"Sytuacja wymknęła się spod kontroli". Zamieszki w Los Angeles przybierają na sile
Zamieszki w Los Angeles przybierają na sile. Szef lokalnej policji przyznaje, że sytuacja wymknęła się spod kontroli, a eksperci ostrzegają przed dalszą eskalacją. Prezydent Donald Trump zdecydował o wysłaniu tysięcy żołnierzy Gwardii Narodowej bez zgody władz Kalifornii. W tle rośnie polityczne napięcie, a Republikanie mogą tracić poparcie wśród wyborców latynoskich.
Z tego artykułu dowiesz się:
- W jakich okolicznościach doszło do eskalacji zamieszek w Los Angeles i jakie działania podjęła policja.
- Dlaczego prezydent Donald Trump zdecydował się wysłać Gwardię Narodową bez zgody gubernatora.
- Jakie mogą być polityczne konsekwencje tych wydarzeń dla Republikanów i wyborców latynoskich.
Brutalne starcia w centrum Los Angeles
W środę 11 czerwca doszło do kolejnych gwałtownych starć między demonstrantami a policją w centrum Los Angeles. Protesty, które trwają już od sześciu dni, przerodziły się w otwarty konflikt. Funkcjonariusze konni wjechali w tłum ludzi zgromadzonych pod ratuszem, próbując rozproszyć demonstrację. Doszło do licznych aresztowań i użycia siły wobec uczestników.
Według doniesień medialnych, policja próbowała otoczyć grupy protestujących. W jednej z relacji reporter "Bilda" opisał moment, w którym reporterka NBC została niemal stratowana przez policyjny oddział konny, który krzyczał: "move!".
Trump wysyła wojsko. Kalifornia protestuje
Donald Trump zmobilizował 4 tysiące żołnierzy Gwardii Narodowej i 700 marines, wysyłając ich do Los Angeles bez zgody gubernatora Kalifornii Gavina Newsoma. Lokalne władze są oburzone. Od wtorku obowiązuje nocna godzina policyjna, która na krótko ograniczyła skalę zamieszek, ale nie przywróciła spokoju.
Według eksperta ds. USA Josefa Bramla z Trilateral Commission, "sytuacja wymknęła się spod kontroli" – takie słowa miał wypowiedzieć szef policji w Los Angeles po zapytaniu o konieczność udziału Gwardii Narodowej.
Eksperci ostrzegają przed brutalną siłą
Thomas Jager z Uniwersytetu w Kolonii uważa, że obecna eskalacja nie doprowadzi do wojny domowej, bo protestujący nie mają zaplecza militarnego. Ale – jak zaznacza – każdy opór zostanie zduszony w zarodku.
Eksperci wskazują także na ryzyko, że Trump może próbować wykorzystać chaos do umocnienia władzy. Prezydent nie wykluczył, że będzie ubiegać się o trzecią kadencję. Jager podkreśla: "byłby w stanie to zrobić".
Flagi Meksyku i gniewna reakcja Trumpa
Protestujący w Los Angeles często niosą meksykańskie flagi, umieszczają je na samochodach, motocyklach lub noszą jako peleryny. Prezydent USA odbiera to jako "inwazję zagranicznych wrogów".
— To my, Meksykanie, zbudowaliśmy to miasto. To nasza duma! — powiedziała uczestniczka marszu Maria K. w rozmowie z "Bildem". — Ten kraj został skradziony — dlatego przebywanie tu bez dokumentów jest legalne — dodała aktywistka Nicole Holiday.
Ryzykowna polityka. Republikanie mogą tracić poparcie
Zamieszki mogą mieć również poważne konsekwencje polityczne. Latynosi stanowili 46 proc. elektoratu Trumpa w 2024 roku, a teraz coraz głośniej wyrażają sprzeciw wobec jego polityki.
Senator Ileana Garcia, reprezentująca społeczność latynoską, wprost zarzuciła Trumpowi "nieludzkość". — Nie po to go wybraliśmy — powiedziała, komentując brutalne działania wobec protestujących.
Demonstracje rozlewają się na cały kraj
Protesty przeciwko twardej polityce imigracyjnej Trumpa wybuchły w całych Stanach Zjednoczonych – od Chicago i Nowego Jorku po Austin i Atlantę. W niektórych stanach, jak Teksas, także zmobilizowano Gwardię Narodową.
W Los Angeles aresztowano już kilkaset osób, dziesiątki funkcjonariuszy zostało rannych. Miasto jest sparaliżowane. Eksperci ostrzegają, że jeśli chaos potrwa dłużej, może zaważyć na przyszłości Trumpa i całej Partii Republikańskiej.
Źródło: Radio ZET/BILD
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET