Do kolejnej tragedii nad Bałtykiem doszło na wysokości wejścia nr 16 na plażę w Rozewiu. - O godzinie 10.45 otrzymaliśmy informację, że kobiecie zniknęło z pola widzenia dwóch mężczyzn - mąż i syn. Nie powrócili oni z kąpieli w morzu. Służby natychmiast przystąpiły do akcji ratowniczej - przekazał rzecznik prasowy Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa Rafał Goeck.
W Rozewiu utonął ojciec z synem. Tragiczny finał akcji ratowniczej
W działania na morzu i lądzie zaangażowani byli strażacy, ratownicy SAR, WOPR oraz policja. Do poszukiwań dołączył również śmigłowiec Marynarki Wojennej. Po około dwóch godzinach ratownikom udało się odnaleźć dryfujące ciało 50-latka z Częstochowy. Mężczyzna nie wykazywał jakichkolwiek czynności życiowych, został wyciągnięty na brzeg. Mimo podjętej reanimacji nie udało się go uratować.
- Do godziny 16.15 prowadziliśmy aktywne poszukiwania 22-letniego syna mężczyzny. Niestety nie udało się nam go odnaleźć. Został on uznany za zaginionego - dodał rzecznik SAR. Na miejscu zdarzenia pracowała także grupa dochodzeniowo-śledcza pod nadzorem prokuratora oraz biegły lekarz sądowy.
- Pamiętajmy, że nad Morzem Bałtyckim bardzo zdradliwe i szczególnie niebezpieczne są tzw. prądy wsteczne, które w wielu przypadkach doprowadzają do tragedii. Apelujemy o zachowanie szczególnej ostrożności nad wodą i korzystanie ze strzeżonych kąpielisk - powiedziała sierż. Monika Mularska z Komendy Powiatowej Policji w Pucku.
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa podało w poniedziałek, że od 1 kwietnia do 25 lipca odnotowano 208 utonięć. RCB przypomina, żeby pływać tylko w wyznaczonych miejscach, nigdy nie wchodzić do wody po alkoholu lub środkach odurzających, a także, aby wkładać kapok, będąc na łódce, kajaku bądź rowerze wodnym.
RadioZET.pl/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET