, które można będzie rozłożyć praktycznie do pozycji leżącej. Do tego znajdzie sięw nim całe zaplecze kuchenne, lodówka, mikrofala, piekarnik, żeby w razie potrzeby kucharz, który jedzie z drużyną, mógł przygotować odpowiednie posiłki.

Z perspektywy klubu to detal.

- Kiedyś trener Rakowa Marek Papszun, powiedział bardzo mądrą rzecz. Dzisiaj w futbolu, w całej Ekstraklasie nie ma możliwości, żeby wygenerować wielkie różnice w jakimś elemencie między drużynami. Zarówno jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne, czy o taktykę. Dlatego kluczowe będą małe różnice na różnych płaszczyznach. Takie, które spowodują, że dana drużyna będzie lepsza.

I te detale będą decydowały o poziomie klubu, o wynikach i na koniec o miejscu w tabeli.

- Tak. Wiele takich małych detali będzie o tym decydowało i chcemy mieć przewagę nawet w tych małych sprawach.

Motor Lublin
Fot.

W połowie czerwca Motor zaczyna treningi. Jaki będzie cel na ten sezon? Niedawno mówił pan o czołowej trójce i europejskich pucharach w Lubinie. To aktualne?

- Dzięki dobrej postawie Legii i Jagiellonii w Lidze Konferencji grę w Europie da nam zajęcie czwartego, a nawet piątego miejsca w lidze. Nie będę ukrywał, że ta czwórka będzie naszym celem. Natomiast jak to w życiu bywa, żeby to osiągnąć, trzeba mieć dużo szczęścia.

Cel jest ambitny, ale z pewnością muszą za tym iść też dobre transfery.

- Zobaczymy, jakich zawodników uda się ściągnąć. Być może uda nam się pozyskać jakąś gwiazdę, która zrobi różnicę, zwłaszcza w ataku.

Kto to będzie? Może pan zdradzić coś więcej?

- Jesteśmy po pierwszej rozmowie o transferach z trenerem Stolarskim i dyrektorem sportowym Pawłem Golańskim. Padły pewne nazwiska, ale konkretów na razie nie podam. Nasza polityka transferowa musi być mądra. Musimy też rozsądnie budować budżet, który w ubiegłym sezonie był na poziomie 30 mln zł.

A jaki będzie w przyszłym?

- Tego jeszcze nie wiemy. Dużo będzie zależało od transferów, ale na pewno będzie wyższy o około 20 proc., bo ubiegły sezon zamknęliśmy stratą.

Mówił pan o planach kupienia klubu w Senegalu, skąd Motor mógłby pozyskiwać najzdolniejszych zawodników z Afryki.

- Odłożyliśmy na razie ten pomysł. Mieliśmy dużo innych, bieżących spraw. Do tego tematu wrócimy, ale trudno mi dziś powiedzieć kiedy.

Czy z perspektywy tych pięciu lat uważa pan, że zakup Motoru był dobrą inwestycją?

- Z punktu finansowego to żadna inwestycja. Jeśli klub się samofinansuje to bardzo dobrze. Ale zazwyczaj trzeba do niego dokładać. Zresztą cały czas pojawiają się oczekiwania. Kibice chcą więcej, chcą lepszych zawodników, za tym idą droższe kontrakty itd. Natomiast jeśli chodzi o emocje, to radość po zwycięstwie zawsze jest krótsza niż cierpienie po porażce. Tak jak w życiu. Żałoba trwa dłużej niż radość po weselu.
Natomiast cieszę się z tego, że udowodniłem, sobie i środowisku piłkarskiemu, że da się sensowną, ciężką pracą, zbudować bardzo szybko jakość klubu. Zaledwie cztery lata wystarczyły, żeby awansować z poziomu III ligi do ekstraklasy.

Za tym poszła też radość ludzi, kibiców. Podchodzą do mnie dzieciaki, proszą o autograf, o zdjęcia z zawodnikami, bo to przecież oni są bohaterami, a nie prezes klubu. Rozmawiają ze mną kibice z tak zwanej "ferajny", którzy przez ostatnie 20-30 lat jeździli za Motorem po małych miasteczkach, po małych stadionach. Dziś są dumni, że klub jest w ekstraklasie.

Widać to też po frekwencji. Na 15-tysięcznym stadionie mecze średnio ogląda ponad 13 tys. kibiców, a na piłkarskich hitach z Lechem czy Legią był komplet.

- To pokazuje, jaki jest głód piłki na wysokim poziomie. Na pięć meczów już pierwszego dnia sprzedaży rozszedł się nam komplet biletów. Dziś Motor Lublin Arena jest za mała. Białystok, który jest mniejszy ma ponad 20-tysięczny stadion, w niespełna, w 200-tysięcznym Radomiu trwa rozbudowa i będzie 15 tysięcy jak u nas. Lublin potrzebuje stadionu na 20 tysięcy kibiców.

Na razie, żeby więcej naszych kibiców mogło wejść na mecz, zmniejszamy sektor gości. On dziś zajmuje 10 proc. pojemności, a normy UEFA i polskie mówią, że wystarczy 5 proc. Strefa gości tylko cztery razy była wypełniona. Na wielu meczach jest niewykorzystana. Na Zagłębiu Lublin było zaledwie 60 kibiców gości.

Analizujemy, czy rozbudowa Areny jest możliwa. Zleciłem prace architektom, którzy projektowali nasz Stadion Narodowy. Chcę, żeby odpowiedzieli, czy jedną z prostych, wzdłuż boiska możemy powiększyć, dołożyć 3-4 tysiące miejsc. Może uda się wygospodarować więcej.

Jeśli okaże się, że tak, to kto za tę rozbudowę miałby zapłacić? Pan czy miasto?

- Myślę, że taka przeróbka stadionu to koszt około 15-20 mln złotych. Techniczną ocenę powinienem mieć w ciągu dwóch tygodni. Wtedy będziemy rozmawiali z prezydentem, o tym co dalej. Zainwestowałem sporo swoich pieniędzy w klub. W przypadku stadionu też jestem otwarty na dialog z miastem.

To bardzo ambitne plany. Można powiedzieć, że europejskie. Kusi pana ta Europa.

- Oczywiście, że kusi. Nie jestem lokalnym przedsiębiorcą, zbudowałem kilka dużych firm. Kiedy w 2020 roku przejmowałem Mennicę Polską, była lokalnym producentem monet, działała tylko na rynku krajowym. W tej chwili mamy eksport do 27 krajów, jesteśmy największą mennicą na świecie.
Newag z zaściankowej firmy zajmującej się remontami taboru stał się rozpoznawalnym w Europie producentem. Obroty wzrosły dwudziestokrotnie, a to nie koniec naszej przygody. Takich przykładów jest znacznie więcej. Dlatego chcę sobie stawiać poprzeczkę wyżej i dążyć do bycia lepszym.

Trzeba też mieć marzenia. Jesteśmy w ekstraklasie, gramy z najlepszymi w Polsce, więc w czym Motor jest gorszy od Rakowa, czy od Jagiellonii? Raków nie ma praktycznie zaplecza kibicowskiego, malutki stadionik. A mimo tego grał w europejskich pucharach. My mamy stadion, ludzie żyją Motorem, identyfikują się z klubem. Mamy świetny sztab, który rozwija drużynę.

W zakończonym sezonie brakowało nam trochę szczęścia, dojrzałości, takiego cwaniactwa boiskowego. A w pewnym momencie trzeba być wyrachowanym, żeby zdobywać punkty. To cwaniactwo połączone z dobrą grą w przyszłym roku będzie atutem Motoru. I wierzę w to, że otworzy nam drzwi do Europy.

Zbigniew Jakubas (rocznik 1952) - to jeden z najbogatszych Polaków. W 2025 roku znalazł się na 26. miejscu listy Forbesa, zestawienia stu najbogatszych ludzi w kraju. Jego majątek jest wyceniany na 2,64 mld zł. Jakubas urodził się w Lublinie. Najpierw otworzył sieć butików w Warszawie. Pod koniec lat 80. założył grupę kapitałową Multico działającą na rynku medialnym. Był właścicielem lokalnych dzienników. Zarządzał też siecią drukarni. W kolejnych latach zaczął działać też na innych rynkach - finansowym i deweloperskim (Mennica Polska), spożywczym (Krynica-Zdrój) czy kolejowym (spółka Newag). W grupie kapitałowej Multico, której właścicielem jest Zbigniew Jakubas, pracuje dziś kilkanaście tysięcy osób.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET