"Był zaskoczony, że się go nie boję. Działałem jak w transie". Woźny z Brześcia Kujawskiego ujawnia jak powstrzymał sprawcę
Po co z tego robić sensację?! Ja jestem tylko woźnym. Nawet nie wiem, jak udało mi się obezwładnić tego szaleńca - mówi w rozmowie z "Super Expressem" Krzysztof G. Woźny ze szkoły w Brześciu Kujawskim stał się bohaterem po tym, jak udało mu się unieszkodliwić sprawcę tragedii, Marka N.
18-letni Marek N. zapowiadał swój terrorystyczny występek w mediach społecznościowych. O tym, że porwie się na wyskok z bronią, opowiadali dziennikarzom uczniowie szkoły w Brześciu Kujawskim. Pod aktywnością 18-latka pojawiła się odpowiedź znajomego, który napisał: „To zdjęcie sprawia, że myślę o strzelaninie w szkole i ludobójstwie w Polsce”. Sprawca miał odpisać „to dobrze”. Wpisy widoczne dla wszystkich pojawiły się kilka dni temu.
Strzelanina w szkole. Marek N. z zarzutem
Do tragedii doszło w poniedziałek. Marek N. wtargnął do szkoły. Oddał kilka strzałów, jednym z nich ranił szkolną sprzątaczkę. Użył też przygotowanych petard. Ranna została jeszcze 11-letnia uczennica. Obie ofiary przeszły operacje w szpitalach w Toruniu i Włocławku. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Z ustaleń policji wiadomo, że były uczeń szkoły leczył się psychiatrycznie. Z nieoficjalnych źródeł wiadomo, że chodził na terapię jeszcze w lutym tego roku.
Strzelanina w szkole w Brześciu Kujawskim. Jest areszt dla sprawcyProkuratura Okręgowa we Włocławku, która prowadzi śledztwo w tej sprawie, postawiła 18-latkowi zarzut usiłowania zabójstwa. Teraz grozi mu dożywotnie pozbawienie wolności. Sąd zdecydował o zastosowaniu wobec niego trzymiesięcznego aresztu.
Woźny relacjonuje przebieg zdarzenia
N. został obezwładniony przez Krzysztofa G., zatrudnionego w brzeskiej szkole jako woźny. Mężczyzna w rozmowie z ''Super Express" relacjonuje przebieg zdarzeń, które miały miejsce kila dni temu.
- Jakoś tak około 10 usłyszałem potężny huk, a zaraz potem drugi. W pierwszej chwili pomyślałem, że na drugim piętrze urwała się lampa z sufitu. Wbiegłem tam po schodach, patrzę, a na korytarzu stoi jakiś typ w kominiarce. Był ubrany na czarno, miał plecak, z którego wystawała maczeta i pałki, a w rękach trzymał rewolwer i telefon. Był wyraźnie zaskoczony, że się go nie boję. Działałem jak w transie, nie wszystko pamiętam. Chyba go powaliłem, wykręciłem mu ręce. Przyjechała policja, wzięła go i tyle - opowiada.
Napastnik z Brześcia polował na polonistkę? Nieoficjalnie: groził jej już wcześniejSam broni się przed etykietką bohatera i skromnie dodaje: – Po co z tego robić sensację?! Ja jestem tylko woźnym. Nawet nie wiem, jak udało mi się obezwładnić tego szaleńca. Pracownicy placówki, rodzice uczniów oraz policjanci zgodnie przyznają jednak, że gdyby nie pan Krzysztof, ofiar mogłoby być więcej.
RadioZET.pl/PAP/se.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET