3,5-latka w piżamie znaleziona w Białymstoku. "Nikt nie zgłosił zaginięcia"
W Białymstoku 3,5-letnia dziewczynka w piżamie została znaleziona sama na przystanku autobusowym. Na palcach pokazała policjantom, ile ma lat. Nikt nie zgłosił jej zaginięcia, a funkcjonariusze po kilku godzinach odnaleźli jej matkę.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są okoliczności znalezienia dziecka na przystanku.
- Dlaczego dziewczynka trafiła do szpitala.
- Co ustalono na temat opiekunów dziecka.
- Które służby zaangażowano w pomoc dziewczynce.
Białystok. Dziecko w piżamie samo na przystanku autobusowym
Do zdarzenia doszło w środę rano, 5 listopada, na przystanku przy ulicy Palmowej w Białymstoku. Zgłoszenie wpłynęło do policji o godzinie 5.30. Dziewczynkę zauważył mężczyzna, który czekał na autobus. Wezwał służby, gdy zobaczył, że dziecko jest samo i ubrane jedynie w piżamę.
- Dziewczynka policjantom na palcach pokazała, że ma trzy i pół roku, została przewieziona do szpitala - przekazał młodszy inspektor Tomasz Krupa, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.
Policja szukała opiekunów. Matka spała przy uchylonych drzwiach
Jak podała podlaska policja, nikt nie zgłosił zaginięcia dziecka. Funkcjonariusze rozpoczęli poszukiwania opiekunów. Po godzinie 8:00 rano ustalili adres zamieszkania dziewczynki i dotarli do jej matki.
Jak się okazało, drzwi do mieszkania były uchylone, a kobieta spała. Była trzeźwa. Policja ustala, w jakich okolicznościach dziecko opuściło mieszkanie.
Dziecko trafiło do szpitala w Białymstoku
Dziewczynka została przewieziona do Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku, gdzie pozostaje pod opieką lekarzy. Funkcjonariusze i pracownicy opieki społecznej mają zdecydować o dalszych krokach w sprawie dziecka i jego opiekunów.
Źródło: Radio ZET/TVN24
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET