PSL nerwowo liczy głosy, sprawa nie wygląda dobrze. „Takie operacje wymagają czasu”
W Sejmie wciąż brakuje większości dla kluczowego projektu PSL znoszącego dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast – dowiaduje się RadioZET.pl. Propozycja ludowców od stycznia nie ruszyła z miejsca, ale poseł Krzysztof Paszyk przekonuje, że sprawa nie jest jeszcze przegrana i „wymaga czasu”. Jeśli ustawa nie wejdzie w życie, w 2029 roku ze stanowiskiem pożegna się nawet 61 proc. dotychczasowych włodarzy.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego projekt ustawy PSL o zniesieniu dwukadencyjności utknął w Sejmie.
- Jakie zmiany wprowadza proponowana ustawa PSL dotycząca kadencji samorządowców.
- Co krytycy mówią o nieograniczonej liczbie kadencji w samorządach.
- Które partie polityczne popierają, a które sprzeciwiają się projektowi PSL.
Forsowany przez PSL projekt ustawy znoszącej dwukadencyjność w samorządach lokalnych utknął w miejscu i od stycznia oczekuje na trzecie czytanie. Z ustaleń RadioZET.pl wynika, że powodem zamrożenia procesu jest brak większości w koalicji rządzącej. Za projektem, poza ludowcami, opowiada się Koalicja Obywatelska, ale to za mało, by uchwalić ustawę. Podzieleni są politycy Lewicy.
W PSL przekonują jednak, że nie odpuszczą sprawy. – Ustawa nie przepadła, czekamy na większość sejmową. Projekt jest w komisji nadzwyczajnej ds. kodyfikacji. Czasami takie operacje wymagają czasu – mówi w rozmowie z RadioZET.pl szef klubu parlamentarnego PSL Krzysztof Paszyk.
– Nie ma głosowania, bo nie ma w tej chwili większości – słyszymy od jednego z posłów Koalicji Obywatelskiej, który podkreśla, że jego ugrupowanie nie zmienia zdania i nadal popiera projekt ludowców.
Projekt PSL utknął w Sejmie
Przypomnijmy: PiS w 2018 roku wydłużył kadencję samorządów z czterech do pięciu lat i jednocześnie ograniczył możliwość sprawowania władzy przez wójtów, burmistrzów i prezydentów miast do dwóch kadencji. Ustawa miała ukrócić wieloletnie rządy, układy i patologie w samorządach. Włodarze, których druga kadencja upłynie w 2029 roku nie będą mogli znów wystartować w wyborach.
Dlatego w lipcu 2025 roku PSL ogłosiło, że chce powrotu do starych zasad. Projekt ustawy został we wrześniu skierowany do pierwszego czytania i przeszedł dalej. Pod koniec października odbyło się wysłuchanie publiczne w tej sprawie. Na początku 2026 roku projekt został przegłosowany w drugim czytaniu. Na tym jednak jego droga się zakończyła. Od tamtego czasu minęło już pół roku.
Projektowi PSL sprzeciwiają się PiS, Polska 2050 i Konfederacja, a także Razem, Republikanie oraz Korona Grzegorza Brauna. Lewica może być podzielona – część parlamentarzystów, z którymi rozmawialiśmy, popiera ustawę, a część jest jej przeciwna.
Centrum nie podjęło jeszcze żadnej decyzji. – Parlamentarzyści z naszego klubu mają różne zdania. Prawdopodobnie nie będzie dyscypliny – powiedziała naszemu portalowi posłanka Aleksandra Leo. Brak głosów Lewicy i Centrum może stanowić problem, bo poparcie PSL i KO to za mało.
Krzysztof Paszyk przekonuje, że obecne prawo, dające włodarzom możliwość pełnienia funkcji przez maksymalnie dwie kadencje, pozbawia wyborców możliwości wyboru zgodnego z ich przekonaniem. – Chcemy przywrócić pełnię praw wyborczych mieszkańcom lokalnych wspólnot, którym PiS ją ograniczył, zabierając możliwość głosowania na dotychczasowego wójta, burmistrza czy prezydenta miasta – tłumaczy polityk.
PSL celowo pomija jedną zmianę
Propozycja PSL zawiera również inne zapisy, które nie dotyczą samej kadencyjności władzy wykonawczej w samorządach. Ludowcy proponują m.in., aby osoba kandydująca na wójta mogła jednocześnie startować w wyborach do rady powiatu, a także do sejmiku województwa.
To jednak nie koniec. Projekt PSL zakłada zniesienie limitu kadencji, ale pozostawia jej długość na poziomie wprowadzonym przez PiS. Oznacza to, że po ewentualnym wejściu w życie ustawy PSL włodarze będą mieli jeszcze większą władzę niż przed 2018 rokiem. – Wśród samorządowców jest to dobrze oceniane. To daje możliwość bardziej śmiałych, perspektywicznych projektów realizowanych przez pięć lat. Tego nie ruszaliśmy w projekcie – przyznaje otwarcie poseł Paszyk.
Krytycy proponowanych przez PSL zmian podkreślają, że nieograniczona liczba kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast torowała drogę lokalnym układom i sieciom powiązań, które rodziły rozmaite patologie, a rządzącym gwarantowały polityczną nietykalność. Ludowcy twierdzą jednak, że istnieje wiele przykładów pokazujących, iż odwołanie złego włodarza nie stanowi żadnego problemu, jeśli taka jest wola mieszkańców. Podkreślają jednocześnie, że dobry wójt czy burmistrz nie powinien być ograniczany liczbą kadencji, a jedynie poparciem lokalnej społeczności.
61 proc. włodarzy odejdzie w 2029 roku
W ocenie prezydentki Gdańska Aleksandry Dulkiewicz, która także sprawuje swoją funkcję już drugą kadencję, wymiana ponad 60 proc. włodarzy w 2029 roku może oznaczać wielką niewiadomą. – Pytanie jest dzisiaj zasadnicze: czy to jest po prostu bezpieczne dla państwa? Myślę, że musimy sobie sami odpowiedzieć na to pytanie – mówiła w Sejmie podczas wysłuchania publicznego projektu PSL.
Gminy oraz zrzeszające je organizacje, które przedstawiły swoje opinie, pozytywnie oceniły projekt ustawy w części dotyczącej zniesienia limitu kadencji wójtów. Większe różnice zdań pojawiły się przy propozycji umożliwienia kandydatom na wójta jednoczesnego ubiegania się o mandat radnego powiatu lub sejmiku województwa. Przeciwnicy tego rozwiązania zwracali uwagę, że funkcje wykonawcze i stanowiące w samorządzie mają odmienny charakter, dlatego nie powinny być ze sobą łączone już na etapie kandydowania. Podnosili również argument, że wprowadzenie takiej możliwości mogłoby osłabić przejrzystość procesu wyborczego i utrudnić wyborcom ocenę rzeczywistych intencji kandydatów.
Władysław Kosiniak-Kamysz przekonywał kilka miesięcy temu, że jeśli proponowane przez ludowców zniesienie dwukadencyjności w samorządach nie zostanie przyjęte, poprze zmianę konstytucji wprowadzającą ograniczenie liczby kadencji parlamentarzystów. – Nie może być tak, że jednych z wyboru traktuje się gorzej, a drugim daje się zupełną wolność, a czasem nawet „wolną amerykankę” – ocenił. Polityk zadeklarował również gotowość do współpracy z Pałacem Prezydenckim oraz otwartość na rozmowy z partiami opozycyjnymi.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET