Prawicowe zderzenie w Krakowie. „Wistują wysoko, żeby nie powiedzieć: o wszystko”

6 min. czytania
10.06.2026 06:22
Obserwuj nas na Google

Aż trzech kandydatów prawicy rusza do walki o fotel prezydenta Krakowa. Przedterminowe wybory, po odwołaniu Aleksandra Miszalskiego, będą czymś więcej niż lokalnym starciem o władzę. Staną się politycznym pojedynkiem PiS, Konfederacji i środowiska Grzegorza Brauna. Wynik tego starcia może wpłynąć na układ sił przed parlamentarną kampanią w 2027 roku.

Konieczność przeprowadzenia nowych wyborów jest następstwem referendum z 24 maja, w którym mieszkańcy zdecydowali o odwołaniu Aleksandra Miszalskiego ze stanowiska prezydenta miasta.
fot. Beata Zawrzel/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie partie wystawiły kandydatów na prezydenta Krakowa.
  • Dlaczego PiS ma trudne zadanie w wyborach w Krakowie.
  • Co zadecydowało o odwołaniu Aleksandra Miszalskiego.
  • Którzy kandydaci prawicowi startują w wyborach w Krakowie.

Znani są już kandydaci najważniejszych ugrupowań politycznych w przedterminowych wyborach na prezydenta Krakowa. Po porażce referendalnej dotychczasowego włodarza, Aleksandra Miszalskiego, Koalicja Obywatelska i PSL zdecydowały się wystawić wspólną kandydatkę – senator Monikę Piątkowską (KO). Pozostałe formacje nie były tak zgodne. Lewicowi wyborcy będą mieli do wyboru dwie kandydatki: Aleksandrę Owcę z partii Razem oraz Darię Gosek-Popiołek z Nowej Lewicy. Decyzji o starcie nadal nie ogłosił Łukasz Gibała, który w wyborach w 2024 roku uplasował się na drugiej pozycji, przegrywając z Miszalskim. Grażyna Zofia Świat jest z kolei kandydatką Bezpartyjnych Samorządowców Małopolski. Start zapowiedział także Jan Hoffman, lider grupy referendalnej w Krakowie i przewodniczący Rady Dzielnicy I Stare Miasto.

Szczególnie ciekawie zapowiada się rywalizacja prawicowych kandydatów. PiS postawiło na Michała Drewnickiego – wieloletniego radnego i wiceprzewodniczącego Rady Miasta Krakowa. Konfederacja zdecydowała się na kandydaturę Bartosza Bocheńczaka, który w 2025 roku był szefem sztabu wyborczego Sławomira Mentzena. W wyborach powalczy także kandydat Konfederacji Korony Polskiej, czyli partii Grzegorza Brauna. Jest nim Michał Klimek, przedsiębiorca i architekt. Na tym jednak stawka się nie kończy, bo start zapowiedzieli także były szef NIK Marian Banaś oraz związana z prawicą celebrytka Marianna Schreiber. Politycy mówią w kuluarach, że tak duże rozproszenie nie wróży prawicy niczego dobrego.

O wyborcze porozumienie PiS i Konfederacji apelował pod koniec maja Przemysław Czarnek. - Krzysiu, Sławku, wybierzmy wspólnego kandydata na prezydenta Krakowa – wzywał. „Uważam że nasze partie różnią się na tyle mocno, że jest najzupełniej naturalne, że powinny mieć osobnych kandydatów. Czas na mniejsze zło jest ewentualnie w drugiej turze” – odpowiedział mu Krzysztof Bosak.

Redakcja poleca

Kilku prawicowych kandydatów w Krakowie i próba sił

Starcie prawicy w Krakowie będzie interesujące z kilku powodów. Dla PiS wybory te mają znaczenie strategiczne. Po udanym odwołaniu w referendum Aleksandra Miszalskiego z KO największa partia opozycyjna będzie chciała pokazać, że to właśnie od Krakowa zaczną się zmiany, które poprowadzą ją do powrotu do władzy w kraju w 2027 roku. Nie będzie to jednak łatwe zadanie, bo stolica Małopolski nie jest bastionem PiS. Większość w Radzie Miasta Krakowa ma KO (20 radnych) wraz z Nową Lewicą (4 radnych). Kluby opozycyjne to PiS (12 radnych) i Kraków dla Mieszkańców Łukasza Gibały (6 radnych). W ostatnich wyborach samorządowych kandydat PiS na prezydenta miasta, poseł Łukasz Kmita, nie wszedł nawet do drugiej tury. Powtórka tego scenariusza byłaby dla PiS prestiżową porażką, szczególnie, że po odwołaniu Aleksandra Miszalskiego partia ogłosił swój wielki triumf i obalenie „krakowskiego Tuska”.

- PiS musi się bardzo mocno spiąć, bo nie może po raz drugi przegrać takiej rywalizacji, nie wprowadzając kandydata do drugiej tury. To będzie dla nich duży problem – mówi nam dr Anna Materska-Sosnowska, politolożka z Uniwersytetu Warszawskiego. - Oni naprawdę wistują wysoko, żeby nie powiedzieć: o wszystko. Negatywne referendum to jedno, ale wygrana to coś zupełnie innego – podkreśla.

Starcie prawicy w Krakowie będzie interesujące z kilku powodów. Dla PiS wybory te mają znaczenie strategiczne.
Fot. PAP/Łukasz Gągulski
Kandydat Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Krakowa Michał Drewnicki

To jednak nie koniec. Zadania PiS nie zamierza ułatwiać Konfederacja, która liczy, że uda jej się dogonić prawicowego konkurenta. A dobry wynik w przedterminowych wyborach w Krakowie znów doda jej wiatru w żagle przed krajowym starciem w 2027 roku. Rezultat Bartosza Bocheńczaka, polityka związanego z Nową Nadzieją Sławomira Mentzena, będzie ważny nie tylko z uwagi na rywalizację z PiS, ale także ze względu na frakcyjną konkurencję w samej Konfederacji. Formację tworzą dwa ugrupowania: Ruch Narodowy Krzysztofa Bosaka oraz wspomniana Nowa Nadzieja. W tym kontekście ewentualny sukces Bocheńczaka w Krakowie będzie także wzmocnieniem politycznej pozycji Mentzena i jego stronników. Porażka z kolei wzmocni skrzydło Bosaka. Nie jest tajemnicą, że od pewnego czasu relacje między oboma panami nie są najlepsze.

W Krakowie kandyduje człowiek Mentzena i Nowej Nadziei

– Nie znam lepszego kandydata na prezydenta miasta Krakowa. To przedsiębiorca, menadżer, całe życie związany z Krakowem, człowiek niezwykle oszczędny – mówił niedawno o Bocheńczaku Mentzen. – Mam wielką nadzieję, że powierzycie mu bardzo ważną rzecz, jedną z najważniejszych, jakie macie, czyli wasz Kraków, wasze miasto, i sprawicie, że Bartosz Bocheńczak będzie kolejnym prezydentem miasta Krakowa – apelował do mieszkańców.

Przypomnijmy, że w marcu z Nową Nadzieją Mentzena rozstała się popularna europosłanka Ewa Zajączkowska-Hernik. Początkowo była nawet łączona medialnie z transferem do ugrupowania Grzegorza Brauna. Ostatecznie pozostała w Konfederacji, choć poza strukturami formacji Mentzena. Na swoich profilach w portalach społecznościowych Zajączkowska-Hernik z zadowoleniem komentowała wyniki krakowskiego referendum i klęskę Aleksandra Miszalskiego, ale na próżno szukać tam wzmianek o kandydacie Konfederacji na prezydenta tego miasta. Zapytaliśmy europosłankę, czy zamierza zaangażować się w kampanię Bartosza Bocheńczaka, jednak nie udzieliła nam odpowiedzi.

Dobry wynik Sławomira Mentzena w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich sprawił, że Konfederacja uwierzyła, iż może rzucić PiS wyzwanie w walce o dominację na prawicy. To długofalowy plan, a Kraków ma stać się jednym z pierwszych pól tej politycznej bitwy.

W stawce jest jeszcze Michał Klimek, czyli kandydat partii Grzegorza Brauna, która w krajowych sondażach depcze po piętach Konfederacji i chce wprowadzić liczną grupę przedstawicieli do nowego parlamentu. Dla ugrupowania Brauna będzie to także ważny sprawdzian w kampanijnym boju, bo w 2024 roku nie miało ono swojego kandydata w wyborach w Krakowie.

- Kandydat Korony bardziej startuje po to, żeby przypomnieć i utrwalić logo partii. Zakładałam, że nawet Grzegorz Braun może wystartować, ale rozumiem, że szykuje już „jedynki” na listy wyborcze, stąd taka konieczność rozpoznania – komentuje dr Materska-Sosnowska.

Trudne zadanie przed PiS, Konfederacją i Koroną w Krakowie

W 2024 roku kandydatem Konfederacji na prezydenta Krakowa był Konrad Berkowicz, ale uzyskał zaledwie 5 proc. poparcia. Łukasz Kmita z PiS zdobył 19,7 proc. głosów, ale okazało się to za mało, aby wejść do decydującej drugiej tury. Dla porównania: Łukasza Gibałę poparło wówczas 26,7 proc. mieszkańców, a Aleksandra Miszalskiego 37,2 proc. Widać zatem, że przed prawicowymi kandydatami niełatwe zadanie.

Rywalizację w Krakowie podgrzewa oczywiście kontekst krajowy. We wtorek poseł Konfederacji Bartłomiej Pejo ujawnił kulisy nieudanej próby zebrania poparcia pod wnioskiem o wotum nieufności wobec ministry kultury Marty Cienkowskiej. Według jego relacji Przemysław Czarnek był gotów poprzeć inicjatywę i złożyć podpis, jednak ostatecznie wycofał się po rozmowie z Mariuszem Błaszczakiem. Sytuację prześmiewczo skomentował lider Nowej Nadziei Sławomir Mentzen. „Postarałbym się to zrozumieć, gdyby zabronił ci tego sam Kaczyński. Ale Błaszczak? Poważnie?” – napisał, wyrażając zdziwienie decyzją byłego ministra edukacji i kandydata PiS na premiera. Na słowa Mentzena odpowiedział sam Czarnek. „Nie dziel i nie jątrz. Tak prawica nie wygra” – stwierdził, zarzucając mu podsycanie sporów po stronie opozycji.

Zadania PiS nie zamierza ułatwiać Konfederacja, która liczy, że uda jej się dogonić prawicowego konkurenta.
Fot. PAP/Łukasz Gągulski
Kandydat Konfederacji na stanowisko prezydenta miasta Bartosz Bocheńczak

Premier Donald Tusk poinformował we wtorek, że najbardziej realnym terminem przedterminowych wyborów prezydenta Krakowa jest druga połowa września. Zaznaczył jednak, że ostateczna decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła.

Konieczność przeprowadzenia nowych wyborów jest następstwem referendum z 24 maja, w którym mieszkańcy zdecydowali o odwołaniu Aleksandra Miszalskiego ze stanowiska prezydenta miasta. Zgodnie z przepisami Kodeksu wyborczego głosowanie powinno zostać zorganizowane w ciągu 90 dni od ogłoszenia wyników referendum. Kompetencja do wyznaczenia daty przedterminowych wyborów wójta, burmistrza lub prezydenta miasta należy do premiera. Do czasu wyboru nowego prezydenta Krakowa funkcję komisarza będzie pełnił Stanisław Kracik, dotychczasowy zastępca Miszalskiego.

Aleksander Miszalski z KO odwołany w referendum

Inicjatywa przeprowadzenia referendum odwoławczego w Krakowie wyszła od grupy mieszkańców, której najbardziej rozpoznawalnym przedstawicielem był przewodniczący Rady Dzielnicy I Stare Miasto Jan Hoffman. W kampanię na rzecz odwołania prezydenta zaangażowali się również politycy opozycji oraz środowisko skupione wokół radnego i byłego posła Platformy Obywatelskiej oraz Ruchu Palikota, Łukasza Gibały, który w wyborach samorządowych w 2024 roku rywalizował z Aleksandrem Miszalskim o fotel prezydenta Krakowa.

Krytycy dotychczasowego włodarza miasta wskazywali na szereg problemów, obciążających bilans jego rządów. Zarzucali m.in. nadmierne zadłużanie Krakowa, obsadzanie stanowisk według politycznego klucza, niewywiązywanie się z przedwyborczych deklaracji oraz sposób sprawowania urzędu. Kontrowersje budziły także zasady funkcjonowania Strefy Czystego Transportu, podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej oraz rozszerzenie godzin obowiązywania opłat za parkowanie.

W odpowiedzi na narastającą krytykę i trwającą kampanię referendalną Miszalski ogłosił pakiet zmian określany przez niego mianem „wielkiej korekty”. Zakładał on m.in. modyfikację zasad działania SCT, rezygnację z planowanych opłat za niedzielne parkowanie dla mieszkańców centrum, przetasowania kadrowe w magistracie, likwidację systemu premiowania członków zarządów miejskich spółek oraz ograniczenie wynagrodzeń osób zasiadających w ich radach nadzorczych. To jednak nie pomogło. Miszalski został odwołany.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET