Powiedzieć, że rok 2021 dla edukacji w Polsce był ważny to nic nie powiedzieć. W ciągu ostatnich 12 miesięcy uczniowie, nauczyciele, rodzice zostali uraczeni zmianami - albo zapowiedziami zmian - które wprowadziły szkołę – albo wprowadzą – na tory dobrze już znane, czyli sztywnych ram, kucia na pamięć i centralnego zarządzania.
Możemy pokazać konkretne paragrafy, porównać ustawy przed zmianami i po zmianach, ale szczególnie teraz na edukację warto spojrzeć całościowo, by zobaczyć, w którą stronę jedzie ten pociąg. Kierunek wprowadzanych zmian najlepiej zobrazują wypowiedzi głównego dowodzącego, czyli Ministra Edukacji i Nauki Przemysława Czarnka. Komentarze i wyjaśnienia wydają się zbędne.
Do uczniów
- Dokładamy kompetencji kuratorowi po to, żeby przeciwdziałać różnego rodzaju próbom indoktrynacji dzieci przez podmioty, które wchodzą do szkoły i uczą czegoś co z podstawą programową jest nijak zbieżne - tak minister Czarnek zapowiedział nowelizację prawa oświatowego nazwaną potem popularnie „lex Czarnek” (16 czerwca, Radio Wrocław).
Popularne w magazynie
Krótkie przypomnienie: teraz jeśli klasa, nauczyciel chce zaprosić kogoś z zewnątrz, potrzeba zgody rady rodziców i dyrektora. Po zmianach dyrektor będzie musiał wystąpić o pozytywną opinię kuratora nie później niż na dwa miesiące przed rozpoczęciem zajęć i to kurator podejmie ostateczną decyzję, czy zajęcia będą czy nie. Dyrektor będzie musiał przekazać też program lekcji oraz materiały dydaktyczne. Kurator mógłby też złożyć wniosek o odwołanie dyrektora, jeśli ten nie zrealizuje w konkretnym terminie jego zaleceń.
Po co takie przepisy? - Zmiany są konieczne, aby ratować polskie szkoły w takich dużych miastach jak Warszawa przed ideologizacją ze strony takich panów jak Trzaskowski i upolitycznianiem szkoły, tak jak to widzieliśmy na tej całej - pożal się Boże - paradzie – przekonywał Czarnek (23 czerwca, TVP Info).
O samej paradzie zresztą mówił tak: - Polacy dokładnie wiedzą, kto jest normalny, a kto nie. Przed telewizorami siedzą dzisiaj normalni ludzie. Zobaczcie Państwo. Widzieliście Państwo przed momentem zdjęcia z tej parady, tak zwanej „równości”, bo to z równością nie ma nic wspólnego. Widzieliście tam osobników ubranych jakoś dziwacznie, jakiegoś mężczyznę ubranego jak kobieta. Czy to są ludzie normalni Państwa zdaniem? (…) To jest fetyszyzowanie i wykrzywianie równości i tolerancji. To nie jest równość i to nie jest tolerancja. Ten osobnik, ci osobnicy, którzy tam chodzą, to są ludzie, którzy nie zachowują się w sposób zgodny ze standardami i normalnie. To jest demoralizacja publiczna, to jest obraza moralności publicznej (23 czerwca, TVP Info).
Widzieliście tam osobników ubranych jakoś dziwacznie, jakiegoś mężczyznę ubranego jak kobieta. Czy to są ludzie normalni?
Tę wypowiedź zgłoszono zresztą do Komisji Etyki Poselskiej, która stwierdziła, że minister naruszył zasadę dbałości o dobre imię Sejmu i „ukarała” go za to. W jaki sposób? „Postanowiła w drodze uchwały zwrócić posłowi uwagę”.
Oprócz ratowania szkół przed ideologizacją, czemu jeszcze ma służyć „lex Czarnek”? - Kurator będzie mógł się sprzeciwić wejściu do szkoły organizacji, która, jak na przykład w Poznaniu, zechce rozszerzać edukację seksualną. Mamy konstytucyjny obowiązek ochrony dzieci przed demoralizacją i taka będzie rola kuratora – tłumaczył minister edukacji (22 lipca, „Sygnały Dnia” Polskie Radio).
W tej samej audycji stwierdził, że chce „procesu, który będzie uczył mądrości, roztropności, umiarkowania i wielu innych cnót, w tym cnót niewieścich.” To już nawiązanie do słów doradcy ministra z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, który stwierdził, że podstawowym zadaniem zreformowanej edukacji jest „ugruntowywanie dziewcząt do cnót niewieścich”.
- Pan prof. Skrzydlewski to wybitny filozof mówiący szczerą prawdę. I jeśli ktoś się podśmiewa z tego, że dziewczęta powinny być bardziej wrażliwe na cnoty niewieście, no to ja się zapytam: to na jakie mają być wrażliwe? Męskie? No, niektórzy mogliby chcieć takich rzeczy, ale genderowcami nie jesteśmy - komentował Czarnek (13 lipca, „Sygnały dnia” Polskie Radio).
Minister Czarnek lubi nadawać kierunek
Wracając do edukacji seksualnej, okazało się, że niebezpiecznie jest też w Gdańsku. - Forsowanie demoralizującej edukacji seksualnej w Gdańsku jest rzeczą niebywałą i będziemy się temu sprzeciwiać! Szkoły mają nadzór pedagogiczny, od tego jest kurator, żeby na wniosek rodziców mieć możliwość sprzeciwu wprowadzania do szkół treści, które są dla dzieci demoralizujące - komentował minister Czarnek informację o gdańskim programie edukacji seksualnej Zdrovve Love (26 listopada, Radio Wnet).
A ostatnio stwierdził, że w ogóle „cała lewica i lewactwo mają świra na punkcie twardej edukacji seksualnej typu B, która demoralizuje dzieci, wtłacza im w głowy jakieś głupoty nieprawdopodobne rodem z ideologii neomarksistowskiej. Na to nie chcemy pozwolić, jest mnóstwo rodziców, którzy zgłaszają się do nas i do kuratoriów, to jest problem w wielkich miastach" (14 grudnia, TVP Info).
Cała lewica i lewactwo mają świra na punkcie twardej edukacji seksualnej typu B, która demoralizuje dzieci
A propos kuratorów w ostatnim roku dowiedzieliśmy się też, że „małopolska kurator oświaty to jeden z najlepszych kuratorów w Polsce, w ogóle nie tylko dzisiaj, ale w ogóle w historii” (25 czerwca, Sejm). Minister określił tak Barbarę Nowak niedługo po tym, jak zleciła kontrolę w podstawówce w Dobczycach, gdzie uczniowie wzięli udział w obywatelskiej akcji edukacyjnej Tour de Konstytucja i jak napisała na Twitterze, że „Uniwersytet Jagielloński zamienia się w agencję towarzyską”, bo w uczelnianej ankiecie studenci na pytanie o płeć mogli zaznaczyć: kobieta, mężczyzna, transkobieta, transmężczyzna, osoba niebinarna. Choć, żeby być precyzyjnym, minister edukacji przyznał, że porównanie UJ do agencji towarzyskiej było jednak zbyt mocne.
Podziękował niedawno jednak kurator za to, że odradziła szkołom wyjścia na „Dziady” do Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, bo uznała je za spektakl walczący z polską racją stanu. - Zamiast „Dziadów” powstaje dziadostwo. Nie wolno siedzieć cicho i milczeć w obliczu deformowania piękna i bezczeszczenia sztuki – wtórował Przemysław Czarnek (24 listopada, Kongres Edukacji Klasycznej). Minister stwierdził tak na podstawie tego, co napisała kurator, a kurator wydała opinię na podstawie m.in. opisu spektaklu ze strony internetowej.
Nowa lista lektur
- Słyszałem opowiadanie pani Tokarczuk w „Corriere della Sera” we Włoszech, w którym to opowiadaniu pani Olga Tokarczuk porównywała, nawet zrównywała, Polskę z Białorusią, mówiła o jakiś prześladowaniach w Polsce. Ja bardziej znam z tego sposobu działania panią Olgę Tokarczuk. Nie sądzę, żeby to był jakiś ogromny autorytet. Jeżeli ktoś kłamie na temat Polski poza granicami kraju w bardzo poczytnej gazecie, to trudno, żeby mieć do niego jakiś większy szacunek - to już zapowiedź zmiany listy lektur (16 czerwca, Radio Wrocław).
Minister jak zapowiedział, tak zrobił. Lista lektur, która obowiązuje od 1 września, nie rozszerzyła się o dzieła naszej noblistki, polonistom od razu za to rzuciła się w oczy większa liczba dzieł Jana Pawła II.
- Są tylko 4 pozycje dotyczące Jana Pawła II. Są to uzupełniające lektury, jeszcze tylko we fragmentach, więc jak na największego z rodu Polaków w całym tysiącleciu państwa polskiego i narodu polskiego, 4 lektury w całym kanonie lektur od podstawówki po szkoły wyższe i jedno opowiadanie o dzieciństwie Karola Wojtyły, największego z rodu Polaków, to naprawdę nie jest zbyt dużo - rozwiewał wątpliwości polonistów Czarnek (16 czerwca, Radio Wrocław).
Co do wprowadzenia na listę utworów kardynała Wyszyńskiego (albo o kardynale Wyszyńskim) żadnych wątpliwości już nie było, bo jak stwierdził minister, ogłaszając program wycieczek śladami tego duchownego: „mieliśmy wiele sygnałów z polskich szkół, że dzieci i młodzież wraz z nauczycielami chciałyby poznawać osobę ks. kard. Stefana Wyszyńskiego” (12 sierpnia, konferencja prasowa).
Do czytania tych utworów minister szczególnie zachęcał też 4 września w Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II podczas 13. Dziękczynienia w Rodzinie. - Od 1 września w kanonie lektur uzupełniających jest książka „Ojciec wolnych ludzi” autorstwa Pawła Zuchniewicza. Prosimy nauczycieli, żeby ją polecali i wymagali od uczniów jej czytania - mówił. Poprzedził tę zachętę długim wstępem: „Co by było, gdyby nie Radio Maryja? Walec laicyzacji przejechałby nas jak na Zachodzie. Myśląc o przeszłości, dziękujemy za Radio Maryja, za biskupów takich jak ks. bp Wiesław Śmigiel, wykształcony w KUL. Za KUL też dziękujemy. Dziękujemy także za wszystkich naszych wybitnych bohaterów, przodków, mężów stanu, dzięki którym dzisiaj tu jesteśmy – w wolnej Polsce."
Ostatni rok przyniósł nam też zapowiedź zmiany, która ma wejść życie prawdopodobnie w 2023 roku, dotyczącej lekcji religii. Teraz uczniowie mają wybór: mogą chodzić na religię, na etykę, na oba te przedmioty albo na żaden. Opcja „nic” ma zniknąć.
- Chrystianofobia szerzy się rzeczywiście na potężną skalę w Europie, a w Polsce zaczyna się już szerzyć. Jak słucham niektórych komentarzy, nawet niektórych wysoko postawionych urzędników sejmowych, jak wicemarszałek Sejmu Czarzasty, to myślę sobie, że taka święcona woda w buteleczce z boku w kieszeni zawsze by się przydała, bo to co wyprawiają w komentarzach, nie ma nic wspólnego z dyskusją merytoryczną, tylko to jest po prostu chrystianofobia spotęgowana jakimś pokładem chamstwa i prostactwa niebywałego – zaczął minister i po takim wstępie zapowiedział: - Chcemy wrócić do modelu religia albo etyka, a nie religia, etyka albo nic, bo to nic nie służy wychowaniu młodych pokoleń i ich kształtowaniu w duchu tych wartości, które w Polsce są po prostu obecne, również w systemie prawnym - tłumaczył zmianę Czarnek (26 kwietnia, „Sygnały Dnia” Polskie Radio).
To będzie HiT
Ale to jeszcze nic, bo od września 2022 w szkołach średnich będzie HiT, czyli nowy przedmiot historia i teraźniejszość.
- W naszym kraju jest jakaś tradycja takiej mentalności niewolniczej. Mamy jakąś część społeczeństwa - na szczęście mniejszość zdecydowaną, ale ta mniejszość ma jakąś mentalność poddańczą. Chcieliby być zawsze zależni od kogoś albo od Niemców, albo od Rosjan, albo od Zachodu, albo od Wschodu. Nigdy to co polskie i to co wielkie nie było przedmiotem ich dumy, tylko w ramach tej pedagogiki wstydu, którą sami serwowali, w której się wychowywali, tego co z przeszłości nie szanują. Jednak zdecydowana większość Polaków to jednak dumni Polacy świadomi swej historii. My natomiast w szkole będziemy tak zmieniać program nauczania historii, ażeby ta świadomość była jeszcze większa u młodych pokoleń - to jedna z pierwszych zapowiedzi nowego przedmiotu, którą usłyszeliśmy w mijającym roku (8 lipca, „Rozmowy Poranka” Polskie Radio).
Powodów wprowadzenia HiT-u jest więcej. - Mówię my, jako Polska, przez pierwsze dwie dekady III Rzeczpospolitej Polskiej, przez pierwszą dekadę XXI wieku również, myśmy prowadzili politykę historyczną, która była po prostu antypolska, ta pedagogika wstydu, o której wielokrotnie mówiliśmy, doprowadziła do kompletnej dezinformacji, ale też kompletnej nieświadomości tego, co się dzieje w ogóle w polityce historycznej europejskiej. I doprowadziła również do paraliżu, jeśli chodzi o możliwości odpowiedzi na fałszowanie historii ze strony innych podmiotów na arenie międzynarodowej - argumentował Przemysław Czarnek (17 września, „Sygnały Dnia” Polskie Radio). Aż w końcu na łamach tygodnika „Sieci” 18 października ogłosił: - Jesteśmy gotowi, by odzyskiwać pokolenia nieświadomych młodych Polaków. Wychodzimy powoli z kryzysu systemu nauczania, który spowodowało wprowadzenie gimnazjów. Widać to najbardziej po skandalicznie niskim poziomie nauczania historii. Pokolenie dzisiejszych 20-latków ma ogromne luki w wiedzy o wydarzeniach z drugiej połowy XX w.
Dziś już wiemy, jaką wiedzę młodzież zyska. - Dzieci poznają m.in. fakty dotyczące żołnierzy wyklętych, żołnierzy niezłomnych traktowanych jak zwierzęta przez komunistycznych włodarzy z nadania sowietów. Dzieci poznają nasze dążenia niepodległościowe poszczególnych lat, które miały ogromne znaczenie dla naszej historii: 56, 68, 70, 80, stan wojenny 81. Jaką zbrodnią był stan wojenny i zdradą interesów państwa polskiego. Poznają okoliczności okrągłego stołu 89. Także zdrady częściowej, która temu towarzyszyła. Postkomunizmu lat 90., który zatrzymał rozwój naszego kraju (28 grudnia, Polskie Radio 24).
Po fali krytyki programu przez historyków minister napisał na Twitterze 23 grudnia: „Kilkudniowe i absurdalne wycie świata postkomunistów i lewactwa pokazuje, że to naprawdę HiT i idealny strzał w dziesiątkę. Dziękuję”.
Uczniowie poznają okoliczności okrągłego stołu 89. Także zdrady częściowej, która temu towarzyszyła. Postkomunizmu lat 90., który zatrzymał rozwój naszego kraju
W ogóle lewactwo – oprócz demoralizacji, ideologizacji, neomarksizmu i seksualizacji – to jedno z częściej używanych haseł przez ministra. Np. można je znaleźć w komentarzu z 27 sierpnia na konferencji prasowej odnoszącym się do powstania akcji Wolna Szkoła, która sprzeciwia się „lex Czarnek.” - Jeśli ktoś mówi, że jest za wolną szkołą to niech jej nie zniewala, tylko swoją lewacką wizją, ci ludzie ze środowiska lewackiego muszą zrozumieć, że są mniejszością, a w tym kraju żyje również większość, która potrzebuje tolerancji - komentował Czarnek.
Rureczki pod kostki
W te wakacje, konkretnie 24 sierpnia, minister edukacji podpisał również list intencyjny o współpracy na rzecz edukacji ekologicznej. - Będziemy rozwijać edukację ekologiczną i dotyczącą klimatu, ale nie zgadzamy się na jakąkolwiek ideologię ekologizmu polegającą na humanizacji roślin i zwierząt i animalizacji człowieka. Tego na pewno w podstawach programowych nie będzie - zapewniał. W programie HiT-u pojawił się za to punkt o różnicach między ekologią a ekologizmem.
A co do uczniów to ostatnio minister cieszył się też z zainteresowania klasami mundurowymi, które wynika m.in. z dobrego, patriotycznego wychowania. - Ale wynika to też z tęsknoty za taką normalnością, za normalnym strojem, bo dzisiaj na tle tych wszystkich rureczek pod kostki obciągniętych elegancko u panów, którzy nie wyglądają jak panowie, można powiedzieć, taki strój nie może być traktowany przez część społeczeństwa, czemu się nie dziwię, jako normalny strój - stwierdził (16 grudnia, Twitter).
Tyle ogólnie o uczniach, a czego by sobie życzył dla swoich dzieci? - Gdybyście mnie państwo zapytali, czego ja chcę dla swoich dzieci, to w pierwszej kolejności chcę, żeby się zbawiły. Wydaje mi się, że dramatem w czasach dzisiejszych jest odcięcie człowieka od perspektywy zbawienia. Jak te dzieci mają się zbawić? One się zbawią tylko wówczas, kiedy nie będą kłamały, kiedy nie będą cudzołożyły, kiedy nie będą zabijały - czyli, kiedy będą przestrzegać 10 przykazań bożych, uniwersalnych rzeczy, które stanowią o dobru człowieka (25 listopada, Kongres Edukacji Klasycznej).
Do nauczycieli
- W Polsce, dopóki rządzi Prawo i Sprawiedliwość, nauczyciele są i będą wolni. I żadne prześladowanie za poglądy nie będzie ich z tego tytułu dotykało, bo to jest zupełnie oczywiste. Prawo i Sprawiedliwość jest partią wolności, my jesteśmy wolnościowcami i o tę wolność w świecie akademickim i w świecie edukacji będziemy się troszczyć. (…) Polska jest na biegunie wolnościowym, a nie totalitaryzmu lewackiego i dziś nikomu nic nie grozi z tytułu jego poglądów - warto na początku przytoczyć tę wypowiedź z 8 lipca (Rozmowy Poranka, Polskie Radio), gdyby ktoś miał wątpliwości, jak wygląda praca w szkole. Temu też ma służyć „lex Czarnek”. Gdy kuratorzy będą mieli większe możliwości, to „w takich miastach jak Warszawa czy Poznań, prezydenci miast nie będą mogli wymuszać na dyrektorach szkół zachowań niezgodnych z prawem, nie będą mogli wymuszać wprowadzania do szkół organizacji, które demoralizują uczniów” (23 czerwca, TVP Info).
Polska jest na biegunie wolnościowym, a nie totalitaryzmu lewackiego i dziś nikomu nic nie grozi z tytułu jego poglądów
W razie czego minister zawsze stanie po stronie takich dyrektorów, tak jak zrobił to w wypadku dyrektorka liceum z Łodzi, który zakazał używania w awatarach błyskawicy, symbolu Strajku Kobiet. - Będę chciał go uhonorować za walkę z ideologizacją dzieci. (...) Szkoła jest od tego, żeby uczyć i realizować podstawę programową, a nie epatować jakimiś symbolami strajków czy ruchów, które rzeczywiście z ideologią mają ogromnie wiele wspólnego. Ten symbol Strajku Kobiet kojarzy się z panią, która epatuje wulgarnymi słowami na ulicy, to nie jest dobry przykład dla dzieci - mówił (16 kwietnia, „Jeden na jeden” TVN24).
Duże pole manewru minister zostawił też dyrektorom, jeśli chodzi o organizowanie pracy szkoły w pandemii. - Jeśli jakiś dyrektor uważa, że w jego szkole jest chaos, to niech się poda do dymisji, jeśli nie jest w stanie zaprowadzić porządku w szkole przy przepisach, które świetnie obowiązują (8 grudnia, Komisja Edukacji Narodowej).
Jeśli chodzi o wynagrodzenia dla nauczycieli, to nie mamy już, niestety, tak dobrych informacji. W tym roku szkolnym Ministerstwo Edukacji i Nauki zapowiedziało podniesienie wynagrodzeń, ale w zamian za większe pensum (liczba godzin pracy przy tablicy). Związki zawodowe chcą, żeby powiązać nauczycielskie pensje ze średnią krajową: jak będzie rosło PKB, to wynagrodzenie pedagoga też.
- Ani ja, ani pan, ani nasi słuchacze nie mają tego swojego wynagrodzenia powiązanego ze średnią krajową i żyją. Przytłaczająca większość Polaków nie ma wynagrodzenia powiązanego ze średnią krajową, tylko tę średnią krajową wyrabia - nie pozostawił złudzeń minister (14 października, Polskie Radio24). Ogólnie jednak minister stwierdził, że „mamy znakomitych nauczycieli i wara od naszych dzieci, jeśli chodzi o ideologie lewackie, demoralizujące i indoktrynujące” (22 lipca, „Sygnały Dnia” Polskie Radio).
Do rodziców
Rodzice nie muszą się martwić o dzieci, bo oprócz HiT-u uczniowie mają też mieć wzmocnione wychowanie do życia w rodzinie. - Atak na rodzinę jest tak potężny, że dzieciom w szkole należy się porcja prawdziwych informacji o rodzinie. Po to, żeby prostować wszystkie te fałsze, kłamstwa na temat rodziny, które w ostatnim czasie w Polsce i na świecie są bardzo mocno popularyzowane - przekonywał Czarnek podczas debaty z okazji Dnia Praw Rodziny 20 października.
A gdyby były wątpliwości to minister przypomina, że „rodzic to ten, co zradza potomstwo. Zrodzić potomstwo może tylko kobieta z mężczyzną. To są oczywiste sprawy, znane ludziom od miliardów lat” (20 września, TVP Info).
Kilka dni wcześniej, również na antenie telewizji publicznej, minister rozwijał ten wątek: - Małżeństwo to termin zastany jeszcze z prawa rzymskiego, stworzony przed wiekami, długo przed naszym przyjściem na ten świat i który oznacza związek kobiety i mężczyzny, więc coś takiego w przyrodzie jak małżeństwa jednopłciowe nie istnieje. Więc można sobie uznawać również małżeństwa czterech mężczyzn, pięciu mężczyzn albo sześciu kobiet. To nie jest małżeństwo. To jest jakiś związek, któremu my się nie sprzeciwiamy. Nikt nikomu nie ingeruje w jego życie prywatne. Seksualność człowieka jest prywatną sferą każdego człowieka i co sobie kto robi z tą jego seksualnością, to jest jego sprawa. Natomiast nie możemy nazwać małżeństwem coś, co małżeństwem nie jest (16 września).
Można sobie uznawać również małżeństwa czterech mężczyzn, pięciu mężczyzn albo sześciu kobiet. To nie jest małżeństwo. To jest jakiś związek, któremu my się nie sprzeciwiamy
Trzeba tu pochwalić ministra za konsekwencję, bo w podobnym tonie mówił też podczas wykładu inauguracyjnego na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim (17 października), ale tam zwraca uwagę inne życzenie ministra, konkretnie: - Nie wolno nam rugować chrześcijaństwa z naszego systemu wartości - z systemu, który ma leżeć u podstaw prawa stanowionego w Polsce.
Gdyby rodzice chcieli jednak zdecydować, co w szkole się dzieje i czego uczą się ich dzieci, to minister nie pozostawiał złudzeń: - Nie ma autonomii szkół. Wszystko odbywa się zgodnie z prawem oświatowym i na bazie prawa oświatowego również kurator będzie dalej prowadził swój nadzór pedagogiczny. Coś takiego jak autonomia szkół, o której mówią krytycy tego projektu ustawy („lex Czarnek” – przyp. red.), ona występuje w jakimś zakresie na uniwersytetach, w szkołach wyższych, tylko tam też jest fetyszyzowana nieprawdopodobnie (16 czerwca, Radio Wrocław).
A gdyby rodzice chcieli mimo to spytać, jak długo dzieci jeszcze będę chodzić do szkoły w kratkę, co z nauką zdalną, czy będzie czy nie będzie, to minister tłumaczył na antenie Polskiego Radia 18 listopada: - Absolutnie nigdy takiej deklaracji nie składałem i złożyć nie mogę, bo nie jestem wróżką.