Rekonstrukcja rządu Donalda Tuska. Które ministerstwa połączą, które zlikwidują?
Rozmowy o szczegółach rekonstrukcji ruszą zaraz po głosowaniu nad wotum zaufania dla rządu Donalda Tuska. Politycy koalicji w rozmowach z RadioZET.pl kreślą najbardziej prawdopodobne scenariusze zmian.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Kiedy może dojść do rekonstrukcji rządu Donalda Tuska?
- Premier chce stworzyć najmniejszy rząd w Europie. Które ministerstwa zlikwiduje?
- Jakie zmiany personalne i strukturalne mogą zajść w ministerstwach?
Do zapowiadanej przez Donalda Tuska od kilku miesięcy rekonstrukcji rządu coraz bliżej. Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski z Nowej Lewicy kilka dni temu mówił w TVP Info, że powinno do niej dojść na przełomie lipca i sierpnia. Jednak według naszych rozmówców może się to stać jeszcze szybciej.
- Dlaczego mamy czekać prawie dwa miesiące? Pewnie część koleżanek i kolegów z rządu chciałaby rekonstrukcją przykryć inaugurację prezydentury Karola Nawrockiego. Osobiście uważam, że zmiany powinny nastąpić jak najszybciej. Nawet na początku lipca. Przegrana Rafała Trzaskowskiego, niezadowolenie wyborców i zapowiedź przyspieszenia sprawiają, że nie powinniśmy przeciągać tego procesu - mówi RadioZET.pl jeden z polityków Polski 2050.
Donald Tusk ma swoją "czarną listę"
Pierwszym krokiem do nowego otwarcia dla rządu Donalda Tuska ma być głosowanie nad wotum zaufania. Zaplanowano je w środę. Koalicjanci przekonują, że w tej sprawie nie powinno być żadnych niespodzianek. - Rząd dostanie wotum zaufania. A później liderzy usiądą do rozmów koalicyjnych. Na pewno nie będą one łatwe, bo każde z ugrupowań ma swoje interesy. Myślę jednak, że uda się nam wypracować kompromis i na poważnie zabrać się do pracy, bo tego oczekują nasi wyborcy - dodaje nasz rozmówca.
Donald Tusk, zapowiadając rekonstrukcję, mówił, że nowy rząd będzie "najmniejszym w Europie". Co to oznacza? Zacznijmy od personaliów. Na "czarnej liście" premiera jest kilka nazwisk. Nie jest tajemnicą, że od długiego czasu złe notowania ma ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska z Polski 2050. Powodów jest kilka. Jednym z głównych zbyt wolne wprowadzanie zmian, na które liczyła duża część wyborców. Wprawdzie resort chwali się na swojej stronie, że pracuje nad 36 ustawami, jednak tylko 14 z nich zostało uchwalonych. Kolejne cztery są w Sejmie, a 18 w wykazie prac rządu. Nadal nie udało się zliberalizować ustawy wiatrakowej, co blokuje nowe inwestycje w odnawialne źródła energii. Z kolei awanturą z ludowcami zakończył się pomysł ograniczenia przywilejów myśliwym.
Organizacje ekologiczne dodają, że rząd oblał egzamin z zapowiadanej ochrony lasów przed wycinkami. Henning-Kloska musiała się też tłumaczyć ze wstrzymania wypłat w ramach programu "Czyste Powietrze", z którego finansowane są inwestycje w ekologiczne źródła ogrzewania czy termomodernizacje domów. Ministra tłumaczyła, że to wina poprzedników i że kasa programu w 2023 roku była pusta. Ale wina i tak częściowo spadła na nią.
Odwołanie Pauliny Hennig-Kloski nie będzie jednak proste. Będzie musiał się na to zgodzić marszałek Sejmu Szymon Hołownia. A jeśli tak, to może też stawiać swoje warunki. Sama ministra uważa, że zastanie w rządzie. - Nie mam informacji, żeby Donald Tusk nie był zadowolony z mojej pracy. Wręcz odwrotnie, ostatnio miałam informację od Szymona Hołowni, że premier jest zadowolony z mojej pracy - zapewniała niedawno w Gościu Radia ZET.
Sztabowcy Trzaskowskiego przypłacą porażkę stanowiskami?
Wśród ministrów, których los nie jest pewny, znajduje się też Krzysztof Paszyk z PSL, minister rozwoju i technologii. To jego resort miał się zająć poprawą dostępności mieszkań. W planach było wprowadzenie kredytu 0 procent. To rozwiązanie skrytykowali jednak eksperci, którzy zauważali, że spowoduje to znaczny wzrost cen. Później Paszyk przedstawił projekt "Klucz do mieszkania". To dopłaty do lokali z rynku wtórnego, minimum 5-letnich. Ale i to nie rozwiąże problemu z dostępnością rekordowo drogich mieszkań.
O tym jak ważna jest to kwestia, politycy przekonali się ponownie podczas trwającej kampanii wyborczej. Tymczasem po półtora roku rząd nadal nie ma spójnej polityki mieszkaniowej, która poza dopłatami obejmowałaby inne formy wsparcia młodych osób w dostępie do własnego "M". To tylko jeden z powodów, dla którego posada Paszyka jest niepewna.
Kto jeszcze może stracić stanowisko? Na giełdzie nazwisk pojawiają się osoby ze sztabu Rafała Trzaskowskiego. To Barbara Nowacka, szefowa Ministerstwa Edukacji Narodowej, minister sportu Sławomir Nitras, minister do spraw europejskich Adam Szłapka czy wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk. Ich odwołanie byłoby sygnałem, że Donald Tusk źle ocenia ich pracę w kampanii prezydenckiej.
- To będzie decyzja wyłącznie Donalda Tuska. Nie będzie jej musiał konsultować z koalicjantami. Czy się na to zdecyduje? Trudno teraz to jednoznacznie stwierdzić. To wie tylko on sam - mówi RadioZET.pl jeden z polityków KO.
I dodaje, że przy rekonstrukcji z funkcją niemal na pewno pożegna się Marcin Kierwiński, który jest pełnomocnikiem rządu ds. odbudowy po powodzi. - Pożegna się z funkcją, ale nie z rządem. Nie po to porzucał europarlament na zawołanie premiera, żeby teraz zostać z niczym. Poza tym nie jest tajemnicą, że Tusk go ceni - sugeruje nasz rozmówca.
W części KO krąży też opinia, że zmiana powinna nastąpić na stanowisku ministra sprawiedliwości. Niektórzy posłowie uważają, że rozliczenia polityków PiS idą zbyt wolno. W związku z tym Adama Bodnara powinien zastąpić Roman Giertych, który kieruje parlamentarnym zespołem ds. rozliczeń PiS.
Zamiast kilku małych, jedno superministerstwo ds. gospodarki
Personalia to jedno. Zmniejszenie liczebności rządu będzie się wiązało przede wszystkim ze zmniejszeniem liczby ministerstw. Według naszych rozmówców z rządu rozważanych jest kilka koncepcji. Połączone mogą zostać Ministerstwo Edukacji Narodowej z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Były to powrót do konstrukcji funkcjonującej za rządów PiS, kiedy Ministerstwem Edukacji i Nauki kierował Przemysław Czarnek.
Zlikwidowane może zostać Ministerstwo Przemysłu kierowane przez Marzenę Czarnecką. - Po półtora roku trudno wymienić wielkie sukcesy. Zresztą moim zdaniem sprawy gospodarcze powinny być skupione w jednym ministerstwie, a nie jak to jest obecnie w kilku - mówi nam jeden z ministrów.
Podobne zdanie ma współprzewodniczący Nowej Lewicy Włodzimierz Czarzasty. Mówił o tym po koniec maja w Gościu Radia ZET. - Sfera gospodarki w rządzie powinna być inaczej zorganizowana. Powinna być osoba, która wiadomo, że odpowiada za gospodarkę, wiadomo, że kieruje, pokazuje, ustala kierunki - tłumaczył Czarzasty. Krytycznie odnosił się też do funkcjonowania Ministerstwa Przemysłu.
W nowym Ministerstwie Gospodarki mogłyby być skupione zadania, które dziś realizuje Ministerstwo Przemysłu, Ministerstwo Rozwoju i Technologii, kierowane właśnie przez Krzysztofa Paszyka czy Ministerstwo Infrastruktury.
Rozważane jest też połączenie Ministerstwa Sporu i Turystyki z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Takie rozwiązanie już funkcjonowało w przeszłości. Za rządów PiS działało Ministerstwo Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu. Przetrwało rok, od października 2020 do października 2021. Kierował nim Piotr Gliński.
"Prosty ruch i mamy o trzy ministry mniej"
Z naszych informacji wynika, że ministerialne teki stracą niemal na pewno trzy pełnomocniczki rządu. To Katarzyna Kotula, ministra ds. równości, Adriana Porowska, ministra do spraw społeczeństwa obywatelskiego oraz Marzena Okła-Drewnowicz, ministra do spraw polityki senioralnej.
- W przypadku dwóch ostatnich trudno nawet wymienić działania, którymi rząd mógłby się pochwalić. Jeśli chodzi o Katarzynę, to na pewno będzie pracowała dalej nad przepisami o związkach partnerskich, które przecież zapowiadaliśmy. Poza tym funkcja pełnomocnika ds. równego traktowania jest wpisana w ustawie równościowej z 2010 roku, nie można jej zlikwidować. Ale pełnomocnik może przecież funkcjonować w ramach ministerstwa jako wiceminister. Wszystkie trzy funkcje można spokojnie zmieścić w nowej strukturze i mamy o trzy ministry mniej - tłumaczy RadioZET.pl jeden z ministrów.
To jednak nie koniec. Przy okazji rozmów o rekonstrukcji rządu i roszad kadrowych mogą być poruszane także kwestie obsady stanowisk marszałka Sejmu i Senatu. Zgodnie z umową koalicyjną Szymon Hołownia, lider Polski 2050, ma być marszałkiem Sejmu do 13 listopada. Kolejnego dnia powinien go zastąpić Włodzimierz Czarzasty z Nowej Lewicy. Hołownia chciałby dłużej piastować tę funkcję, na co nie ma zgody Czarzastego. Wszystko może się jednak zmienić przy okazji renegocjacji umowy koalicyjnej.
Tak samo 14 listopada marszałkinię Senatu Małgorzatę Kidawę-Błońską ma zastąpić inny polityk KO. Prawdopodobnie będzie nim były marszałek Tomasz Grodzki, który funkcję tę sprawował w latach 2019-2023.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET