Nawrocki ma pogodzić Kaczyńskiego z Braunem. Jednak w planie jest poważna pułapka
Wspólni kandydaci, Karol Nawrocki w roli architekta i Grzegorz Braun przy jednym stole z Jarosławem Kaczyńskim. Na prawicy nabiera kształtów plan odzyskania większości w Senacie w 2027 roku. Jednak walka o podział mandatów i sprzeczne interesy ugrupowań mogą pokrzyżować plany budowy szerokiej koalicji. Tym bardziej że w wyborach do Senatu na prawicę czyha jeszcze jedna, z pozoru niezauważalna pułapka.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie wydarzenia zjednoczyły prawicę przed Trybunałem Konstytucyjnym.
- Które partie prawicy rozważają wspólny pakt wyborczy.
- Dlaczego nie wszyscy popierają koalicję z partią Grzegorza Brauna.
- Co może zagrozić szerokiemu porozumieniu prawicowych ugrupowań.
Ostatnie wydarzenia wokół Trybunału Konstytucyjnego mogą okazać się pierwszym krokiem w kierunku szerokiego porozumienia prawicy i skrajnej prawicy przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku. W piątkowy wieczór przed siedzibą TK pojawili się przedstawiciele niemal wszystkich ugrupowań z prawej strony: PiS, Konfederacji, Korony Grzegorza Brauna oraz Rozwoju Plus. Ze sceny przemawiał nawet Janusz Korwin-Mikke, który przy wyraźnej aprobacie zgromadzonych wzywał prezydenta do użycia wojska w celu przywrócenia porządku konstytucyjnego.
Choć liderzy prawicy różnie rozkładali akcenty, w kluczowych sprawach mówili jednym głosem. Wspólnie protestowali przeciwko zmianom w Trybunale Konstytucyjnym i działaniom rządu Donalda Tuska. Z entuzjazmem przyjęli również zachowanie prezydenta Karola Nawrockiego, który w nocy z piątku na sobotę siłą wtargnął do budynku Trybunału. Europosłanka Ewa Zajączkowska-Hernik pisała nawet, że jest „dumna z prezydenta, który w momencie zamachu na Trybunał Konstytucyjny, potrafi wziąć sprawy w swoje ręce”.
Kryzys w Trybunale zjednoczy prawicę?
Kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego narasta w momencie, gdy prawica próbuje zewrzeć szeregi przed przyszłorocznymi wyborami. Od wielu miesięcy w opozycji trwają rozmowy o utworzeniu wspólnego paktu senackiego. Jego twarzą i głównym architektem miałby zostać prezydent Karol Nawrocki.
Taki scenariusz jest wygodny dla wszystkich stronnictw. Dla Konfederacji przywództwo Nawrockiego oznaczałoby ograniczenie wpływów Jarosława Kaczyńskiego. Z kolei PiS mogłoby uniknąć bezpośredniej odpowiedzialności za zaproszenie do współpracy Korony Grzegorza Brauna. Formalnie inicjatorem porozumienia nie byłaby bowiem Nowogrodzka, lecz Pałac Prezydencki.
O ile dotychczas udział partii Brauna w szerokim porozumieniu prawicy stał pod znakiem zapytania, o tyle ostatnie wydarzenia przed Trybunałem mogą świadczyć o postępującym zbliżeniu. Braun nie tylko przemawiał obok innych prawicowych liderów, ale też uwiecznił swoją obecność na wspólnym zdjęciu z Jarosławem Kaczyńskim. Już w sobotę delegacja Korony pojawiła się natomiast w Pałacu Prezydenckim na oficjalnych rozmowach z Karolem Nawrockim i jego ministrami w sprawie pata w Trybunale.
Wcześniej ważny krok w kierunku wyborczej współpracy wykonały PiS i Konfederacja. Chodzi o przedterminowe wybory do Senatu w okręgu nr 20. Oba ugrupowania uzgodniły poparcie dla wspólnego kandydata – Janusza Kubickiego, byłego prezydenta Zielonej Góry. Jego rywalką z ramienia koalicji 15 października będzie Zdzisława Różańska, wdowa po zmarłym senatorze, generale Mirosławie Różańskim. Głosowanie zaplanowano na 22 listopada.
Rozwój Plus mówi „nie” koalicji z Braunem
Nie wszyscy na prawicy są jednak entuzjastami tak szerokiego porozumienia. Politycy związani z Mateuszem Morawieckim ostrzegają, że sojusz z partią Grzegorza Brauna może przynieść więcej strat niż korzyści, zniechęcając umiarkowanych, konserwatywnych wyborców.
Jeszcze przed piątkowymi wydarzeniami wokół Trybunału Konstytucyjnego środowisko Rozwoju Plus stawiało sprawę jasno: koalicji z braunistami nie będzie. Nie ma również zgody na forsowany przez nich Polexit.
Grzegorz Braun i Włodzimierz Skalik
Argumenty przeciwko takiemu sojuszowi przedstawił kilka dni temu poseł Rozwoju Plus Łukasz Schreiber. „Dlaczego? Bo to uwiarygodnienie Brauna, który okaże się jeszcze gorszy (choć trudno w to uwierzyć) niż Giertych w latach 2005-07. Wzięcie go do paktu oznacza, że na pewno bez niego nie uda się stworzyć rządu. A rząd z Braunem to koszmar, który nie tylko wysadzi każdego premiera, ale może pogrzebać szansę Karola Nawrockiego na drugą kadencję. A taki scenariusz byłby prawdziwą tragedią dla Polski. Rozwój Plus daje szansę, by do tego nie doszło” – pisał na portalu X.
Za stanowiskiem Rozwoju Plus stoją nie tylko różnice polityczne, lecz także chłodna kalkulacja wyborcza. Im więcej ugrupowań przystąpi do prawicowego paktu, tym mniej mandatów przypadnie poszczególnym uczestnikom. Wybory do Senatu odbywają się bowiem w okręgach jednomandatowych. W każdym z nich zwycięzca może być tylko jeden – kandydat, który zdobędzie najwięcej głosów.
Pakt prawicy może wpaść we własną pułapkę
Przeciwnicy szerokiego porozumienia zwracają uwagę na jeszcze jeden problem. Ordynacja wyborcza do Senatu umożliwia stosunkowo łatwe tworzenie niezależnych komitetów wyborczych. O ile w wyborach do Sejmu samodzielny start jest praktycznie niewykonalny, o tyle kandydat do Senatu potrzebuje zaledwie dwóch tysięcy podpisów poparcia. To z kolei otwiera furtkę do scenariusza, który może pokrzyżować plany nawet najlepiej przygotowanego paktu wyborczego.
Zwolennicy porozumienia przekonują, że w 2023 roku prawica straciła wiele mandatów senackich właśnie z powodu rozproszenia głosów pomiędzy kandydatów kilku ugrupowań. Tymczasem dzisiejsza koalicja rządząca wystawiła wspólnych kandydatów, skutecznie ograniczając wewnętrzną konkurencję. Analiza wyników ostatnich wyborów rzeczywiście pokazuje, że w wielu okręgach suma głosów oddanych na kandydatów PiS, Konfederacji i Bezpartyjnych przewyższała wynik zwycięskiego przedstawiciela koalicji 15 października.
Krzysztof Bosak i Sławiomir Mentzen
To jednak nie zamyka sprawy. Dobrym przykładem są wybory z 2023 roku w okręgu nr 46. Koalicja 15 października wystawiła tam wspólnego kandydata – Grzegorza Nowosielskiego, rekomendowanego przez PSL i Polskę 2050. Jego zadaniem było odebranie mandatu wieloletniemu senatorowi PiS Robertowi Mamątowowi.
Plany pokrzyżował jednak inny znany działacz PSL z regionu, Mirosław Augustyniak, który mimo zawartego porozumienia zarejestrował własną kandydaturę. Ostatecznie mandatu nie zdobył ani Nowosielski, ani Augustyniak. W Senacie pozostał Robert Mamątow. Jednak suma głosów oddanych na Nowosielskiego i Augustyniaka była wyższa niż ta oddana na kandydata PiS.
Co zrobią senatorowie PiS, dla których zabraknie miejsca?
Podobny scenariusz może zagrozić prawicowemu paktowi w 2027 roku. PiS ma obecnie 31 senatorów. Jeśli dojdzie do szerokiego porozumienia, część z nich będzie musiała ustąpić miejsca kandydatom Konfederacji i Korony Grzegorza Brauna. Nie wszyscy muszą zaakceptować taki podział. Politycy, którzy stracą szansę na start z poparciem paktu, mogą zdecydować się na rejestrację własnych komitetów.
Na to ryzyko zwraca uwagę Waldemar Buda, europoseł Rozwoju Plus. W swoim wpisie na portalu X przedstawił kalkulację, zgodnie z którą w ramach szerokiego porozumienia PiS mogłoby otrzymać zaledwie 17 miejsc uznawanych za biorące. Po uwzględnieniu ewentualnego startu posłów liczba miejsc dla obecnych senatorów miałaby spaść do 14.
„To oznacza, że 17 senatorów PiS pomimo niezgłoszenia do paktu, czując się zdradzonymi przez PiS, wystartuje w swoich okręgach i podzieli głosy innego prawicowego kandydata, co da efekt mandatu na rzecz kandydata paktu demokratycznego” – przekonuje Buda.
Prawica chce odzyskać Senat. Czy powtórzy strategię rywali?
Większość w Senacie należy obecnie do koalicji 15 października. Ugrupowaniom tworzącym dzisiejszy obóz rządzący udało się zdobyć ją dwukrotnie – w 2019 i 2023 roku. W obu przypadkach istotną rolę odegrało zawarcie szerokiego porozumienia wyborczego i wystawienie wspólnych kandydatów. Gdyby partie te startowały osobno, wyniki w wielu okręgach mogłyby wyglądać inaczej.
Przykładem są wybory z 2023 roku w okręgu senackim nr 3. Popierana przez koalicję Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska zdobyła 82 511 głosów, a kandydatka PiS Dorota Czudowska – 78 066. Gdyby do wyniku Czudowskiej doliczyć głosy oddane na Piotra Jasińskiego z Konfederacji, suma przekroczyłaby 99 tysięcy. Byłoby to znacznie więcej niż rezultat zwycięskiej kandydatki.
Podobnie wyglądała sytuacja w okręgu nr 38, w którym mandat zdobył były premier Waldemar Pawlak. Łączna liczba głosów oddanych na Eryka Martynowskiego z PiS oraz Adama Matyszewskiego z Konfederacji przewyższała wynik kandydata popieranego przez koalicję 15 października.
Prawica chce teraz skopiować ten wariant. Zawarcie porozumienia nie jest jednak łatwe ze względu na znaczne rozbieżności interesów. PiS od wielu miesięcy zapewniało, że nie ma mowy o koalicji z Grzegorzem Braunem i jego prorosyjską partią. Konfederacja domagała się z kolei odsunięcia Jarosława Kaczyńskiego od negocjacji, podkreślając, że pakt prawicy bez Korony Brauna nie ma sensu.
Sami brauniści również nie zamierzają czekać na wynik rozmów w nieskończoność. Równolegle przygotowują się do samodzielnego startu. W wyborach uzupełniających do Senatu 22 listopada wystawili Tomasza Naruszewicza. Wcześniej ich kandydat Michał Klimek wystartował w wyborach prezydenckich w Krakowie.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET