Białystok znów w kolorach tęczy. Stolica Podlasia tydzień po Marszu Równości
„Nie dla przemocy” wykrzyczało w niedzielę ponad tysiąc osób w Białymstoku. W tym samym mieście tydzień wcześniej doszło do brutalnego ataku na uczestników Marszu Równości. W odpowiedzi zorganizowano manifestację, która momentami przypominała wiec lewicowych ugrupowań.
Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku
Czy w Polsce jest jakieś powstanie LGBT? - pytała mnie hiszpańska dziennikarka, jeszcze przed wydarzeniami w Białymstoku. Brutalna próba zatrzymania pierwszego w stolicy Podlasia Marszu Równości 20 lipca zapewne jeszcze umocniło obraz Polski jako kraju, gdzie prześladuje się osoby homo- i transpłciowe.
Dla zwolenników skrajnej prawicy przemarsz w kolorze tęczowej flagi ulicami Białegostoku przelał czarę goryczy. Ich jedynym argumentem okazała się przemoc. Wyzwiska, petardy, pięści, gaz łzawiący i prawie setka zatrzymanych przez policję.
Pedagog szkolny wśród atakujących Marsz Równości. Skandował skandaliczne hasłaWydarzenia w Białymstoku były przez kolejny tydzień odmieniane przez wszystkie przypadki. Zdjęcia pokazujące starcia z policją i agresji wobec członków oraz sympatyków społeczności LGBT, pokazywały media nie tylko w Polsce. Liderzy lewicowych ugrupowań postanowili przyjechać do stolicy Podlasia, ale dopiero tydzień po barbarzyńskim ataku na Marsz Równości.
Rzeczniczka SLD: - Jestem biseksualna
Wiosna, Razem i Sojusz Lewicy Demokratycznej zorganizowały w niedzielę manifestację „Polska Przeciw Przemocy”. Kolejna „bitwa” w „ideologicznej wojnie” miała rozegrać się na Placu Piłsudskiego w centrum Białegostoku.
Przynajmniej na taką szykowała się policja. Na miejscu pojawiły się armatki wodne i funkcjonariusze w bojowym rynsztunku. Tym razem nie musieli interweniować – poza wylegitymowaniem tylko kilku osób.
Manifestacja momentami bardziej przypominała wiec wyborczy lewicowych ugrupowań, niż spontaniczne zgromadzenie oburzonych skalą przemocy w Białymstoku. Na scenie przed Teatrem Dramatycznym występowali głównie partyjni działacze.
Nie zapomniano też o programie artystycznym i okolicznościowych chorągiewkach (ze względu na ekologię po manifestacji zbierali je z powrotem wolontariusze). Już jesienią odbędą się wybory parlamentarne, a trzy lewicowe ugrupowania zdecydowały się iść we wspólnym bloku. Przypadek?
Robert Biedroń, lider Wiosny, podzielił się z ponad tysiącem osób w tłumie osobistymi doświadczeniami.
- Ja widziałem dwa razy moją mamę w takim stanie. Pierwszy raz, kiedy zmarł mój ojciec, drugi raz, kiedy dowiedziała się, że jestem gejem. To były najtrudniejsze słowa i najtrudniejsza wiadomość w jej życiu. Bo wyrastała w tym kraju, wyrastała w Polsce, w której od lat sączono jej historie, że geje i lesbijki to nienormalność, że geje i lesbijki krzywdzą dzieci, że geje i lesbijki nie tworzą normalnej rodziny. Dzisiaj moja mama jest z nami, trzyma tęczową flagę i jest dumna, że ma syna geja – mówił europoseł.
Zaapelował do manifestantów, aby trudna lekcja z Białegostoku „stała się naszą siłą”. - Wykorzystajmy tę energię na zbudowanie czegoś pozytywnego. Zmieńmy oblicze Polski. Zmieńmy oblicze tej ziemi – podkreślił Biedroń.
- Kiedy biją, jest tylko jeden prosty wybór: można albo stanąć po stronie tych, którzy biją, albo stać w obronie tych, którzy są bici – mówił z kolei Adrian Zandberg, członek zarządu krajowego Razem.
Natomiast w ocenie Włodzimierza Czarzastego, przewodniczącego SLD "w czasach zarazy jest też miłość", a "miłość to ludzie, to my, wy. Ludzie to również współdziałanie".
Duży aplauz wzbudziła Anna Maria Żukowska, partyjna koleżanka Czarzastego. Najpierw przeprosiła społeczność LGBT za polityków, którzy nie zadbali o prawa i bezpieczeństwo. Potem oświadczyła: - Jestem biseksualna.
Pseudokibice chcą zablokować płocki Marsz Równości. Skrzykują się w internecieWśród tęczowych flag na Placu Piłsudskiego pojawiło się wiele transparentów: „2/3 młodzieży LGBT+ rozważało samobójstwo”, „Strefa wolna od stref”, „Dialog zamiast nienawiści”. Swoje hasła przygotowali również uczestnicy niewielkiej kontrmanifestacji. Wdali się tylko w kilka utarczek słownych z uczestnikami lewicowej manifestacji, czemu bacznie przyglądała się policja.
Niedzielna manifestacja miała charakter solidarnościowy. Aby powiedzieć głośne „Nie dla przemocy” przyjechali goście z całej Polski, między innymi Warszawy i Katowic.
Czy Białystok jest rozgrzany do czerwoności z powodu ideologicznego sporu? Wystarczyło przejść kilka kroków z Placu Piłsudskiego, aby zobaczyć wypełnione po brzegi restauracje i kawiarnie. W środku sezonu wakacyjnego głównym zmartwieniem białostoczan i turystów było to, jak miło spędzić to niedzielne popołudnie.
Jedną z propozycji był kończący się na Rynku Kościuszki festiwal Podlaska Oktawa Kultur. Wykonawcy folkowi z całego świata prezentują swój dorobek artystyczny. O ksenofobii i braku tolerancji nikt tu nie mówi.
Ponad 100 agresorów z Białegostoku zidentyfikowanych przez policję„Myśleliśmy, że nas zabiją”
Dzień wcześniej odbyły się demonstracje solidarności z uczestnikami Marszu Równości w stolicy Podlasia. Jedna z nich odbyła się w Warszawie na placu Defilad. Kilka tysięcy osób, nie tyko młodych, przystrojonych w tęczowe symbole zaprotestowała przeciwko przemocy na polskich ulicach.
- Chcecie wiedzieć, jak było w Białymstoku? Myśleliśmy, że nas zabiją – mówił wprost Hubert Sobecki, przedstawiciel akcji Miłość nie wyklucza. W wielu oczach pojawiły się łzy, kiedy po kolei łamiącym głosem wymieniał nazwiska członków społeczności LGBT plus, którzy popełnili samobójstwa.
- Spisujemy nazwiska ofiar od lat (…) 70 procent młodzieży LGBT plus ma myśli samobójcze. Wiemy to z raportów organizacji (pozarządowych – przyp. red.), a nie Ministerstwa (Edukacji Narodowej – przyp. red.) - dodał.
Z kolei skandowane przez tłum „Hańba, hańba” padły po tym, jak Sobecki zarzucił politykom Platformy Obywatelskiej bierność wobec prześladowania osób homo- i transpłciowych.
- Nigdy w życiu nie bałam się tak bardzo, jak tydzień temu w Białymstoku. Czułam realne zagrożenie dla życia mojego i moich bliskich - dodała Marta Puczyńska, również uczestniczka Marszu Równości w Białymstoku.
Ze sceny na placu Defilad padły również mocne słowa.
- Hasłem naszego marszu było „Białystok domem dla wszystkich”. Dziś, tydzień później mówię nie dla wszystkich. Białystok nie jest domem dla kiboli. Białystok nie jest domem dla homofobów i faszystów - grzmiała Anastazja Stasiewicz, przedstawicielka Tęczowego Białegostoku, współorganizatorka Marszu Równości w Białymstoku.
Padały również propozycje delegalizacji prawicowego tygodnika „Gazeta Polska”, który w ostatnim numerze dołączył naklejkę z przekreślonym symbolem tęczy i hasłem „Strefa wolna od LGBT”.
Nie szczędzono również gorzkich słów pod adresem władz i duchownych.
- Ja bardzo źle, bardzo negatywnie oceniam Kościół Katolicki. Ale też rozróżniajmy instytucję i katolików. Mam wspaniałych przyjaciół katolików, chodzą ze mną na parady równości - podkreślił Jarek Malicki, uczestnik Marszu Równości w Białymstoku.
Najbliższa odsłona ideologicznego sporu – 10 sierpnia w Płocku, gdzie planowany jest Marsz Równości.
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET